Pasta Party!

Nigdy w życiu nie spodziewałbym się tego, że przebiegnę półmaraton. Nigdy bym nie pomyślał, że będę słuchał dubstepowych kawałków. Nigdy też nie zaplanowałbym, że będę jadł makaron bez mięsa. Mało tego nawet w najśmielszych wyobrażeniach przeszłości nie przewidziałem, że wszystko to będzie mi się podobać! A jednak! Zaskoczyłem sam siebie.

Od momentu, w którym te trzy pozornie nie powiązane ze sobą elementy splotły się w całość, minęło już kilka dnia. Ja nadal jednak jestem pod głębokim wrażeniem. Jak to możliwe? Pomimo otwartości na rożnego rodzaju gatunki muzyczne, estetyka dubstep wywołuje we mnie falę braku tolerancji, jestem zadeklarowanym mięsożercą, a żarty dotyczące mojej niechęci do biegania więcej niż pięć kilometrów mają już długie, siwe brody. A jednak! Zaskoczyłem sam siebie.

Odpowiedzi na kluczowe pytanie oczywiści nie potrafię udzielić. Mógłbym, w swoim zwyczaju, kreować zawiłe teorie, ale to bezcelowe. Wszystkie rozbiją się, jak morskie fale o skalisty brzeg faktów. A fakty są takie. Pomimo uprzedzeń, preferencji i deklaracji każdy z tych elementów w zadziwiający sposób wywołuje moje ulubione emocje: satysfakcję, ekscytację i poczucie wartości. Zwłaszcza, że zgrzytliwa muzyka, roślinne jedzenie i za długie dystanse doskonale do siebie pasując, rozdzielone tracą nieco charyzmy i uroku. Ale po kolei.

Przyczyną całego zamieszania, swego rodzaju mechanizmem napędowym, jest oczywiście bieganie. Ten element mojego życia, który je uzupełnia, urozmaica, zmienia jego charakter oraz wpływa na jego styl. Czas, który minął od pierwszych, przebiegniętych metrów, to najlepszy okres w moim życiu. Lata zaniedbań, rosnąca frustracja i kompleksy, pogłębiający się brak akceptacji siebie i swojego otoczenia, sprawiły że przyparty do muru stałem się wreszcie gotowy na to, by zacząć coś zmieniać. Bieganie nie od razu stało się częścią tych zmian. Stało się wtedy, gdy ja stałem się na nie gotowy. Wkroczyło w moją codzienność bardzo skutecznie, przeobrażając się jak poczwarka w motyla, z bolesnego marzenia w piękny fakt .

Naturalną konsekwencją jednych faktów są kolejne. Codzienności ma niestety tendencję do pozbawiania barw nawet najbardziej zachwycające zjawiska. Aby uniknąć płowienia blasku jaki wkradł się we mnie wraz z satysfakcją pokonywania pierwszych metrów, zapragnąłem podsycać go brakiem rutyny i nużącej powtarzalności. Stąd pragnienie nawiązywania kontaktów z innymi biegaczami, chęć podłączenia się pod grupy biegowe, stąd pomysł startowania w zorganizowanych biegach, stąd wreszcie wewnętrzny przymus stawiania sobie nowych wyzwań. Z nowością jak wiadomo zazwyczaj wiąże się ekscytacja. Potem satysfakcja, która ma znaczący wpływ na poczucie wartości. Po pierwszych pięciu kilometrach pojawiło się więc kolejne pięć. Potem niespiesznie następne. Później w wyniku naturalnej konsekwencji kolejne trzy, aż wreszcie 26 marca, w drugą rocznicę zakupu moich pierwszy butów biegowych: dwadzieścia jeden tysięcy, dziewięćdziesiąt siedem metrów i pięćdziesiąt centymetrów. Piękny pozbawiony

Nie byłbym w stanie pokonać tego dystansu bez muzyki. Dopiero gdy zacząłem zakładać na uszy słuchawki i biec z rytmem, przestała mnie przerażać perspektywa kolejnych kilometrów. Mało tego, odkryłem że muzyka pobudza mnie emocjonalnie i wprowadza w bieg dodatkowe wrażenia, które pozwalają mi zupełnie inaczej odbierać te same, dobrze mi znane elementy otoczenia. Nudne pętle za każdym razem są inne. Te same bloki, chodniki, przejścia dla pieszych, skwery, parki, uliczki zanurzone w dźwiękach jawią się w zupełnie innych barwach. Nabierają blasku i znaczenia. To zupełnie inny świat. Za każdym razem.

