Potatoesy w Jacketsach.

12627859_1565920847064157_1930353738_n

Gdy ponad rok temu moja siostra wyprowadzała się do Anglii nie wiązałem z tym wydarzeniem żadnych kulinarnych rewolucji. Kuchnia angielska, jak dla mnie, nie istnieje. Poza herbatą, przesadnie sutym śniadaniem i fast foodem zawijanym w gazetę z niczym mi się nie kojarzyła. Po kilku miesiącach od wyjazdu mojej siostry nastąpił przełom. Odkryłem zupełnie, nieznane mi do tej pory, oblicze kuchni podwładnych królowej Elżbiety. To wspaniałe, pyszne, sycące i nawet zdrowe danie, czyli… ziemniaki w mundurkach.

Nazwę i związaną z nią potrawę znam od dawna. Wychowałem się z nią i jako dorosły człowiek czasami jej towarzyszę. Nie z takim natężeniem jak w dzieciństwie, ale z sentymentem. Skąd więc mój zachwyt i przypisanie temu prostemu posiłkowi znamion epokowego odkrycia? Z dwóch powodów. Po pierwsze Anglicy swoje jacket potatoes podają w zupełnie inny sposób niż ja. Po drugie do głosu doszedł mój czysty, pozbawiony krytycyzmu, lśniący i wypolerowany snobizm.

Ziemniaki w mundurkach jadłem po raz pierwszy nie pamiętam kiedy. Pewnie podczas jednych z wakacji, które spędzaliśmy u jednej z babć na wsi. Może jako niemowlak, może jako raczkujący gadułek, może jako przemądrzały trzylatek, niewymawiający „r”. Nie pamiętam. Ziemniaki w mundurkach wtopiły się we mnie tak mocno, że zlały się w jedność z innymi wspomnieniami i zatarły w czeluściach mojej pamięci. Jacket potatoes jadłem pierwszy raz około pół roku temu. Moja siostra przyjechała wtedy na kilka dni do Polski i zaprosiła nas na obiad, którego głównymi bohaterami miały być właśnie jacket potatoes. Tym razem pamiętam ten moment doskonale. Panowała atmosfera radosnego rodzinnego spotkania. Dookoła stołu siedzieli moi rodzice, żona i synek. Na prostej stołowej zastawie piętrzyły się duże, parujące ziemniaki. Z głośników sączyła się nostalgiczna muzyka.  Simply deliciuos! Ale do rzeczy.

Na stole moich dziadków obok parującej sterty ziemniaków znaleźć można było kilka dodatków bez których ziemniaki te nie były daniem. Jedliśmy je zawsze z tym samym zestawem elementów: sól, masło, gzik i zsiadłe mleko lub maślanka. Do popicia. W wersji angielskiej ziemniaki serwowane są w towarzystwie: soli, masła, gotowanej fasoli w sosie pomidorowym i startego sera. Same ziemniaki nie są też po prostu, w ordynarny sposób wrzucone do gara i ugotowane. Piecze się je dostojnie poukładane na wyłożonej papierem do pieczenia blasze. Brzmi zbyt pospolicie? Ok. Let’s dance! Baking potatoes, baked beans, grated cheddar cheese, butter, salt and pepper, to taste. Znacznie lepiej. Brzmi jak strofa z Shakespeare’a. Pospolity posiłek stał się daniem, które można podać podczas rodzinnego, wyjątkowego spotkania lub podczas wizyty przyjaciół zaproszonych specjalnie na ich degustację.

Napisałem pospolity?! Nie. Nie przejęzyczyłem się. Pikanterii mojemu snobizmowi dodaje bowiem fakt, że przy bliższej znajomości jacket potatoes okazują się nie mniej i nie bardziej pospolite niż nasze rodzime ziemniaki w mundurkach. Składniki dodatkowe są w przypadku anglików tak niewyszukane jak nasz gzik, masło i zsiadłe mleko. Zwykła, wszechobecna, gotowana, biała fasola. Zwykłe pospolite, niewyszukane, ordynarne ziemniaki.  Zwykły, wszędobylski cheddar, o soli, pieprzu i maśle nie wspomnę ani słowa. Przywiezione jednak z Anglii, jako reprezentanci regionalnej kuchni okolic Londynu, nabierają zupełnie innego znaczenia. Stają się daniem. Potomkiem, w linii prostej oczywiście, najwykwintniejszych potraw ze stołów arystokracji brytyjskiej. Well…

