Strzał w Dziesiątkę.

img_5678

Biorąc pod uwagę moje dotychczasowe doświadczenie kulinarne, to teoretycznie coś tam umiem. Ale praktycznie, to w zasadzie tylko moja opinia. No dobra. Może jeszcze kilku osób, ale na pewno nie naszego synka.

Nasz synek, obecnie dziewięcioletni chłopiec, jest bardzo miłym i rozsądnym dzieckiem. Potrafi odnaleźć się dosłownie w każdej sytuacji, o czym świadczą jego własne słowa: Tato, skoro potrafię bawić się Lego Friends, to znaczy, że mogę wszystko. Potrafi gładko wychodzić z opresji, nie tracąc przy tym swojego dziecięcego uroku. Intuicyjnie wykorzystuje swój urok osobisty, by w mistrzowski sposób unikać konfliktów. Nie lubi sprawiać komukolwiek przykrości i jak ognia unika popadania w kłopoty. Nie rzadko zdarza mu się też zaskoczyć, nie tylko nas, skrajną wręcz szczerością.

Na tej właśnie cesze opieramy z nim nasze wspólne relacje. Od najmłodszych lat uczymy go, że prawdomówność jest wartością, że budowanie przyjaźni, koleżeństwa, relacji z nami powinno się bezwzględnie na niej opierać. Dlatego z wielka radością przyjmuję zawsze każdy jej objaw. Nigdy nie skarciliśmy go za używanie słów nieodpowiednich dla osób w jego wieku (tak nazywamy przekleństwa), nigdy nie był zbyty, gdy zadał trudne pytanie dotyczące na przykład sfery intymnej czy duchowej człowieka, nigdy nie został ukarany za przyznanie się do winy czy popełnienie czynu karalnego. Nigdy też, w końcu, nie wzbudził mojej rozpaczy szczerze komentując moje poczynania kulinarne. Nie wywołało u mnie zdumienia, gdy na zadane mu niedawno pytanie, czy ma ochotę na ciasteczka, odpowiedział bez zbędnego owijania w bawełnę… Jak Twoje, to nie…

Jaka była moja reakcja? Jak na kochającego ojca przystało adekwatna do sytuacji. Postanowiłem, że do końca życia tego gówniarzowi nie zapomnę. Zrobię wszystko, dosłownie wszystko, by udowodnić mu, ze nie ma racji. Że ma wypaczony ogląd sytuacji, a jego osądy są pozbawione racjonalnych podstaw. Innymi słowy znajdę sposób, by zmienił zdanie, czując przy tym ciężar sromotnej porażki. Czas pokazał, że nie musiałem długo czekać.

Kilka dni temu, gdy wracaliśmy z zakupów, poprosił o coś słodkiego. Niczego takiego nie kupiłem i nie miałem zamiaru kupić. Wiedziałem też, że domowe pudełka ze słodyczami świecą pustką. Pamiętając jak jednoznacznie wyraził się o moich wyrobach, wykorzystując ten jedyny w swoim rodzaju moment, wycedziłem przez zęby, z nieukrywaną satysfakcją w głosie: Nic nie mam. Łyżkę cukru sobie zjedz, jak masz ochotę! Wiem. Jestem okropny. Nie umiałem się jednak powstrzymać. Jednakże moja wyrachowana zemsta, a raczej euforia delektowania się nią trwała zalewie chwilę. Po pierwsze synek, bowiem bardzo się ucieszył, gdyż uwielbia wyjadywać cukier poza naszymi plecami. Po drugie zanim doszliśmy do domu w mojej głowie tkwił już nowy pomysł na kolejny domowy smakołyk, wykonany w całości właśnie z cukru: domowe lizaki.

Dwa razy nie trzeba było mnie namawiać. Po kilku chwilach szukania w internecie miałem już gotowy przepis. I to nie jeden! Za to znaleziony w jednym miejscu z bardzo dokładną instrukcją postępowania.

