Wielka Fala.

Nie ominęła mnie fala grzybów, która zalała ostatnio zarówno realny jak i wirtualny świat. Nie ominęła mnie też towarzysząca jej monstrualna fala nowych inspiracji. W życiu nie miałem w domu jednocześnie tylu prawdziwków i podgrzybków. Aż znieruchomiałem i zamarłem z przesadnego zachwytu. Stanąłem przed rozpostartym po horyzont morzem grzybowych możliwości.

Piękne wielkie kapelusze, grube jędrne łodygi, oszałamiający zapach. To bodźce, radujące serce i pobudzające wyobraźnię każdego grzybiarza. Posiadaczem reklamówki wypchanej tymi skarbami stałem się po zaledwie po czterdziestominutowym spacerze, w przyległym do niezbyt ruchliwej drogi lasku. Nie było tego w planach, więc grzybobranie musiało zakończyć się tak skromnym wynikiem. Nie skromnym jednak dla mnie. Dla mnie, jak się szybko okazało, aż nazbyt bogatym.

Cały problem zaczął się i zakotwiczył w mojej głowie. Nie umiałem się po prostu zdecydować na to, co zrobię z około kilogramem tej mieszanki grzybów leśnych. Nie dość, że sam nie mam zbyt bogatego doświadczenia w przetwarzaniu grzybów, to jeszcze nikt nie potrafił mi jednoznacznie pomóc.

Było ich za mało na suszenie. Pojedyncze okazy były zbyt duże, żeby je marynować. Grzyby były zbyt szlachetne, żeby przeznaczyć je na jajecznicę czy farsz do pierogów. Wyboru nie ułatwiał mi tez internet, lecz po kilku godzinach przeszukiwania moich ulubionych stron z przepisami właśnie tam znalazłem odpowiedź,. Była nią ta, która od początku wydała mi się najsensowniejsza: risotto!

Nigdy tak naprawdę risotto nie jadłem. Zwłaszcza klasycznego, przygotowywanego z borowikami. I choć nie miałem ani jednego, to szybko przekonałem się, że można je z powodzeniem zastąpić prawdziwkami, których akurat nie brakowało. Niestety brakowało mi kilku innych kluczowych składników: ryżu Arborio, soku winogronowego, który z dodatkiem octu zastępuje białe wino, świeżego tymianku i kilkudziesięciu gramów parmezanu. Wystarczająco dużo bym podjął decyzję o zrobieniu grzybowej na wywarze warzywnym, z domowym makaronem jajecznym. Prościej. Szybciej. Taniej.

Skłamałbym, gdybym napisał, że szukanie przepisu stało się moją nową pasją. Znalazłem go bowiem na pierwszym miejscu w wynikach wyszukiwarki, po wpisaniu hasła grzybowa. No dobra, też bym skłamał. Znalazłem go na drugim miejscu, ale na tej samej stronie. W miejscu, do którego, nota bene, zaglądam zawsze wtedy kiedy mam ochotę ugotować coś wyjątkowego. Jak na mnie oczywiście. Ugotowanie najprostszego bulionu warzywnego i zrobienie z niego grzybowej to dla mnie bowiem nadal coś wyjątkowego. Ale do rzeczy.

Przepis, z którego skorzystałem:

Bulion warzywny:
włoszczyzna: 2 marchewki, 1 pietruszka, 1/4 selera, 1/2 pora, liść kapusty
2 litry wody
1 łyżeczka soli morskiej, 2 liście laurowe, 3 ziela angielskie, 5 ziarenek pieprzu
1 cebula
4 łyżki sosu sojowego
4 gałązki natki pietruszki
1 łyżka oliwy extra vergine

Marchewkę, pietruszkę i selera obrać, opłukać, włożyć do garnka. Dodać umytego pora i liść kapusty. Wlać wodę i zagotować. Dodać sól, liście laurowe, ziele angielskie i pieprz. Zmniejszyć ogień. Cebulę nieobraną położyć na palniku kuchenki i opalić ją ogniem (około 1 – 2 minuty), włożyć do garnka z warzywami. Dodać sos sojowy, gałązki natki pietruszki i oliwę. Garnek przykryć pokrywą, ale niedokładnie – pozostawić uchyloną. Gotować na małym ogniu przez 1 godzinę do miękkości warzyw (wywar najlepiej gotować dłużej, 1 i 1/2 godziny). Po ugotowaniu zostawić bulion na 10 – 15 minut a następnie odcedzić.

Przepis znalazłem na blogu Kwestia Smaku, we wpisie pod tytułem Bulion Warzywny.

Makaron Jajeczny:
200 g mąki pszennej
2 jajka
2 żółtka
po 1 łyżeczce soli i oliwy

Na stolnicę lub blat przesiać mąkę, uformować kopczyk. Dodać sól, w środek wbić jajka i żółtka, dolać oliwę i stopniowo łączyć ze sobą składniki zagarniając mąkę do środka. Zagnieść gładkie i sprężyste ciasto, uformować kulkę. Zawinąć w folię i odstawić na ok. 1/2 godziny. Ciasto podzielić na pół i kolejno rozwałkowywać na placki, podsypując mąką. Każdy placek podzielić na pół, posypać mąką i ułożyć obie połówki jedna na drugą. Zwinąć je w rulon i pokroić. Rozsypać kluski po stolnicy. Powtórzyć z drugim plackiem. Zagotować i osolić wodę. Makaron gotować do czasu aż będzie al dente.

