Wielka Improwizacja

Zupa Pho dosłownie za mną od jakiegoś czasu łaziła. Przyczepiła się i jak rzep na psim ogonie nie dawała mi spokoju. Zaczęło się od niewinnej wzmianki, a skończyło na przeszukiwaniu internetu, bieganiu po sklepach, kilkugodzinnym gotowaniu i kolacji w bardzo miłej atmosferze ogólnego zachwytu. Bosko!

Jeszcze kilkanaście dni temu o tej zupie wiedziałem tyle, że istnieje. Przyjaciel wspomniał o niej podczas jednej z rozmów. Ja sam nie wracałem do tematu, całkowicie pochłonięty kolejnym podejściem do japońskiego ramenu. Czułem jednak, że to tylko zamiatanie sprawy pod dywan. Znając przewrotność losu czekałem na sygnał do startu. Wyraźną sugestię, a nie mgliste, skryte przeczucie. Długo musiałem czekać? Oczywiście, że nie.

Pierwszym znakiem był wpis na blogu Agnieszki i Eugeniusza Niedzielny Kucharz. Tematem wpisu była oczywiście wietnamska zupa, która w ich wersji powstała na bazie bardzo specyficznego wywaru. Na kościach z upieczonego kurczaka (Co można zrobić z resztek kurczaka…). Specyficznego dla mnie, gdyż przyznam, że takiego rozwiązania nie znałem. Samo gotowanie zup na kościach nie jest dla mnie nowością, ale na kościach z upieczonego wcześniej zwierzęcia już tak. Genialne skądinąd rozwiązanie nie specjalnie mnie jednak w tym momencie zainteresowało. Za to pobudziło ciekawość i chęć dalszych poszukiwań.

Kolejnym bodźcem był zamiar spędzenia wspólnego wieczoru z przyjaciółmi. Wstępna popołudniowa kawka szybko przerodziła się w konkretny plan, którego punktem kulminacyjnym była właśnie zupa Pho. Pomysł zaczerpnięty z Niedzielnego Kucharza musiał jednak przybrać nieco inną formę. Nie mogłem skorzystać z wywaru opartego na kościach kurczaka. Ze względu na preferencje kulinarne przyjaciółki musiałem poszukać przepisu wegańskiego. Taki obrót rzeczy bardzo mi się spodobał. Po esencjonalnym i bardzo intensywnie wołowym ramenie, wegańska Pho zdawała się być doskonałą odmianą. Tak też się zresztą stało.

Po kilkugodzinnej analizie przepisów w swoim uroczym, powolnym tempie doszedłem do wniosku, że przepis na Pho mogę skonstruować sam. Inspiracją był oczywiście sposób myślenia Agnieszki i Eugeniusza, ale również uwaga przyjaciela, który z przekąsem stwierdził, że przepisu na Pho po prostu nie ma. Bazą większości dobrych zup, w tym Pho jest po prostu dobry, odpowiednio przyprawiony wywar. W ich wypadku mięsny. W moim warzywny. Przepis, z którego ostatecznie skorzystałem, oparłem na dwóch, pochodzących z blogów Jadłonomia oraz Olga Smile.

Przepis, z którego skorzystałem:

zupa:
2,5 litra zimnej wody
2 duże cebule
50 g korzenia imbiru
4 marchewki
0,5 małego selera
1 korzeń pietruszki
1 łyżeczka kuminu
1 duża gwiazdka anyżu lub 2 mniejsze
1 laska cynamonu
1 łyżeczka ziaren kolendry
7 goździków
4 ząbki czosnku
mały kawałek ostrej papryczki
8 łyżek sosu sojowego
2 łyżeczki brązowego cukru
sól
łyżeczka oleju
sok z sytryny

dodatki:
opakowanie makaronu ryżowego
limonka
prażona cebulka
prażone i pokruszone orzechy (np. ziemne, nerkowca)
plasterki ostrej papryczki
siekany szczypior
kiełki np. fasoli mung

Marchewki, pietruszki, cebule i seler obrać. Przekroić na pół. Wymieszać w misce z olejem. Ułożyć na blasze piekarnika i piec przez 20-25 minut w 220 stopniach z termoobiegiem lub grillem. Warzywa muszą się przypiec. Do garnka włożyć upieczone warzywa razem z olejem, rozgniecione lekko ząbki czosnku, pokrojony w plasterki imbir, ostrą paprykę, goździki, kolendrę, cynamon, kumin, sos sojowy, anyż, oraz sól. Zalać wodą i gotować na wolnym ogniu około 3-4 godzin. Wywar musi się delikatnie podgrzewać. Woda musi być gorąca, ale nie może zacząć wrzeć. Gdy zacznie za mocno się gotować trzeba zalać odrobina zimnej wody i zmniejszyć gaz. Po ugotowaniu zupę należy odcedzić. Można tylko wyjąć warzywa, pozostawiając przyprawy. Dodać cukier i w razie potrzeby sos sojowy i sól. Przygotowany według instrukcji na opakowaniu makaron włożyć do misek. Zalać bulionem. Położyć dowolne lub wszystkie dodatki. Na koniec skropić sokiem z świeżo wyciśniętej limonki. Do smaku.

Podane przyprawy można przed wrzuceniem do zupy lekko uprażyć na suchej patelni. Anyż można dodać na końcu, po uprzednim uprażeniu go.

