The Sweetest Thing.

img_6375

Ten wpis poświeciłbym najchętniej w całości samemu przepisowi. W zasadzie trudno mi cokolwiek innego pisać. Morze słów można bowiem wylać, ale nawet największe fale rozbiją się o skaliste brzegi faktów. Nie wiedziałem na co się porywam, ani z czym będę miał do czynienia. Teraz ponoszę tego konsekwencje.

Po pierwsze krówki to bardzo delikatna i kapryśna materia. Im dłużej siedzę w temacie, tym bardziej się zastanawiam co ja w nim w ogóle robię? Wystarczy na chwilę spuścić je z oczu by się przypaliły, za długo gotować by skruszały, zbyt krótko i… stają się za słodkim sosem. Po drugie przepisów jest dużo za dużo. Każdy oferuje dokładnie ten sam zestaw nieścisłości i bogatego pola do improwizacji. Najgorsze jest to, że można je znaleźć nie tylko na polskojęzycznych stronach. Obfitują w nie też anglojęzyczne serwisy, z przepisami na anglosaską wersję naszej rodzimej krówki: fudges. Ostatecznie przyjąłem więc założenie, że dopóki nie włożę do ust gotowego wyrobu nie mogę mieć pewności co tak naprawdę mi wyszło.

Zmiennych jest kilka. Podstawą są moje preferencje. Możliwości są zawsze trzy, krówki: kruche, ciągnące się i twarde. Kolejną niewiadomą jest przepis czyli: składniki, ich proporcje i czas. Na samym końcu znajduje się naczynie, a konkretnie jego wielkość i rodzaj. Co do pierwszego elementu układanki wątpliwości nie miałem żadnych. Od samego początku nie chciałem zrobić, jak się okazało najłatwiejszej wersji, czyli kruchych. Zupełnie nieświadomie wpakowałem się w ten sposób na bardzo niepewny grunt. O twardych jak skała internet nie słyszał. Jadłem je, więc wiem że istnieją, zapewne tylko w rzeczywistości. Ciągnące się są natomiast wyzwaniem wymagającym znalezienia odpowiedniego przepisu.

Z żadnego z nich nie umiałem jednak jednoznacznie wywnioskować czy uzyskane na jego podstawie krówki będą, takie jakie bym chciał. Opisy i zdjęcia nieco rozjaśniały mroki wątpliwości, ale nie dawały jednoznacznej odpowiedzi. Skład jest różny, proporcje elementów są niestabilne o czasie przygotowywania mało kto pisze. W jednych przepisach bazą jest śmietana, w innych tłuste mleko, w jeszcze winnych mleko zagęszczone. W jednych przepisach wszystkie składniki gotuje się razem od samego początku, w innych elementy dodaje w określonej kolejności. To w żaden sposób sprawy nie ułatwia. Utrudnia je dodatkowo brak jednoznacznej informacji o czasie. Wynika to z tego, że jest on uzależniony od ostatniej zmiennej: od naczyń.

Ja sam nie stosuję żadnych wyszukanych przyborów kuchennych, nie mam też do dyspozycji specjalistycznych patelni czy garnków. Zresztą w większości przepisów jest mowa jedynie o naczyniu z grubym dnem lub patelni. Bez szczegółów. Z mojego doświadczenia wynika, że czas przygotowania krówek może wahać się w zależności od rodzaju użytego naczynia od dwudziestu paru minut do ponad godziny. Im większa średnica naczynia tym mniej czasu potrzeba by mleko zgęstniało i przybrało charakterystyczny kolor.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Przy tak dużej ilości zmiennych warto przy robieniu krówek uzbroić się w cierpliwość i do zamierzonego efektu dochodzić na podstawie własnego doświadczenia. Do takiego wniosku doszedłem już po pierwszej nieudanej próbie. Utwierdziłem się w nim przy kolejnej, a gdy przy trzeciej uzyskałem efekt zbliżony do zamierzonego, wiedziałem już że to fakt. Fala entuzjazmu, na której byłem niesiony do tego momentu rozbiła się o jego urwisty brzeg.

Aby ułatwić sobie zadanie, skupiłem się na przepisach najprostszych i najtańszych. Tak by potencjalna strata nie była zbyt mocno dla mnie odczuwalna. Znalazłem jeden w miarę rozsądnie brzmiący. Z czasem okazało się również, że w sumie skuteczny.

Przepis, z którego skorzystałem:

300 ml niesłodzonego zagęszczonego mleka
3/4 szklanki cukru
80 g masła
1 cukier wanilinowy

W garnku umieścić wszystkie składniki doprowadzić do wrzenia, cały czas mieszając. Gdy masa będzie beżowa, gęsta i wykaże tendencje do przypalania się, zdjąć garnek z ognia i ucierać masę kilka minut. Wyraźnie gęstą masę przelać do naczynia posmarowanego masłem i wyłożonego folią aluminiową lub papierem do pieczenia. Schłodzić. Wyjąć i pokroić według uznania. Im dłużej krówki gotowane, a później ucierane tym są bardziej kruche. Przechowywać w lodówce.

Przepis pochodzi z bloga Moje Wypieki, z wpisu Krówki.

Krówki zrobione według tego przepisu, przy całej swojej niedoskonałości mają wyśmienity smak. Są bardzo mleczne, aksamitne, rozpływające się w ustach i wyjątkowo delikatne. Bardzo słodkie i aromatyczne z wyraźnie wyczuwalną nutą wanilii. Nie są tak ciągnące się jak sklepowe odpowiedniki i przechowywane poza lodówka nieco zmieniają konsystencję, ale wracam do nich z niesłabnącą ekscytacja i uwielbieniem. Nie można robić ich za dużo, gdyż znikają za szybko. Nie można robić ich tez za mało, gdyż za szybko znikają. Jedyną metodą jest delektowanie się nimi i dawkowanie z umiarem. Zbyt łatwo popaść przy nich niebudzący optymizmu ekstremizm. Są po prostu wyśmienite.

Tak jak wiele razy wcześniej, tak i tu nie zamykam tematu. Znów najpiękniejsze jest to, że każda kolejna porcja będzie wzbogacać moje doświadczenie. Z każdym kolejnym przepisem będę umiał więcej na ten temat powiedzieć i napisać. Lepiej wgryź się w problematykę. Jak zwykle, tak i teraz nie ukrywam, że samo poszukiwanie sprawia mi ogromną przyjemność. Oczekiwanie, delektowanie się poszerzaniem świadomości i wiedzy. Niezależnie od tego czy ma to jakąś większą wartość czy głębszy sens. Nawet jeżeli dotyczy to tak nieistotnej, malutkiej, słodziutkiej ciągutki jak krówka.

  • zrobię na bank! <3 krówki 😀

  • Arturze, Ewa pozwoliła – wyjdź za mnie 🙂

    • Hahahaha 😀 Dopiero dziś dokopałem się do tej deklaracji 😀 Pozdrawiam i mówię stanowcze… może 😛

  • gin

    W poszukiwaniu krówki idealnej 🙂
    Ja jeszcze nie znalazłam…

    • Ja też nadal szukam 🙂 Ideał jest nieosiągalny 😛 To jednak co udało mi się znaleźć bardzo mnie zadowala. Jestem jednak bardzo krytyczy wobec własnej pracy, dlatego nadal nie odpuszczam tematu 🙂

  • Uwielbiam krówki 🙂 Uważam, że … zawsze jest ich za mało 😉

    • Mam to samo zdanie 🙂 Dlatego zawsze trzeba zrobić dwa raz więcej niż za dużo. Powinno starczyć na chwilkę dłużej 🙂 Pozdrawiam!