Wehikuł Czasu.

Lubisz czytać książki kucharskie? Zanim udzielisz jakiejkolwiek odpowiedzi. Przeczytaj pytanie raz jeszcze. Pytałem, czy lubisz czytać książki kucharskie? Nie przeglądać, kartkować. Nie czerpać inspiracji, korzystać z zawartych w nich przepisów. Czytać. Brać do ręki. Siadać. Zatapiać się w lekturze i zostawiać na półce z zakładką w środku. Ja nie lubiłem. Aż do 7 listopada 2017 roku.

Tego dnia otrzymałem paczkę, w której była książka Moniki Śmigielskiej pt. Kuchenny Kredens. Polska Kuchnia Przedwojenna. Premiera tej książki miała miejsce 8 listopada, ja jednak nie czekałem na jej oficjalne wydanie, ale zamówiłem ją znacznie wcześniej. Pierwszy raz w życiu kupiłem książkę w ciemno. Przed jej premierą. Opierając swoją decyzję tylko na kilkunastotysięcznej obserwacji działalności jej autorki.

Profile Moniki Śmigielskiej obserwuję niemalże od samego początku mojej aktywności w social media. Nie miałem więc wątpliwości, że książka którą kupuję będzie doskonała. Czekałem z niecierpliwością na przesyłkę i oczywiście nie rozczarowałem się. Od pierwszego wejrzenia zrobiła ona na mnie ogromne wrażenie. Nie tylko jako książka kucharska, ale jako książka w ogóle. Zarówno pod względem treści jak i formy.

Ale zacznijmy od początku. Monika jest autorką bloga Kuchenny Kredens. Zajmuje się głównie kuchnią polską, ale podchodzi do niej w bardzo nietypowy sposób. Jest wielką miłośniczką przepisów dawnych.Tych, które już dawno zostały zapomniane. Tych, które dotarły do naszych czasów, ale w bardzo zmienionej formie. Interesują ją również te, które praktycznie się nie zmieniły, ale ich pierwowzory można znaleźć w literaturze sprzed dekad.

Może jest i to hobby co najmniej cudaczne ale mało rzeczy w życiu sprawia mi taką radość jak szperanie po starych przepisach – wertowanie kartek starych książek kucharskich (…) (http://www.kuchennykredens.pl/kluski-saskie-nikt-widzial).

Jak sama pisze nie jest to zadanie łatwe. Stare przepisy pisane są bowiem nie tylko w starych źródłach, ale również językiem z epoki i według ówczesnych standardów komunikacyjnych. (…) Do szewskiej pasji doprowadzają [więc czasem przyp. Powoli. Po Prostu] czasem swoją niejasnością (http://www.kuchennykredens.pl/kluski-saskie-nikt-widzial). Prowadzenie więc bloga, którego cała koncepcja opiera się na tych niejasnych przepisach jest zadaniem godnym podziwu. Jaki zadaniem jest więc napisanie na ich temat książki? To praca w moich oczach godna najwyższego podziwu.

Książka, którą wreszcie trzymałem w ręku nie była więc dziełem przypadku. Zlepkiem przepisów, znalezionych w sieci po wpisaniu sprytnie dobranej frazy. To efekt poszukiwań, tłumaczeń z dawnego na nasz i wreszcie eksperymentów autorki. Monika podkreśla bowiem, że niektóre przepisy (…) nie podają dokładnej ilości mąki jaką mamy dodać a konsystencję ciasta opisuje się „jak na klajster” (http://www.kuchennykredens.pl/kluski-saskie-nikt-widzial). Domyślam się, że zadanie to wymaga wiele cierpliwości i determinacji. Nie śmiem nawet pytać autorki o to ile razy, ile kg surowców, półproduktów i gotowych wyrobów wyleciało z hukiem przez okno.

Książka wydana została w twardej kolorowej oprawie na ładnym, matowym lekko szarawym papierze. Składa się z siedmiu rozdziałów. Zawiera też bogatą bibliografię i alfabetyczny spis potraw. Każdy rozdział poświęcony jest innego rodzajom posiłków, podzielonych nie tylko ze względu na porę dnia, ale i przeznaczenie. Na przykład obiadom Monika poświęciła dwa rozdziały, dzieląc je na obiady wystawne i codzienne.

