Supa Dupa Greens.

12568199_553878518101082_121767136_n

W szkole podstawowej marzyłem o zegarku z melodyjkami i Commodore 64. W liceum o gitarze elektrycznej Fender Stratocaster. Na studiach marzyłem o Chevrolecie Camaro lub Porsche 440. Potem o własnym mieszkaniu, telewizorze LCD, iPhonie. Apatyt rośnie w miarę jedzenia. Nigdy jednak nie marzyłem o sokowirówce. Rzeczy dla mnie tak oczywistej, że nie wkraczającej w sferę marzeń. Rzeczy, która moim zdaniem, powinna być na obowiązkowym wyposażeniu każdego domu.

Urządzenie do uzyskiwania soku ze świeżych owoców i warzyw znajdowało się do dawna na szczycie naszej listy najpotrzebniejszych zakupów. Nigdy nie myśleliśmy nawet o tym, że jej nie będziemy mieć. Jednakże zawsze coś stało na przeszkodzie. Przesuwaliśmy ją systematycznie na pozycję drugą, trzecią, czwartą… Początkowo było to brak miejsca w kuchni, później ważniejsze wydatki. Dopiero gdy przeprowadziliśmy się do mieszkania z jeszcze mniejszą kuchnią i gdy uświadomiliśmy sobie, że nie nigdy zrealizujemy wszystkich ważniejszych planów, zdecydowaliśmy się na zakup sokowirówki. Okazało się bowiem, że żadna z tych rzeczy nie była powodem. Prawda jest taka, że sokowirówkę mogliśmy kupić już dawno.

Na przeszkodzie nie stało bowiem nic, poza naszym wewnętrznym brakiem potrzeby posiadania tego urządzenia. Ani cena, ani miejsce na jej przechowywanie, ani jej użyteczność. Musieliśmy po prostu przejść cały, skomplikowany proces zaspokajania innych potrzeb, by dojść do tego co tak naprawdę jest nam potrzebne. Najpierw telewizor z kosmicznie wielkim ekranem, komputer o wygórowanych parametrach, telefony o przekraczających nasze potrzeby możliwościach, dopiero na końcu sokowirówka. Okazuje się natomiast, że teraz gdy już ją nareszcie mamy, trudno nam wyobrazić sobie jej brak.

Nikomu nie muszę wyjaśniać dlaczego. Smak i aromat soków ze świeżo wyciśniętych pomarańczy, jabłek, ananasów, marchewek czy buraków nie ma sobie równych. Jeśli chodzi o nas, to znaleźliśmy się wreszcie w takim miejscu naszego życia, że nie mogliśmy już dłużej świadomie odmawiać sobie tych wszystkich przyjemności. Nie mogliśmy również już dłużej świadomie sobie szkodzić. To świadomość pchnęła nas bowiem do tego, by dosłownie wziąć sprawy we własne ręce. Lubimy soki, nasz synek je uwielbia. Mając więc do wyboru zestaw kina domowego, większy telewizor z Wi-Fi czy sokowirówkę wybraliśmy… No właśnie co wybraliśmy? Smaczne i zdrowe napoje pozbawione cukru, syropu glukozowo-fruktozowego, konserwantów, barwników i innych substancji. Wybraliśmy pełną wolność w komponowaniu i wyborze smaków tego co pijemy. Wybraliśmy nieograniczone wariacje, kombinacje, eksperymentowanie z nieznanymi zestawieniami, szukanie nowych, odnajdywanie własnych i powracanie do nich.

Przepisów na soki z owoców i warzyw można znaleźć tysiące, jeżeli nie miliony. Nie trzeba ich zresztą w ogóle szukać. Soki można przecież robić dosłownie z tego co jest pod ręką. Wystarczy sięgnąć po owoc lub warzywo, przygotować je, odwirować, spróbować i albo wylać sok, albo się zachwycić. Jeżeli sok okazuje się niesmaczny, trzeba zmienić skład. Jeżeli jest w miarę smaczny, można go wzbogacić o przyprawy czy zioła. Jeżeli nadal nie pieści podniebienia, trzeba i można szukać dalej. Najważniejsze, moim zdaniem, jest dopasowanie zestawu elementów do własnych potrzeb i wymagań. Świetnym przykładem takiego postepowania jest moja żona, która z racji niedoboru żelaza w organizmie, zaczęła eksperymentować z sokami, zawierającymi buraki. Więcej na ten temat można przeczytać w jej wpisie Sok Żelazny. Ja do tematu podchodzę póki co asekuracyjnie i raczej z lekką dozą nieśmiałości. Nie znalazłem jeszcze swojego ulubionego zestawienia. Wiem już, że nie lubię dodatku kiwi do soków, nie przepadam za grejpfrutem i mam sceptyczne podejście do buraka. Wiem też, że to dopiero początek. Że przygoda dopiero się zaczyna. Przecież tysiące smaków, setki tysięcy kombinacji i wariantów czekają bym je odkrył. Czekają zarówno te, które dojrzewają teraz, te które dojrzeją za kilka miesięcy jak te, które są dostępne cały rok. Przestrzeń do eksploracji jest nieograniczona.

