Szybka Akcja.

img_5366

Sobotni wieczór. Kumulacja nadmiaru pracy. Zbyt wczesne wstawanie, godziny szkoleń, doby poza wypoczynkiem. Czuję nadciągający kataklizm. Tydzień runął na moje barki. Nie mam czasu na brak dystansu. Zostały mi zaledwie chwile bym odwalił się od siebie. Uwolnił od użalania. W poniedziałek rano nikt mi przecież nie odda ani minuty.

Decyzja jest szybka. Czas, który spędzę na bezproduktywnej bezczynności będzie czasem straconym. Dziś nie mogę sobie pozwolić na nudę. W takim stanie sprowadzę tylko na siebie frustrację i natłoki nieprzyjemnych emocji. Nieprzyjemnych nie tylko dla mnie, ale przede wszystkim dla mojego otoczenia. Po kilku dniach nieobecności w domu, z perspektywą kilku niemalże identycznych mam wewnętrzną potrzebę nie rujnowania domowej harmonii. Co mogę z tym zrobić? Zacząć działać. Stworzyć ciąg wydarzeń, które w efekcie zdekoncentrują mnie, pozwalając skupić uwagę na tym co istotne. Na radości spędzania wolnego czasu w domu.

Sposób, narzędzia, wiedzę i umiejętności mam pod ręką. Jedyne co muszę zrobić to sięgnąć po nie. Uruchomić doskonale znany mi proces. Skupić się na nim i kilkoma precyzyjnymi posunięciami pozbyć egocentryzmu. Pomimo zmęczenia i narastającego zniechęcenia. Pomimo obecności pretensjonalizmu. Przepis odnajduję po kilku minutach w internecie. By nie zgubić gotowości nie stawiam sobie ani żadnych wymagań, ani oczekiwań. Zaglądam na kilka znanych mi blogów i bardzo zgrabnie z nich to, co za chwilę wykonam. Nie poddaję analizie tego wyboru. Wiem, że bardzo szybko mogę znaleźć stosy wymówek. Tego dziś wolę uniknąć.

Przepis po kilku małych modyfikacjach okazuje się doskonały. Wszystkie składniki mam w domu. Poziom trudności nie wykracza poza moje możliwości. Jedyną przeszkoda okazuje się moja niechęć do głównego składnika. Poza kilkoma wyjątkami nie przepadam za produktami z wiórkami kokosowymi. Dziś przepadam. Myśl o szukaniu innego przepisu tłumię zanim przybierze zbyt duże rozmiary. Czas działa na moją niekorzyść, a umysł potrafi płatać wyrafinowane figle. Gotowy, uzbrojony i pozbawiony jakichkolwiek wątpliwości zabieram się do pracy.

Przepis, z którego skorzystałem:

400 g mąki pszennej
200 g wiórków kokosowych
2 łyżki mąki ziemniaczanej
200 g cukru
250 g margaryny roślinnej
50 ml wody (tylko gdy jest potrzebne)
1 łyżeczka sody lub proszku do pieczenia bezglutenowego lub zwykłego

Wszystkie składniki wrzucić do miski i ugniatać lub mieszać mikserem aby powstała kula ciasta.Miękkie ciasto przełożyć do torebki lub miski i włożyć na 30 minut do lodówki. Blachę do pieczenia wyłożyć papierem do pieczenia a papier posmarować margaryną. To bardzo ważny etap, bo ciastka się przylepiają, nie da się jego ominąć. Z masy formować kulki, spłaszczać w dłoniach i układać na blasze. Trzeba zachować spory odstęp, minimum po 3 cm pomiędzy ciastkami. Ciastka piec w rozgrzanym do 200 stopni piekarniku, do czasu, aż staną się złote z lekko brązowym rantami. Zajmuje to około 10 minut. Blaszkę wystawić z piekarnika. Zostawić na minimum 10 minut, żeby ciastka troszkę stwardniały. Gotowe ciastka przełożyć na kratkę do wystygnięcia.

Przepis znalazłem na blogu Olga Smile, we wpisie Ciastka Kokosowe.

Po godzinie staję się wolnym od rozterek, wypełnionym radością konsumentem aromatycznych, chrupiących i niezwykle delikatnych ciasteczek kokosowych. Popijane chłodnym mlekiem wprost rozpływają się w ustach i pieszczą kubki smakowe bogactwem oraz głębia smaku. Praca jeszcze się nie kończy. Kolejne blachy trafiają do piekarnika i opuszczają go, roznosząc po domu bardzo przyjemny zapach wiórków kokosowych. Blade i nieco postrzępione płaskie, owalne placuszki w oczach zamieniają się w zarumienione, lekko brązowawe ciastka. Ciemniejsze punkciki to pojedyncze wiórki, które delikatnie przypalone pogłębiają intensywność doznań smakowych.

Zniechęcenie minęło. Zasłona złości i roszczeń opadła z moich oczu. Zasiadając przed telewizorem, obok mojej żony i synka, wolny od napięcia, odczuwam pełnaą piersią radość tego momentu. Nie ma znaczenia, że program, który oglądamy, wykracza poza ramy wszelkiej krytyki. Nie ma znaczenia, że głównym elementem naszej uwagi są telefony komórkowe. Nie ma znaczenia, że nikt poza mną tych ciastek nie je. Ma znaczenie to, że czuję wolność od swoich rozterek. Od napadów gniewu, irytacji, złości. Ma znaczenie, że po zmęczeniu nie został nawet ślad. Powróciła energia, a wraz z nią uśmiech na mojej twarzy. I siła, by po kilkunastu dniach przerwy w końcu napisać kilka słów na bloga.

  • nie ma to jak kokos 🙂 zawsze poprawia nastrój !

  • Znakomity sposób na przywrócenie się do życia i uśmiech na ustach 🙂 Oby taki nastrój Cię nie opuszczał 🙂

  • Z kokosem to mam dziwny układ…nie lubię go, ale batonik Bounty wciągam bez mrugnięcia okiem i go uwielbiam. Twoje ciastka nie byłby bezpieczne w mojej obecności:)

  • Uwielbiam kokos, więc nie pogardziłabym:-)

  • Lubię to co kokosowe, ale tu najbardziej spodobało mi się zakończenie. 🙂 Ten wpis bardzo mocno oddaje moje ostatnie odczucia i emocje. Mówisz, że ciasteczka pomogą? 🙂