Przepis z, którego skorzystałem:

Lizaki karmelowe z cynamonem
1 łyżeczka masła
5 łyżek cukru
1/3 łyżeczki mielonego cynamonu

Na patelnię włożyć masło, czekać, aż się roztopi, rozprowadzać je równo na dnie patelni i dodać cukier, który również należy sypać równą warstwą po całym dnie patelni, posypać szczyptą cynamonu. Cukier roztapiać na średnim ogniu. Nie mieszać łyżką, tylko tak, jak przy karmelu często poruszać patelnią, mieszając tym samym jej zawartość, by cukier topił się równomiernie. Mieszając łyżką, ryzykujemy grudki, co w lizakach jest niezbyt przyjemne. Ogień nie za duży, by karmel za mocno nie ściemniał, bo będzie gorzkawy, mocno karmelowy posmak. Zdjąć z ognia jak tylko zaczynają ciemnieć. Formować lizaki. Można to robić na dwa sposoby: wylewając masę do specjalnych silikonowych foremek lub lejąc łyżką masę na silikonową matę, tworząc w miarę regularne kleksy w kształcie okręgów. Zanim lizaki wystygną należy włożyć w nie patyczki, przygotowane np. z wykałaczek lub pociętych patyczków do szaszłyków.

Lizaki miodowe
2 łyżki miodu
opcjonalnie: szczypta cynamonu lub szczypta chilli

Miód włożyć na rozgrzaną patelnię i podgrzewać przez kilka minut na nie za dużym ogniu. Kiedy pojawią się pierwsze bąble, obserwować i od tego czasu dać miodowi 2-3 minuty, by mocno i dobrze się podgrzał. Czas grzania miodu zależy od samego miodu. Należy go podgrzewać tak długo, aż po zastygnięciu lizaki będą twarde. Można to sprawdzić wykonując test: do szklanki z zimną wodą wlać odrobinę miodu i zaobserwować jak stężeje. Jak zrobi się twardy to lizaki będą dobre. Wtedy wyłączyć grzanie i formować lizaki, w ten sam sposób jak te wykonane z cukru.

Przepis znalazłem na stronie GotujSkutecznie.tv, w tekście Domowe lizaki – 3 warianty. Na stronie można znaleźć jeszcze jeden przepis na lizaki owocowe oraz wiele szczegółowych porad. Nie będę ich zatem powielał w tym miejscu.

Lizaki można formować na wiele sposobów. Można z nich robić niewielkie cukierki, średnie lizaczki i całkiem spore lizaki. Wszystko zależy od zdolności i sprawności. Topniejący cukier jest bowiem materiałem wymagającym i bardzo niebezpiecznym. Przekonałem się o tym sam zalewając sobie nim koniuszek mojego własnego palca…

Efekt przerósł moje oczekiwania. Ze łzami w oczach obserwowałem jak kolejne lizaki znikają, niepostrzeżenie, z talerzyka schowanego w kuchni. Synek po pierwszym przestał pytać czy może jeszcze. Kolejnego dnia sam, z własnej woli, upomniał się o kolejna porcję, a kilka dni później zaproszonym kolegom z dumą w głosie mówił kto je zrobił. Lizaki stały się naszym domowym hitem. Zasmakowały bardzo żonie, naszej przyjaciółce, przyjacielowi, kolejnej przyjaciółce. Ich obecność zaczyna powoli determinować charakter wizyt w naszym mieszkaniu. Żadne znane mi dziecko nie oprze się przecież porcji roztopionego cukru, zastygniętego na drewnianym patyczku. Żaden znany mi dorosły nie powstrzyma się przed chwilowym powrotem do dawno zapomnianego smaku z dzieciństwa.

