Za Życie. Za Miłość. Za Śmierć.

Jednym z największych odkryć mojego życia, był sposób na gaszenie upiornego pragnienia. Stało się to u babci mojej żony. W jej małym mieszkanku na trzecim piętrze czynszowej kamienicy, położonej w samym centrum spalonej słońcem przemysłowej metropolii. Podczas jednej z wizyt otrzymaliśmy od niej do picia, zamiast zimnego gazowanego napoju prosto z lodówki, czarną gorącą herbatę. Nie miała w domu nic innego poza obrzydliwą, ciepłą kranówą. Niczego innego, jak się okazało, nie potrzebowałem. Kilka łyków naparu zaspokoiło moje pragnienie w kilka chwil. Tak jak zaspokaja pragnienie ludzi, żyjących w najcieplejszych regionach naszego globu.

Dlaczego piszę o tym teraz, gdy nad Polską dopiero co przeszła fala mrozów? Dlaczego nie zostawiam tego tematu na inną, bardziej dogodną okazję? Okazuje się bowiem, że skrajności się przyciągają. Mróz tak samo jak upał osusza organizm. Osusza go również niemalże całkowicie pozbawiane wilgoci powietrze w blokowych mieszkaniach. Pomysł na to, by sięgnąć do sposobów na gaszenie pragnienia i nawadnianie organizmu, charakterystycznych dla dodatnich temperatur nie jest więc pozbawiony sensu. Mało tego. Jak się w praktyce okazało jest bardzo skuteczny i do tego niezwykle smaczny.

Nie od dziś wiadomo, że ludzie żyjący w skrajnych warunkach, adaptując się do nich, w toku doświadczeń wielu pokoleń wyspecjalizowali się w radzeniu sobie zarówno z ekstremalnym mrozem jak i nadmiernym skwarem. Wyspecjalizowali się do tego stopnie, że sposoby radzenia sobie z nimi stały się nie tylko niezbędnym elementem przetrwania, ale również częścią ich kultur. Dobrem. Dziedzictwem przekazywanym kolejnym pokoleniom.

Takim też sposobem, lub inaczej dziedzictwem, jest dla ogromnej ilości ludzi na całym świecie picie gorących napojów właśnie wtedy, gdy organizm pozornie dopomina się schłodzenia. Mnie zainspirował i bardzo zaciekawił sposób w jaki ludy zamieszkujące obszary północno-zachodniej Afryki, radzą sobie z upałem. Piją oni bardzo słodką, orzeźwiającą i pobudzającą herbatę, znaną jako Maghrebi, Moroccan, Touareg lub Sahrawi mint tea (https://en.wikipedia.org/wiki/Maghrebi_mint_tea). Czyli miętową herbatę, charakterystyczną dla regionu Maghreb (https://pl.wikipedia.org/wiki/Maghreb), nazywaną również przekornie berberyjską whiskey. Nazw ma zresztą ta herbata wiele. Zapewne tyle, ile dialektów i odmian rożnych języków funkcjonujących w tym bardzo różnorodnym regionie świata. Na szczęście nie ma zbyt wielu odmian i różni się jedynie pod względem szczegółów sposobu przygotowywania.

Na szczęście nie ma też wielu składników i żaden z nich nie jest na szczęście ani drogi, ani trudno dostępny. Na szczęście żaden z nich nie jest też najważniejszy. Najważniejszym elementem przygotowania tej herbaty jest połączenie wszystkich czterech jej elementów. Pomijając bowiem którykolwiek z nich nie otrzymamy berberyjskiej herbaty. Czyli skutecznego sposobu na zaspokojenie pragnienia i nawodnienie organizmu. Marokańska herbata musi być bowiem mocna jak zielona herbata, orzeźwiająca jak mięta, słodka jak cukier i gasząca pragnienie jak woda. Dlaczego zielona herbata, a nie czarna? Dlaczego mięta, a nie anyż? Dlaczego cukier, a nie miód? Tego nie wiem i zapewne nigdy się nie dowiem. To jednak też nie ma znaczenia. Dobrze chociaż, że co do wody nie ma wątpliwości.

Szukając przepisu na tę herbatę znalazłem dwa, które wypróbowałem. Nie jestem jednak w stanie jednoznacznie stwierdzić, który z nich jest lepszy. Każdy ma swoje zalety, a uzyskane dzięki nim napary niewiele się różnią. Nie byłem w Maroku. Nie wiem więc jak smakuje herbata parzona u samego źródła.