Jednym z pierwszych soków lub raczej koktajli, które miałem zamiar zrobić po zakupie sokowirówki, był Supa Dupa Greens. Za tą swojsko brzmiącą nazwą kryje się skomponowana, w oparciu o świeże, zielone liście warzyw i wzbogacające smak owoce, bomba witaminowa. Miałem zrobić, bo jeszcze nie zrobiłem. Mam zamiar i plan.

Przepis, z którego mam zamiar skorzystać:

2 szklanki jarmużu
1 szklanka szpinaku
1 szklanka natki pietruszki
2 liście sałaty rzymskiej
3 łodygi selera
1 średnie zielone jabłko
1/4 średniego ogórka
1/4 średniej cytryny

Wszystkie składniki należy umyć, niektóre obrać i zmiksować w blenderze do uzyskania jednolitej masy.

A jaką sokowirówkę kupiliśmy? Żadną specjalną, żadną wyjątkową, żadną wyszukaną, żadną wymarzoną. Nie za drogą, nie za tanią, nie za dużą, nie za małą. Taką, która nam się podobała i taką, która miała kilka dodatkowych możliwości, między innymi bardzo przydatny blender. Nie mieliśmy bowiem żadnych specjalnych wymagań. Jedynym warunkiem była możliwość uzyskania soku nieklarownego. Takiego, który zwierałby zmiksowany miąższ. To wszystko. Producent nie miał większego znaczenia. Ważne by oferował możliwość serwisowania sprzętu w moim mieście i umożliwiał zakup części zamiennych po upływie okresu gwarancyjnego. Po prostu.

  • Jakbym widziała swoją listę rzeczy do kupienia.:-) Oczywiście że jest na niej sokowirówka, tak jakoś na końcu. Przesuwam ją na podium. 🙂 Patrząc na ten przepis już widzę soczystą zieleń pysznego soku. Uwielbiam jeść i pić chyba wszystko co zielone, oczywiście to co nadaje się do jedzenia i picia. 😉 Trawy nie jadam, jedynie mlecz. 🙂 Nazwa soku zabawna. 😀 A że śmiech to zdrowie, warzywa i owoce też zdrowe, cóż chcieć więcej? Pozostaje życzyć smacznego. 🙂

    • Dziękuję w imieniu swoim, małżonki i naszego uśmiechniętego synka. W końcu to o jego zdrowie i zadowolenie głównie chodzi. A jak wyniesie z tego umiejętność świadomego wybierania tego co dobre i zdrowe dla niego to już w ogóle będzie wspaniale 😀 Pozdrawiam!

  • uwieeeeelbiam takie soki! Moja sokowirówka wręcz nie stygnie :p Polecam sok z dodatkiem buraka – warto wtedy „dopieścić” smak cytrynką, bowiem burak nadaje bardzo mdlący posmak. Na zdrowie! 🙂

    • Dziękuję 😀 Właśnie o zdrowie tu chodzi najbardziej.Świadomość tego, co pływa w butelkach i kartonikach ze sklepowych półek nie napawa optymizmem. A taki soczek z buraczka z cytrynką, to zupełnie coś innego. 😀 Pozdrawiam!

  • Matko, kolejny pijący zielone mixy!! Jeszcze przez Was i ja przejdę na tą stronę mocy 😛 ;).
    ps. Ja chyba zapomniałam wspomnieć że rozwalają mnie Twoje tytuły postów! Miszcz 😀

    • Hahaha 😀 Jeszcze tych zielonych miksów nie piję, aczkolwiek faktycznie bliżej mi do nich niż dalej. Na razie jestem na etapie słodkich, jabłkowo jakiś tam kombinacji. Jak popróbuję to zobaczę. Może się okazać, że na próbowaniu się skończy 😀 Trudno, przerzucę się wtedy na pomidorowe z chilli 😀 P. S. Jeśli chodzi o tytuły, to uczę się od najlepszych 😉 Dziękuję!