Jak pisze Olga: Zupa Pho powinna mieć ciemny kolor, być lekko słodka, lekko słona, pikantna, aromatyczna o głębokim smaku i pięknym aromacie. Należy pamiętać przy tym podczas doprawiania zupy po jej ugotowaniu.

Podczas gotowania inspirowałem się przepisami zawartymi we wpisach: Zupa Pho oraz Wegetariańska Zupa Pho.


Plan, degustacja, refleksja i… wnioski. Po pierwsze. Zupa Pho wszystkim nam przypadła do gustu. Bez mięsna nie znaczy niesmaczna. Wręcz odwrotnie. Bogata pod każdym względem, intensywna ale nie przesycająca jak wołowy ramen. Doskonała na lekką ale sycącą kolację lub pierwsze danie przed intensywniejszym posiłkiem. Aromatyczna, pikantna, kwaskowo-słodka, słona i bardzo ładna. Zaskakująca i smaczna.

Zaskakująca pod każdym nieomal względem. Należy bowiem pamiętać, że zupa ta nie jest daniem wykwintnym, ale zupą określaną mianem tradycyjnej. Jest więc daniem, które jak słusznie stwierdził przyjaciel, nie ma przepisu. Albo inaczej. Ma ich tyle, ile osób które ją przyrządzają. Jest więc doskonałym polem do improwizacji. Zakłada niemalże nieograniczoną dowolność w wyborze ostatecznego smaku, zapachu no i, co nie bez znaczenia, wyglądu.

Nasza Pho była dziełem dwóch osób i sumą zawartości dwóch kuchni. Wykorzystaliśmy w niej dosłownie to co mieliśmy pod ręką. Jedyną rzeczą jaką musiałem dokupić był imbir, którego akurat w tym dniu nie mogłem znaleźć w lodówce. Mogło się więc okazać, że na zdjęciu naszej Pho nie byłoby limonki, nie byłoby szczypioru czy chilli. Za to makaron przykrywałaby warstwa podsmażonych boczniaków, pod kawałkami tofu posypanego sezamem. O dodatkach mięsnych nie wspomnę. Ta improwizacja nie zakładała ich wykorzystania.

  • Wszyscy się zachwycają tą zupą, choć słyszałam że to po prostu taki chiński rosół 🙂 Nie mniej jednak wygląda apetycznie 🙂

    https://kobietadozadanspecjalnych.blogspot.com/

    • Z rosołem ma tyle wspólnego co pomidorówka 🙂 Cały smak tkwi w przyprawach i dodatkach. Warto sie skusić 🙂

  • Nie znam jeszcze, ale ponieważ zawiera moje dwa ulubione składniki czyli czosnek i imbir, więc szansa jest, że się skuszę, pozdrawiam

    • Hahaha! Doskonała motywacja 🙂 Tylko dodaj koniecznie pozostałe. Inaczej nie bedzie zbyt smaczna 🙂

  • Uwielbiam kuchnię wietnamską. Od pewnego czasu poznaję ją coraz lepiej, dzięki znajomym, którzy odkryli przede mną uroki Bakalarskiej i Wólki Kosowskiej. Niedawno opublikowałam nawet 3-częściową serię o 25 wietnamskich potrawach, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Oczywiście pho tam jest. Ale sama jeszcze się nie odważyłam brać za gotowanie tej niezwykle trudnej zupy. Szacun.

    • Zajrzę do Ciebie koniecznie 🙂 Kuchnia wietnamska jest dla mnie nadal wielka zagadka. Dzieki za info!

  • Kasia Bolek

    już od dawna zbieram się do zrobienia zupy pho w domowym zaciszu. Chyba mnie natchnąłeś żeby wreszcie się ogarnąć i wreszcie od myślenia przejść do gotowania 🙂

    • Super! Bardzie mi bardzo miło jak dasz znac jak Ci wyszło 😛

  • Jud

    Bogactwo smaków i aromatów! Nigdy takiej zupy nie robiłam, a chętnie bym spróbowała 🙂

  • Magdalena Bar

    Na zdjęciach wygląda zachęcająco ale ja nie lubię kuminu, a zapewne bez niego zupa straci swoją głębię smaku i charakter.

  • Ach, mam podobnie – chodzi za mną od dawna. Znam ją niestety tylko w wersji torebkowej i to na pewno nie jest nawet 5% tego, co daje zupa przygotowana samodzielnie. Bardzo lubię i Olgę Smile, i Jadłonomię, więc chętnie wypróbuję ten przepis.

  • Brzmi niezwykle apetycznie 🙂 uwielbiam dużo przypraw w potrawach

  • Ach dziekuje za przepis, to jedna z moich ulubionych potraw (bo jednak zupa tego nie nazywam hihihi) <3

  • Kamil

    Miałem swego czasu możliwość jadania chińskich potraw, przyrządzanych przez chińskich kucharzy. Ale nie takich z express oriental czy innych sieciowych chińczyków, tylko prawdziwa kuchnia, lokalna. I przyznam szczerze, że podobne zupy też robili, choć za każdym razem z czego innego. Bardzo dobre! Nie wiem jak bardzo kuchnia wietnamska od chinskiej sie rozni, ale na pewno różnych smaków warto próbować

  • Zapowiada się smakowicie! 🙂

  • Lubię Pho i strzeż się – będę testować Twój przepis;) Zastanawiam się tylko czy mały kawalek ostrej papryczki na 2,5 litra wody zapewni odpowiednią ostrość – zobaczymy.