Śniadanie Idealne.

12132696_442993129221151_125687871_n

Jakie jest najlepsze śniadanie? To pytanie nurtuje mnie od kilkunastu miesięcy, czyli dokładnie od dnia w którym zacząłem jeść śniadania. Jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie nie znalazłem. Znalazłem natomiast odpowiedź moją. Subiektywną. Najlepsze śniadanie, według mojej koncepcji, to smaczne śniadanie.

Nadal nie jadam śniadań systematycznie, ale na pewno częściej niż przez poprzednie kilkaset miesięcy mojego życia. Staram się w miarę możliwości znaleźć chwilkę w porannym pośpiechu i zjeść cokolwiek. Rozruszać od środka swój organizm i dostarczyć mu porządną ilość źródła, z którego mógłby czerpać energię. Powód jest jeszcze jeden. Śniadanie zjedzone o rozsądnej godzinie wpływa korzystnie na moje samopoczucie i podwyższa mój poziom tolerancji. Dzięki niemu mogę normalnie funkcjonować przez kilka godzin. W myśl zasady głodny ja, to przewrażliwiony, zestresowany, skory do konfliktów, łatwy do wyprowadzenia z równowagi i generalnie niesympatyczny, i nieprzystosowany do życia w społeczeństwie ja. Do tego nieładny, gdyż pozbawiony najważniejszego atrybutu urody, uśmiechu. Śniadanie jest więc niezbędne.

No tak, ale czy zjedzenie czegokolwiek codziennie, przez tydzień, dwa, miesiąc, rok, kilka lat jest rozsądnym i motywującym posunięciem? Odpowiedź znajduję w przyczynach mojej niechęci do śniadań. Wyciąganie z lodówki resztek jedzenia z poprzedniego dnia, podgryzanie suchych kawałków chleba z zimną parówką czy zjadanie, na szybko, farbowanego jogurtu z imitacji owoców skończyło się tym, że na całe dekady zrezygnowałem w ogóle ze śniadań. Wolałem po prostu poczekać do wczesnego popołudnia i zjeść ciepły, pożywny obiad, o którego przygotowanie zadbałem wcześniej. Wszystko by się zgadzało, gdyby nie to, że do tego momentu byłem żywym ładunkiem wybuchowym, a po zjedzeniu tego pierwszego w ciągu dnia posiłku sennym i niechętnym do pracy nażartym…. Wygłodniały rzucałem się bowiem na obiad i pochłaniałem zbyt duże jego ilości. To samo działo się przy kolejnym posiłku, którym była z reguły dopiero kolacja. Dzień kończyłem więc bilansem dwu posiłkowym, objedzony tak, że o chęci na zjedzenie jakiegokolwiek śniadania nie było  mowy. Rano budziłem się już na start przejedzony.

Dzień należy więc zacząć od śniadania. Musi to być też niebylejakie śniadanie. Z moich obserwacji wynika, że charakteryzować się musi jedną nadrzędną cechą. Musi wywoływać łaknienie, głód, ślinotok. Poczucie oczekiwania, gdy nieopatrznie wspomnę o nim wieczorem. Nie może być więc tylko smaczne. Musi być przepyszne. Osobiście testowałem wiele różnych wariantów i wiem, że nie znalazłem swojego idealnego śniadania. Płatki owsiane z mlekiem i bakaliami, musli, granola, kanapki ze świeżego chleba z wiejskim masłem i żółtym serem oraz pomidorem, kanapki z masłem i twarożkiem ze szczypiorkiem z solą i pieprzem, kanapki z wędliną, żółtym serem, sałatą, ogórkiem, pomidorem i rzodkiewką, kanapki z pasztetem i ketchupem, naleśniki z powidłami, konfiturami, dżemami, kremami czekoladowymi, jajka sadzone do tego kromka chleba z masłem i herbata z cytryną, kakao i bułki z paprykarzem, różnorakie odmiany jajecznic, jaka na twardo, jaka na miękko, kiełbasy z wody, sałatki… Wyliczać można bez końca! Okazuje się, że każde, absolutnie każde śniadanie jest dobrym rozwiązaniem. Zjedzone o odpowiedniej porze (to też pojęcie bardzo względne), podwyższa szansę na sprostanie wyzwaniu, jakim jest kontakt z rozpędzoną rzeczywistością.

Film, który zamieściłem jest moim odkryciem ostatnich miesięcy. Nie jadłem tego śniadania w całości, ale jajecznica przygotowana w ten sposób, póki co mi się nie znudziła i nadal wywołuje u mnie uśmiech na twarzy oraz uczucie ssania w żołądku.

To jednak nie wszystko! Samo wymyślenie idealnego śniadania nie czyni go smacznym posiłkiem. Trzeba go najpierw przygotować, a to z reguły wymaga czasu. Czasu wymaga też zjedzenie tego posiłku w spokoju. Czym jest wyśmienite, wyczekane śniadanie bez czasu na możliwość delektowania się nim?  Jest kolejnym byle jak zjedzonym posiłkiem. Być może zaspokoi głód, ale nie da przyjemności. Nie pozwoli się wyciszyć i nastroić. Nie pozwoli spędzić kilka chwil z bliskimi. Nie pozwoli wywołać tęsknoty za powrotem do niego w dniu następnym.

Jakie jest więc idealne śniadanie? Nie da się znaleźć idealnego śniadania, które mogłoby służyć za encyklopedyczną definicję tego pojęcia. Jest ono bowiem tak względne jak względna jest rzeczywistość. Zależy od całej masy czynników: od wieku, pory roku, aktywności, zasobności portfela, miejsca zamieszkania, poglądów religijnych, płci, pogody itd., itd. Zależy też od kaprysów mojego własnego organizmu. Istotnym elementem idealnego śniadania jest również obserwacja samego siebie i elastyczne podporządkowywanie się jego zachciankom. Ale pomimo to, odpowiedź jest prosta i nasuwa się sama. Każde! Odpowiednio wcześnie zaplanowane, przemyślane, przygotowane i zjedzone w spokoju zawsze będzie idealne. Bez względu na pogodę, szerokość geograficzną, wiek i płeć. Dosłownie każde. No może oprócz kawy i papierosa… Są pewne granice.