Przepisy, z których skorzystałem:

PRZEPIS I

1 łyżka zielonej herbaty Gunpowder
2 łyżki cukru
duża garść świeżej mięty lub łyżka suszonej
5 szklanek wrzącej wody

Dodać herbatę bezpośrednio do marokańskiego czajniczka. W osobnym czajniku, zagotować wodę. Dodać jedną filiżankę wrzącej wody do czajniczka z herbatą. Parzyć przez około 30 sekund. Powstały napar przelać do szklanki i odstawić. Dodać kolejny kubek wrzątku do czajniczka. Zamieszać napar okrężnymi ruchami czajniczka przez 5 sekund. Wylać postały napar. Dodać miętę, cukier i pierwszą szklankę herbaty z powrotem do czajniczka, a następnie napełnić wrzątkiem. Umieścić czajniczek na kuchence na średnim ogniu i doprowadzić do wrzenia. Gotować przez 5 minut. Zdjąć z ognia i wlać jedną szklankę herbaty. Wlać szklankę z powrotem do czajnika, aby wymieszać napar i rozpuścić cukier. Powtórzyć jeszcze dwa razy. Wlać herbatę z wysoka do szklaneczek tak, by wytworzyła się piana.

Przepis pochodzi z bloga Honestly Yum, z wpisu Moroccan Mint Tea.

PRZEPIS II

1 łyżeczka zielonej herbaty Gunpowder
3 łyżeczki cukru
garść świeżej mięty lub łyżeczka suszonej
3 szklanki wrzącej wody

Dodać herbatę bezpośrednio do zaparzacza. W osobnym czajniku, zagotować wodę. Dodać jedną filiżankę wrzącej wody. Parzyć przez około 30 sekund. Powstały napar wylać. Dodać kolejny kubek wrzątku. Dodać miętę, cukier, a następnie napełnić wrzątkiem. Odstawić napar na 5 minut. Wylać jedną szklankę herbaty. Wlać szklankę z powrotem, aby wymieszać napar i rozpuścić cukier. Powtórzyć jeszcze dwa razy. Wlać herbatę z wysoka do szklaneczek tak, by wytworzyła się piana.

Nie ma oczywiście obowiązku stosowania specjalnego czajniczka. Ja używam garnuszka i sitka. Marokański wyrób jest na pewno wygodniejszy. Konieczne natomiast jest stosowanie herbaty Gunpowder. To ulubiona herbata Marokańczyków. Mają też swoją ulubioną odmianę mięty. Podobno najlepsza jest mięta zielona Nana (Mentha spicata ‚Nana’). Kwestia ilości cukru w herbacie jest sprawą bardzo indywidualną. Zasada jest taka, że herbata marokańska ma być za słodka. Łyżeczka cukru na 100 ml herbaty nie będzie przesadą.

Jak widać oba przepisy różnią się znacznie. Drugi jest bardziej zbliżony do ogólnie przyjętych zasad przygotowywania zielonej herbaty, natomiast pierwszy wpisuje się bardziej w tradycję jej parzenia, związaną z pewnego rodzaju rytuałem i jego symboliką. Napar z pierwszego parzenia nazywany jest duszą herbaty. Ma wpływ na jej smak, zapach i kolor. Napar drugi ma na celu oczyszczenie otworzonych liści zielonej herbaty. Zupełnie odwrotnie niż w innych rejonach świata.

Odwrócone też zostały w przypadku parzenia herbaty charakterystyczne dla mieszkańców Maroka i okolic role. W patriarchalnym modelu rodziny, który tradycyjnie tworzy społeczeństwa północnej Afryki, wykonywaniem większości czynności domowych zajmuje się kobieta. W tym wypadku jest inaczej. To mężczyzna, pan domu, parzy i podaje herbatę. A podaje ją nie sobie czy swoim żonom lub dzieciom, ale przede wszystkim gościom. W Maroku picie miętowej herbaty jest ceremonią. Elementem życia społecznego związanym z nawiązywaniem i pogłębianiem relacji międzyludzkim. Dlatego związany jest z nią określony rytuał. To wykonywanie określanych gestów i wypowiadanie określonych słów. Tymi gestami jest wypicie nie jednej, ale trzech filiżanek herbaty, a tymi słowami jest przytaczane przy tej okazji popularne przysłowie.

Pierwsza szklanka jest delikatna jak życie,
druga jest tak silna, jak miłość,
trzecia jest gorzka jak śmierć.

Picie miętowej herbaty nie jest bowiem w Maroku czynnością, ale procesem. Zajmuje na tyle dużo czasu, że każda kolejna podawana szklanka ma inny smak i inne właściwości. Prowadzi się przy niej długie rozmowy, załatwia interesy, odpoczywa. Toczy się życie. Podobno nie jest to obecnie powszechnie stosowana praktyka, ale na pewno jest to obyczaj.

