Zupa Z Mostkiem.

Biegniemy piaszczystą drogą. Prowadzi wprost pod metolową bramę. Naszą bramę, jedną z kilku na ulicy. Za nią, na niewielkim podwórku, stoi mały dom. Za podwórkiem łąka, lasek, pole, łąki. Bawiliśmy się tam od wczesnego południa, rozmawiając w nieskończoność, śmiejąc się, kłócąc i godząc na przemian. Brudni, spoceni, pachnący powietrzem wróciliśmy tylko dlatego, że do domu ściągnął nas głód. Coraz wyraźniejszy głos, dobiegający z kuchni. Coraz silniejszy zapach obiadu. Jednego z najlepszych. Jedynego.

Moje wakacje pozlepiane były z wielu szczególnych elementów. Każdy z nich ma dla mnie ogromną wartość. Każdy tkwi nadal we mnie. To piasek, źdźbła traw, gałązki, patyki z których powstawały bronie, ból stóp, rany na kolanach, krople potu, smak łez, głośny śmiech i niekończące się rozmowy. To lody na patyku ze sklepu, do którego daleko, mineralna ze szklanych butelek, to arbuz i jeden banan, kluski na parze i drożdżowce z rabarbarem. To zapach pościeli z całego dnia na sznurku, zapach skóry, włosów. Po całym dniu.

Duża część tego co dla mnie dobre i piękne kojarzy mi się z tamtym okresem mojego życia. Z każdym jego elementem: ze smakami, barwami, zapachami, głosami. Z każda osobą, która w nim uczestniczyła, zwłaszcza z jedną szczególną osobą: moją babcią. Każde wspomnienie o niej zajmuje w moim sercu szczególne miejsce. Jest jednak jedno, które wśród nieskończonej ich ilości jest najbardziej wyraziste. Nadal żywe, zrośnięte z teraźniejszością. To wspomnienie szczególnej zupy. Wyjątkowej nie tylko dla mnie.

Nie wiem kto był jej autorem. W mojej pamięci tkwi od zawsze, a jej prostota sprawia że nie ma możliwości przypisania jej żadnej konkretnej osobie. Zwykła, niepozorna, prosta potrawa, która jak magiczny klej złączyła cztery pokolenia naszej rodziny. Pierwszą osobą, która zaczęła ją podawać była moja babcia. Karmiła nią moją mamę i ciotki, mnie, moją siostrę, cioteczne rodzeństwo, tatę, wujków. Potem karmiły nas nią moja mama i jej siostry. Dziś moja mama karmi nią naszego synka, moją żonę, męża mojej siostry, tatę. Nadal mnie. Nie wyobrażamy sobie bez niej nie tylko wakacji. Zupa z mostkiem to część naszej rodziny.

Zupa z mostkiem jest zwykłym barszczykiem. Podawany z ziemniakami, skwarkami, koperkiem i kleksem śmietany lub kefiru, pozornie nie różni się od każdego innego barszczyku. Jedynym wyjątkowym elementem tej zupy jest wyobraźnia jedzącej ją osoby. A możliwości jest wiele. Ziemniaki stają się mostem, wyspą lub półwyspem. Barszcz staje się morzem. Pokrojone w kostkę kawałki buraczków, rekinami. Koperek trawą lub mchem. Wreszcie skwarki zwierzętami lądowymi lub rozbitkami. Łyżka jest łódką lub kataklizmem, ratującym rozbitków lub niszczącym mosty albo ląd. Zjadanie to osuszanie, a dolewka to potop. Zjadana wspólnie pomnaża możliwości doskonałej zabawy. Zwłaszcza w gronie zbliżonych wiekiem, wychowujących się ze sobą od zawsze sióstr i braci. Czyste szaleństwo.

Przepis, z którego korzysta moja mama:

4 duże buraki
2 litry wody
pół łyżki soli
łyżka cukru
łyżka octu
łyżka mąki pszennej

ziemniaki
masło

skwarki
koperek

śmietana lub kefir

Buraki pokroić w kostkę, zalać wodą, dodać sól i cukier. Gotować na wolnym ogniu. Zagotować. Zebrać szumowiny. Dodać mąkę, rozrobioną z odrobiną wody. Gotując na wolnym ogniu, ponownie zagotować. Spróbować. Jeżeli zajdzie potrzeba, dodać sól lub cukier do smaku. Dodać ocet. Odstawić do wystygnięcia. Podawać po ponownym podgrzaniu, z puree ziemniaczanym, skwarkami, pokrojonym koperkiem i kleksem śmietany lub kefiru, najlepiej następnego dnia. Przed podaniem nie doprowadzać do wrzenia. Nie utraci dzięki temu zapachu i koloru.

Puree: ziemniaki ugotowane w posolonej wodzie, ugnieść z masłem

O smaku i zapachu tej zupy w zasadzie nie można powiedzieć zbyt wiele. Zresztą, nie ma najmniejszego sensu. To awykonalne. Faktem jest oczywiście, że barszczyk jest wyśmienity: słodko-kwaśny, wzbogacony śmietaną, kruchymi skwarkami i sycącym pure ziemniaczanym, odświeżony koperkiem, nie tylko zaspokaja apetyt, ale doskonale gasi pragnienie. Można go podawać zarówno na ciepło jak i na zimno. W wersji bez skwarek, masła i kleksów staje się daniem wegańskim.

Ale smak i zapach są tylko objawami związanej z nim atmosfery. Kilkadziesiąt zdań skleconych w kilku akapitach nie jest w stanie w najmniejszym stopniu jej oddać. Barszczyk z ziemniakami to nie tylko zupa. To czas i miejsce. To punkt skupienie linii wielu życiorysów i historii. To nie tylko moje dzieciństwo, młodość i dojrzałość. To wspólne doświadczenie każdej i każdego z nas. Przeżywaliśmy je wspólnie, przeżywamy nadal  i nadal będziemy przeżywać, bez względu na to w jakim miejscu kuli Ziemskiej byliśmy, jesteśmy czy będziemy. Bez względu na wiek i czas.