Lizaki cukrowe są bezsprzecznie wyśmienite. Dodatek cynamonu doskonale podkreśla smak karmelu, wywołując jednocześnie miłe skojarzenia. Nieco inaczej jest z miodowymi. Mają zupełnie inną konsystencję i silny smak bardzo gęstego skondensowanego miodu. Bardzo się kleją, przyklejając do wszystkiego ze ściankami jamy ustnej włącznie. Nie każdej osobie to dopowiada. Tak jak synek zakochał się w cukrowych, tak nie obdarzył żadnym uczuciem miodowych. Uznał, że mu nie smakują i więcej do tematu nie wracał. Miodowe natomiast zachwyciły żonę, a we mnie wywołały falę dyplomatycznego kompromisu. Zająłem stanowisko neutrale.

Postawione sobie samemu zadanie wykonałem szybciej niż się spodziewałem i ze zdumiewającym efektem. Czuję się spełniony i z nadzieją patrzę w przyszłość. Wiem, że wraz z wiekiem synek będzie zmieniał swoje upodobania i to, czym nie zachwyca się dziś, będzie być może już za chwilę jego ulubionym przysmakiem. Moim obowiązkiem jako ojca jest udostępniać mu możliwość poznawania i samodzielnego podejmowania decyzji. Jedyny warunkiem jest taki, bym w to co robię wkładał tyle serca ile tylko jestem w stanie. Wyłączając przy tym to, przez co mógłbym zakłócić proces poznawczy mojego synka: moje własne mnie czy bardziej wygórowane i mniej czy bardziej realne oczekiwania. W końcu miłość opiera się również na akceptacji tego, co niekoniecznie z nimi zgodne.

  • Bardzo lubię Magdę ze skutecznie.tv. Kupiłam nawet jej książkę, ale wtedy okazało się że bardziej lubię ją oglądać. Tak opowiada o swoich przepisach, że patrząc na nią jestem wręcz pewna, że ja – laik kulinarny – też potrafię daną potrawę bez problemu ugotować. Przepis na lizaki widziałam, na razie nie odwazyłam się. 🙂
    Ps. Moja wyobraźnia na Twoimi zdjęciu widzi P-symbol powstania warszawskiego. 😀
    Ps2. Fajni rodzice=fajny syn. 🙂

    • Basia ja widzę serduszko 🙂

      • Serduszko też, ale takie przewrócone. A tak na wprost to powstańcze P. 🙂

    • Serduszko 😀 Zdecydowanie serduszko 🙂 Magdę odkryłem parę tygodni temu i jestem zachwycony jej sposobem na gotowanie: prosto, smacznie, bez wysiłku… To niemalże ideał. Lizaki powstają od niechcenia, są doskonałe na szybki i efektowny smakołyk 😀 Spróbuj a zobaczysz ::P

  • Jesteście niesamowici Ty, Ewa, Synek 😉 ciepli i pełni optymizmu 🙂 Takie dobre dusze blogosfery, wchodzisz i z kubkiem gorącej herbaty z miodem i pomarańcza ogrzewasz się w Waszym ognisku. 🙂
    Pozdrawiam ciepło i mam nadzieję kiedyś spróbować lizaków 🙂

    • Dziękuję Renato za Twoje miłe słowa 😀 Przekazujemy Tobie i Twoim bliskim nasze ciepełko 😀 W końcu serca to niewyczerpalne źródło dobrych myśli i serdecznych uczuć 🙂 Czasami się dziwię jak trudno mi docenić wartość takiego życia jakie mam. Dzięki Takim słowom jak Twoje staje się to o wiele łatwiejsze 😀 Pozdrawiam!

  • Lizaki odważyłam się zrobić – wspólnie z siostrą. Wyszły naprawdę smaczne 🙂 Jednak o wiele bardziej apetyczny i sympatyczny jest cały ten post. Przepięknie opowiadasz i o gotowaniu, i o relacjach z synem ?

    • Dziękuję! Bardzo mi miło! Cieszę się, że lizaki Wam smakowały. Takie proste, a takie fajne 😀 Pozdrawiam serdecznie!