Les extremites se touche. Skrajności się stykają. Życie dotyka śmierci. Miłość powstaje z jednego i prowadzi do drugiego. Jest jednocześnie przyczyną i skutkiem. W tradycji parzenia, podawania i picia marokańskiej herbaty symboli można by pewnie znaleźć jeszcze więcej. Ich poznanie wymagałoby poznania jednak czegoś więcej niż przepisu. Dla mnie to na dziś nieosiągalne. Ja sam znalazłem w niej doskonały sposób na połączenie moich codziennych skrajności. Sposób na radzenie sobie zarówno z upałem, jak i mrozem. Z nadmiernym zdenerwowaniem, jak i niebezpiecznym spokojem. Sposób na uspokojenie i pobudzenie. Sposób na chwile wytchnienia, na kolejny powód by jeszcze bardziej dotknąć teraźniejszości. Skupić się na jedynej realnej jednostce czasu, która jest jednocześnie tak bliska i tak daleka. Jak życie. Jak miłość. Jak śmierć.

  • gin

    Ciekawe 🙂
    Tylko że ja naprawdę nie lubię słodkiej herbaty…
    Niemniej, od dzieciństwa pijałam w upały właśnie gorącą herbatę, tak jak mój Tato, a wszyscy wokół nie mogą się temu nadziwić. Teraz widzę, że to nie lokalny wymysł, ale życiowa prawda 🙂

    • Bardzo ciekawe! Zupełnie inaczej niż uczyli mnie od dziecka 😀 „Lody dla ochłody” i takie tam. A specjaliści twierdzą zupełnie coś innego. Nie mogę się doczekać upałów,żeby wypróbować tę herbatę w terenie 😀 Działanie czarnej już znam. teraz pora na za słodką zieloną z miętą 😀

  • Świetny herbaciany wpis. Aż mi się zachciało filiżanki dobrej herbaty! 🙂 Pamiętam, że kiedyś hektolitrami popijałam Teekanne Magic Moments o smaku pomarańczy, winogron z nutką rumu… Potrafiłam wypić kilkanaście kubków dziennie! Ostatnio nigdzie nie mogłam na nią trafić i bardzo żałuję… Oczywiście herbaty sypane nie mają porównania, są smaczniejsze, ale mam sentyment do Teekanne. 🙂

    To prawda, słyszałam że w zależności od sposobu zaparzania, herbata ma różne właściwości. Ale ja ich jeszcze nie zgłębiałam tak dokładnie…

    • Dziękuję 😀 Dla mnie herbata to głównie alternatywa dla kawy. Po ostatnich doświadczeniach może się to odrobinę zmieni, choć próbowałem wielokrotnie. Dostrzegam nowe pole eksploracji i jak zwykle poddaję się emocjom 🙂 Bez nastawienia 😀 W końcu ma być smacznie i przyjemnie 😀

      • No u Ciebie to chyba normalka 🙂 na Twoim blogu emocje aż kipią z poszczególnych wpisów 🙂 i to lubię!

  • Uwielbiam Twoje wpisy i porady.
    Tylko tu też mam problem z cukrem, bo do herbaty po prostu go nie używam 😉
    Ciekawe czy bez to też będzie pijalne 😉

    • Internety są głębokie i szerokie i wersję bez cukru też znalazłem 😀 Cytując jeden z blogów „Nie bądźmy bardziej marokańscy niż Marokańczycy” 😛 Ja pijam nie aż tak słodka jak w przepisie. Nie dałbym rady 😀 Pozdrowionka!

  • Przerzucam się z kawy na herbatki różne, przeróżne (niekoniecznie mają dawać kopa, jak kawa) – poszukam tego gunpowder i przetestuję, bo komu, jak komu, ale Tobie to ja ufam bezgranicznie 🙂

    • Dzięki 🙂 Na szczęście z Gunpowderem nie ma żadnego problemu. Spokojnie można ją kupić w markecie z owadem i wcale nie musi być najdroższa 😀 Dla mnie ormalnie zielona jest nie do przetrawienia. Z miętą już sprawa wygląda zupełnie inaczej 😀 Pozdrawiam Jacku! Dzięki, że wpadłeś 😀

      • Wpadam zawsze, komentuję rzadko, bo co tu mówić, jak się człowiek ślini 🙂

      • W markecie z owadem? Dobrze wiedzieć. Poszukam. 🙂

  • Nie lubię miętowych herbatek, ale zaryzykuję … Niedawno zaryzykowałam yogi tea z mlekiem, a mleka w herbacie nie lubię i sie zakochałam. Kto wie? 🙂 Może polubię miętę 😀

    • Yogi Tea z mlekiem???? Poproszę o szczegóły 😀 😛 Już zacieram ręce 😀

      • Zaglądnij do Domologia Stosowana na wpis YOGA TEA 🙂 wszystko tam jest. Tylko trzeba znależć mieszankę Yoga/i Tea i gotować przez 40min. Ale potem … 🙂 Powiedziałabym CLIMAX na języku 😀