      • No to czekam na relacje no i czy przeżyjesz spotkanie usta-podniebienie-żołądek z tymi zielonymi dziwactwami shejkowymi ;). A pomidorowy z chilli uwielbiam!
        ps. Chyba uczeń przerósł nauczyciela 😉

  • Zabawny wpis, a jednocześnie… kurde, prawdziwy! Są takie przedmioty, które nie kosztują zbyt wiele i wydają się tak przyziemne, oczywiste, że nikt nie robi specjalnych planów pójścia po nie do sklepu. A jednak z jakiegoś powodu nie ma się ich w domu. Ja nawet spisałam sobie chcę-listę takich rzeczy, które – w razie braku pomysłu na prezent dla mnie – chciałabym dostać. Są na niej książki i rzeczy do domu, jasne, ale jest również… toster (obecnie posiadany ma rozwalone zapięcie), sandwicher, żelazko, nóż ceramiczny 😀 O sokowirówce nawet nie myślałam, bo od mamy dostałam blender (nie używam) i mi wystarczy.

    • Ja o tym nie pisałem, bo staram się skracać moje dłużyzny, ale my przez wiele lat używaliśmy zwykłego ręcznego blendera. Głownie zona robiła synkowi koktajle mleczne. Niestety blender nie daje takich możliwości jak sokowirówka. Świeży soczek z jabłuszka z czymś tam jest nie do pobicia 😀 P. S. Ja marzę o nożu z kutej stali… takim kuchennym mieczu samurajskim i ostrzałce z kamieni wodnych… Na razie to mrzonka. Może na emeryturze 😀

  • Drużyna Bloga

    Po prostu. Tak to w życiu bywa. Szukamy szczęścia nie wiadomo gdzie a ono może być na wyciągniecie ręki. Niby nic a jak cieszy. Taka zwykła sokowirówka. Super sprawa, też mamy, ale niestety w sezonie zimowym trzeba trochę przystopować z sokami. Owoce i warzywa pod kątem finansowym czasami przerastają nasze możliwości, gdyby tak chcieć pić codziennie soczki całą rodziną…
    Po zdjęciu widzę, że nie obierasz skórek, super. Tak często spotyka się jak inni robią soki, pozbywając się tego co najcenniejsze, bo przecież pod skórką jest najwięcej witamin.

    • Nie obieram 😀 Oczywiście jak się da bo z kiwi to raczej obieram 🙂 A z tymi cenami to rożnie jest. Znalazłem na pobliskim ryneczku sprzedawcę jabłek, który oferuje jabłka w 3 kilowych reklamówkach za 3 złote za reklamówkę 😀 Jest teraz sezon na pomarańcze to kupujemy pomarańcze. W ruch poszyły marchewki i buraki oraz pojedyncze gruszki, czasami mandarynka jak się trafi w promocji. Nie kupuje teraz szpinaku na przykład czy truskawek. To gruba przesada 🙂 Po prostu 🙂

      • Drużyna Bloga

        Ja kiwi nie obieram, tak samo dyni czy buraka.

        • A! No to już wiem dlaczego mi tak sok z kiwi nie podchodzi 😀

  • Uwielbiam soki w każdej postaci:) Pijam litrami i jeśli mój pęcherz to udźwignie będę to czyniła do końca życia;))

    • Świetna decyzja! Popieram takie inicjatywy i się przyłączam 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

  • Cotakpachnie?

    Ja też jestem szczęśliwą posiadaczką sokowirówki, zrobiliśmy sobie męzem prezent (właściwie to miało być dzieciakom) na Mikołaja 🙂 Owoców zawsze mamy w brud, to szkoda, żeby się marnowały!. Ja uwielbiam połaczenie jabłko-burak. 🙂 Albo takie bezpieczne miksy jak: seler naciowy-jabłko-ananas, mango-gruszka-brzoskwinia 🙂

    • Hahaha 🙂 Prezent dla całej rodziny jednym słowem 🙂 Wspaniała rzecz. Przedmiot, który nagrodę Nobla powinien dostać. W dziedzinie poprawy jakości kulinarnego życia społeczeństwa. Nie ma takiej kategorii? Zrobi się ankietę, zbierze podpisy i będę musieli się ugiąć. W końcu tu o dobro całej ludzkości chodzi 🙂