Przepis, z którego skorzystałem.

ziemniaki do pieczenia
biała fasola w sosie pomidorowym
cheddar
sól, pieprz, masło

Ziemniaki umyć i poukładać na blasze, wyłożonej papierem do pieczenia lub na metalowej kratce. Naciąć dość głęboko na krzyż – około centymetra. Posypać na wierzchu solą i piec w temperaturze 180 stopni Celsjusza do miękkości. Podgrzać wcześniej przygotowaną fasolę. Ser zetrzeć na grubej tartce. Po upieczeniu wyjąć i gorące od razu podawać. Rozkroić do końca, nie przecinając skórki. Na rozkrojone ziemniaki położyć masło, posypać solą i pieprzem, posypać starty ser, polać gorącą fasolą w sosie. Na wierzch można jeszcze posypać ser i doprawić solą lub pieprzem.

Fasolę można ugotować samemu lub kupić gotową z puszki. Ja postąpiłem wbrew sztuce i użyłem z puszki. Samodzielne jej ugotowanie jest dosyć czasochłonne. Należy więc przygotować ją wcześniej. Można skorzystać z tego przepisu.

0,5 kg fasoli
10 dkg koncentratu pomidorowego lub ketchupu
1 duża cebula
sól
pieprz
cukier

Fasolę wypłukać w zimnej wodzie. Przełożyć do naczynia, zalać zimną wodą, powyżej poziomu fasoli. Pozostawić na 12 godzin. Następnie całość (fasolę wraz z wodą) przelać do garnka, dodać odrobinę soli i gotować, aż fasola będzie zupełnie miękka. Cebulę obrać, pokroić w bardzo drobną kostkę. Zeszklić na patelni, wrzucić do fasoli. Dodać koncentrat, sól, pieprz i odrobinę cukru. Chwilę pogotować.

Kolejność składników nakładanych na ziemniaki jest dowolna. Podane składniki można zastępować zupełnie innymi. Jacket potatoes podaje się również z boczkiem, tuńczykiem, sosem bolońskim, krewetkami, groszkiem, fasolą czerwoną, surówką z białej kapusty itd, itd… Pełna dowolność.

Jakkolwiek by na nie nie spojrzeć, jacket potatoes bronią się same. Czy stanowią ozdobę stołu, czy podawane są w wyjątkowych sytuacjach, czy też są angielską odmianą naszego pospolitego i niezbyt wyszukanego dania są po prostu smaczne. Dodatek sosu pomidorowego sprawia, że są całość doskonale się komponuje. Słodkie ziemniaki idealnie pasują do słodkiej fasoli. Cheddar nadaje całości wyrazisty charakter i podkreśla aromat potrawy. Masło, sól i pieprz to sprawa indywidualna i nie wymaga komentarza. Od pierwszego razu jacket potatoes jadłem jeszcze tylko raz. Mam jednak zamiar wracać do tego dania i próbować je urozmaicać innymi dodatkami.

Jedno jest pewne. Zdania na temat angielskiej kuchni nie zmieniłem. Nadal nie powala mnie na kolana. Stała mi się jednak dzięki jacket potatoes nieco bliższa. Pomimo, że dzieli nas kilka tysięcy kilometrów nabrała swojskiego rumieńca i rubasznego uśmiechu. Zmieniłem natomiast zdanie na temat ziemniaka, o którym wydawało mi się, że wiem już wszystko, moja rodzina pochodzi przecież z Wielkopolski. Okazało się bowiem, że sam w sobie nie wywołując dreszczu emocji, staje się doskonałym podłożem do nieznanych mi dotąd doznań smakowych. Mało tego. Jest ich niezbędnym elementem. Mało tego. Jest ich niezastąpionym elementem. Zyskał w moich oczach na wartości i ze zwykłego, okopowego pyra stał się dumnym The Potato. Jacket Potato. Well… Indeed…