  • Sądząc po tytule myślałam że będzie o kawie, a tu proszę, herbata. 🙂 Za miętą w herbacie nie przepadam, za zieloną też, ale czasami pijam i tę i tę. Najbardziej lubię czarną,z sokiem lub z miodem, z imbirem, z cytryną, z pigwą, albo ze wszystkim naraz. 🙂 W upały herbata? Jak najbardziej. W mroźne klimaty? Oczywista oczywistość. 🙂 Sporo herbaty piję.
    Ale właśnie teraz się zastanowiłam, dlaczego tak ją lubię? Bo to tak naprawdę nie do końca o smak chodzi. Raczej o tę chwilę wytchnienia i celebrowanie teraźniejszości. Lubię popijać herbatkę, kiedy czytam książkę, kiedy piszę, kiedy czytam blogi (teraz też mam herbatkę, czekaj, złapię łyka) :-). Ale też wtedy gdy zaczynam sprzątać, również robię sobie herbatkę (oczywiście dopijam zimną ale wcale mi to nie przeszkadza :-)) więc nie tylko o towarzyszenie w wytchnieniu chodzi. Chyba w ogóle o towarzyszenie w życiu. 🙂 Do znajomych też można wpaść na herbatkę (opcjonalnie kawkę). Generalnie więc herbata kojarzy się z jakąś miłą chwilą, z pewną przyjemnością. Podobnie zresztą kawa, o ile nie pijemy jej na szybko. Wychodzi więc na to, że ciepłe napoje służą do celebrowania chwili, a może samo to jest w nich fajne że są po prostu ciepłe? 🙂

    • Hehe, też myśłałam że o kawie bedzie 😀

      • Jakbym wiedział, że tak zareagujecie to bym wpis na 1 kwietnia zostawił 😛

    • Ładnie napisałaś. Też tak sądzę. Kawa, herbata to napoje które służą do celebrowania chwili. Powrotu do rzeczywistości. Podawane na gorąco odprężają i poprawiają koncentrację. Bo przecież można by było barszczyk lub rosół pić, ale tu też o działanie kofeiny i teiny chodzi 🙂 Zupełnie odwrotnie niż z napojami alkoholowymi. Te służą do ucieczki. Odrywają od rzeczywistości. Teraz ja piję kawkę, dlatego chwila przerwy… łyk… i podziękowania 😀 Dziękuję Basiu za komentarz! 😀

  • Ale się fajnie czytało <3
    Aż głupio się przyznać że ja herby nie pije mimo tego że w pracy mam ogromny wybór- chyba z 15 najróżniejszych. Wolę kawę, a że jedno i drugie odwadnia zostaję przy kofeince 😉

    • Doskonale Cię rozumiem, ja też wolę kawę. Czasami jednak nadchodzi fala zmian, której nie umiem się oprzeć. Wtedy płynę z nią i przerzucam się na herbatę. Nowością dla mnie jest ten sposób picia zielonej herbaty, której po prostu nie lubię. Po stokroć wolę czarną, Assam. Tę znowu pijam bardzo mocną i bez cukru 😛 Ot taka przewrotna ludzka natura 😀 Pozdrowionka! 😀

      • Natura bywa przewrotna- to fakt 🙂
        A ja kawy póki co nie zdradzam, ale rozumiem potrzebę zmian.

        • A ja nie rozumiem 😀 Znaczy nie ogarniam rozumem 🙂 To się dzieje samo. Bez mojej kontroli. Wiesz dlaczego zainteresowałem się tą herbatą? Jakiś czas temu był u nas przyjaciel, który pił ą w Maroku i powiedział o niej dosłownie dwa zdania. Przy drugim miałem tak silny ślinotok, że nie umiałem przestać o niej myśleć… Ot taka historia 😀 I tak jest bardzo często. Jakbym krawędzią świadomości dotykał skraju świadomości rozmówcy. Niesamowite doznanie 😀

          • Omg! Ty jesteś kulinarny Edi Kruger!! 😀

  • Zawsze gaszę pragnienie zimną wodą:-) Mięta podobno ma działanie orzeźwiające, zastanawiam się tylko jak działa w gorącej herbacie…nie próbowałam nigdy. Od wiosny do jesieni rzadko piję herbatę, za to jesienią i zimą – mnóstwo i to przeróżne smaki;-)

    • Działa genialnie. Zwłaszcza w mocnej zielonej. Już pierwsze łyki orzeźwiają i poprawiają jasność widzenia. Kolejne poprawiają samopoczucie a ostatnie sycą. Fantastyczne uczucie 🙂 Myślę, że latem będzie idealna!