Autorka nie skupia się jednak w książce tylko na sprawach żołądka. Swoje pierwsze dzieło wypełniła też pokarmem dla umysłu i duszy. Całą książkę poprzedza wyczerpujący wstęp, charakteryzujący dawną polską kuchnię. To opis jej urządzenia, wyposażenia. To również charakterystyka pracy gospodyń domowych czy zasady dekorowania stołów. Wstępem poprzedzony tez jest każdy z rozdziałów. Każdy przepis zawiera też swój własny wstęp. Książka ta staje się więc nie tylko katalogiem przepisów kulinarnych, ale również źródłem wiedzy na temat szeroko rozumianej przedwojennej kuchni polskiej.

Biorąc do ręki tę książkę nie sposób nie zwrócić uwagi na jej oprawę graficzną. Książka ta jest bowiem doskonale zaplanowanym, przemyślanym i zrealizowanym projektem. Wszystkie jego elementy są spójne i tworzą jednolitą całość. Czcionki, ozdobniki, autorskie fotografie, przedruki zdjęć, grafik, innych książek czy stylizacja autorki, tworzą niepowtarzalny, magnetyczny wręcz klimat całości dzieła, jakim jest ta książka.

Na koniec napiszę to, co być może powinno znaleźć się na początku. Wielkim zaskoczeniem były dla  mnie w tej książki dwie rzeczy. Pierwszą z nich były nazwy niektórych potraw. Wielu po prostu nie znałem. Czytałem je z takim samym zrozumieniem jakbym czytał przepisy kuchni azjatyckiej w oryginale: orszada, cedr, miszkulancja, melszpejz czy mędrzyki. Kuchnia polska od wieków związana była przecież bezpośrednio ze swoimi czasami. Bogata historia, lata niewoli, obce wpływy. To wszystko wycisnęło i w niej swoje niezatarte piętno.

Drugą rzeczą była prostota i bardo zrozumiały sposób przedstawienia samych przepisów. Już pobieżna lektura wielu z nich dała mi do zrozumienia, że ze zrobieniem większości potraw nie będę miał najmniejszego problemu. Składniki są w większości dostępne od ręki. narzędzia, w większości znajdują się także w mojej kuchni. Moje umiejętności w zupełności wystarcza,żeby podołać większości wymaganiom.

Jak mogę jeszcze zachwalić książkę Moniki? oddając głos jej autorce. W końcu to ona wykonała całą ta pracę, przekopała się przez tony literatury i kurzu. Dajmy jej więc wytłumaczyć po co to wszystko?

Marzyliście kiedyś, żeby mieć wehikuł czasu i móc zobaczyć na własne oczy, jak wyglądało dawniej codzienne życie? Nie znamienitych osobistości czy wielkich polityków, ale zwykłych ludzi? Mieliście ochotę podejrzeć, jak się ubierali, o czym rozmawiali, jak spędzali wolny czas, a przede wszystkim co jedli? (…) Co przygotowywały nasze prababcie, będąc w naszym wieku, gdy zarywały noce, gotując potrawy przed wigilią? Od kogo same uczyły się gotować? (Kuchenny Kredens. Przedwojenna kuchnia polska, M. Śmigielska, Znak Horyzont, Kraków 2017, s. 10.)

Nie mogę i nie chcę wypowiadać się za Ciebie. Ja mogę na wszystkie te pytania odpowiedzieć jedynie twierdząco. Dziś dzięki Monice i jej książce mam szanse zrealizować to marzenie i przenieść się o kilka dekad, wiek, kilka wieków w przeszłość. Poznać smaki, zapachy i wygląd robionych wtedy dań. Rozsmakować się w nich lub wyznać im szczerą niechęć. To książka Moniki jest wspomnianym przez nią wehikułem czasu. By z niego skorzystać wystarczy sięgnąć po nią, założyć fartuch, umyć dłonie i przenieść się do międzywojennej Warszawy, austro-węgierskiego Krakowa, czy sarmackiego Wilna. Tylko tyle, by spełnić to wielkie marzenie.