Przepis znalazłem na blogu Kwestia Smaku, we wpisie pod tytułem Domowy Makaron.

Zupa grzybowa:
600 g grzybów (borowików lub mieszanych borowików i podgrzybków) świeżych lub mrożonych
2 łyżki masła
1 drobno posiekana cebula
1,5 litra gorącego bulionu wołowego lub drobiowego
200 ml śmietany kremówki
sok z cytryny
2 łyżki natki pietruszki

Grzyby oczyścić, umyć i osuszyć. Pokroić na mniejsze kawałki. W garnku na maśle zeszklić cebulę, następnie dodać grzyby i smażyć co chwilę mieszając przez ok. 5 minut. Wlać bulion i zagotować. Gotować przez około 10 – 15 minut na małym ogniu. Dodać ubitą (spienioną) śmietankę kremówkę, doprawić solą oraz pieprzem. Gotować jeszcze przez ok. 3 minuty na wolnym ogniu. Na koniec dodać posiekaną natkę pietruszki. Doprawić odrobiną soku z cytryny i podawać z makaronem.

Przepis znalazłem na blogu Kwestia Smaku, we wpisie pod tytułem Zupa Grzybowa za Świeżych Grzybów.

Nie muszę opisywać ani smaku, ani zapachu tej zupy. Wystarczy przypomnieć sobie smak i zapach leśnych grzybów. Wystarczy dodać do tego świeżość natki pietruszki, słodycz spienionej śmietanki i wzbogacający całość posmak świeżo wyciśniętej cytryny. Te kilka godzin pracy zakończyło się pełnym sukcesem. Dom wypełniał aromat owoców leśnego poszycia. Moje kubki smakowe szalały z zachwytu. Ja czułem pełną satysfakcję. Udało mi się zrealizować od początku do końca to dzieło i stworzyć praktycznie od zera każdy jego element składowy: bulion, makaron, samą zupę.

Prostota wszystkich półproduktów i prostota finałowej zupy przyprawiają mnie aż o dreszcze. Uwielbiam takie rozwiązania. Uwielbiam otwierać szafki, lodówkę, szuflady. Znajdywać w nich wszystkie niezbędne surowce, narzędzia i robić coś dokładnie tak samo, jak wyrabiało się w domach moich babć czy prababć. A jeśli w dodatku głównym składnikiem przygotowywanego dania jest samodzielnie zebrany surowiec, to całość staje się prawdziwym dziełem kuchni domowej.

Z fali zalewającej moje życie wyszedłem obronną ręką. W uratowaniu się pomogły mi koła ratunkowe, które znalazłem na jednej z moich ulubionych stron. Przepisy pozornie oczywiste i teoretycznie doskonale mi znane, które pozwoliły bezpiecznie dopłynąć do brzegu. W zamrażalniku nadal czeka duża porcja prawdziwków. Przede mną nadal spienione bałwany i skaliste urwiska. Nadal nie jadłem risotto i nadal mam ochotę je zrobić. Przepis mam już pod ręką, brak mi jeszcze tylko tych kilku kluczowych składników. Ale to już żadna przeszkoda. To tylko kwestia… czasu.

  • Morowe Blog

    Aż mi się zamarzyła grzybowa z makaronem… albo ziemniaki z sosem grzybowym. A przepis na zupę pewnie niedługo wypróbuję 🙂

    • Super! Bardzo mi miło. Przepis jest idealny. Nic dodać, nic ująć. Dla mnie ogromnym zaskoczeniem było bicie piany, ale w efekcie okazało się, że to chyba bardziej zabieg zapobiegający warzeniu się śmietany niż konieczność smakowa. Za którymś razem podejmę ryzyko dodania śmietany niebitej 😛 Pozdrawiam!

  • Nie znam zbyt wielu przepisów grzybowych – suszę, marynuję lub jen z jajkiem i cebulą, ewentualnie (maślaki) w śmietanie. Grzybową lubię, ale bliżej Wigilii. A jeżeli chodzi o nazewnictwo: prawdziwek i borowik, to dokładnie ten sam grzyb.

    • No to teraz mnie zaskoczyłeś! To bardzo dobra informacja. Uwielbiam, gdy wszystkie składniki są oryginalne. Jeżeli tylko nie ma innego założenia w przepisie. Dzięki. Będzie w takim razie risotto z borowikami 🙂

  • Kasia Motyka Kocikowa Dolina

    W tym roku grzybiarze nie są w stanie wynieść wszystkich grzybów z lasu… Mam takiego w domu, więc grzyby królują na stole w taich ilościach, jak nigdy dotąd. Właściwie już nie wiem co z nich przygotować i naraz… Twój pomysł 🙂
    Dzięki Artur.

    • Do usług 🙂 Dziękuję za wizytę i komentarz 😀 Pozdrawiam serdecznie i życze smacznego!