Jak to się ma do dubstepu? Oniemiałem, gdy pierwszy raz usłyszałem te jeden, konkretny kawałek. Muzyka, którą z założenia omijałem szerokim łukiem wywołała we mnie dreszcz zachwytu. Wyobraziłem sobie jak wtłacza we mnie dodatkowe pokłady energii w krytycznym lub kulminacyjnym momencie. Przeistacza otoczenie w pozbawiony przeszkód komfortowy tor. Wypłaszacza wzniesienia, prostuje zakręty, pogłębia oddech, poprawia sprężystość mięśni i wreszcie rozrzedza gęstniejące zniechęcenie. Tak też się stało. W krytycznym momencie. Gdy przestałem odczuwać radość ziszczania się snu. Gdy w moich myślach znak zapytania zastąpił wykrzyknik. Gdy sprężysty asfalt przeistoczył się w grząski grunt. Usłyszałem – Ok, I’mma try it out – W ciągu sekundy powrócił rytm.

Nic tak nie zastąpi pożywnego posiłku przed biegiem i po biegu jak dobry makaron z ulubionym sosem. Pasta Party to częsty element wielu dużych, zorganizowanych biegów. Posiłek oparty na dużej dawce węglowodanów, podawany dzień przed startem lub tuż po nim, w strefie finiszera. W tym konkretnym biegu makaronowej imprezy nie było. Po tym konkretnym biegu nie regenerowałem się też makaronem. Ale ten konkretny bieg wywołał we mnie chęć sięgnięcia po zupełnie nowy przepis na makron. Pomysł oczywiście powstał w najmniej oczekiwanym momencie. Podczas jednej z rozmów o niczym z kolegami w pracy.

Przepis, z którego skorzystałem:

400g mrożonego szpinaku
średnia cebula
30 dag pieczarek
3 średnie ząbki czosnku
200g śmietana 18%
10 dag startego parmezanu
sól, pieprz, gałązka świeżej bazylii
masło do podsmażania

Szpinak wrzucić do garnka z odrobiną wody. Dodać masło i zmiażdżony czosnek. Dusić na wolnym ogniu aż się szpinak rozmrozi. Pieczarki oczyścić, obrać, pokroić w kostkę. Cebulę pokroić w drobną kostkę. Cebulę i pieczarki dusić na maśle przez 10 minut. Przełożyć pieczarki z cebulą do szpinaku. Przyprawić pieprzem i solą do smak. Dodać bazylię. Wszystko razem poddusić kilka minut. Dodać śmietanę i parmezan. Wymieszać. Podawać z ulubionym makaronem.

Przepis znalazłem na stronie Targ Smaku.

Uwielbiam szpinak, więc nie trzeba mnie było przekonywać dwa razy do wypróbowania tego przepisu. Okazało się, że nie zawiódł on moich oczekiwań i danie wyszło wręcz wspaniałe. Smak, zapach, konsystencja, ogólne wrażenie i poszczególne doznania. Do niczego nie mogłem się przyczepić. Jedynie wygląd pozostawiał nieco do życzenia, ale rozetka bazylii załatwiła sprawę.

Sos przygotowany według tego przepisu jest bardzo aromatyczny i wyjątkowo wyrazisty. Parmezan wbrew pozorom nie przejmuje absolutnej władzy na kubkami smakowymi. W bardzo skuteczny sposób podkreśla charakter szpinaku, a w parze z bazylią tworzy iście południowo europejską mieszankę. Jego charakterystyczny zapach wręcz przyciąga i dodatkowo pobudza apetyt. W taki sam sposób działają pieczarki. Przełamują one prymat nudnawej konsystencji szpinaku, wprowadzając intrygujący zamęt. Dlatego warto je pokroić w kosteczkę, by talarki nie wtopiły się w błotniste otoczenie. Warto też nie dusić zbyt długo cebuli. Chrupkie akcenty są jak barwne punkty, wyróżniające się z jednolitego tła.

Ostatnie tygodnie były pod każdym względem dla mnie wyjątkowe. Medal, który wisi w naszym pokoju na ścianie jest ich symbolem. Tym punktem, który połączył je w całość. W tym kawałku metalu zamykają się wielopłaszczyznowe doświadczenia: dźwięków, barw, smaków i związanych z nimi emocji. Dzięki nim z radością i satysfakcją patrzę w swoją przyszłość. Bez oczekiwań. Bez lęku. Widzę, że w ramach własnych możliwości fizycznych i finansowych mogę robić rzeczy, o których jeszcze trzy lata temu marzyłem. Widzę też, że mogę się dzięki nim wspaniale bawić. Pozbawiony stresu, chorych ambicji i przeświadczenia, że cokolwiek muszę. Otwarty na nowe, niespodziewane doświadczenia i wypełniony ciekawością tego co być może wydarzy się już za chwilę. Przecież ani półmaratonu, ani dubstepu, a tym bardziej szpinaku z pieczarkami nie zaplanowałem.

26 marca wraz z żoną i przyjaciółmi wystartowałem w 12 PZU Półmaratonie Warszawskim. Podczas biegu słuchałem utworu Try It Out, którego autorami są Skrillex i Alvin Risk. Po biegu regenerowaliśmy siły tradycyjnym kebabem.

  • Taki makaron spożywam często, lecz w wersji najprostszej: masło, szpinak, czosnek, śmietana. Oczywiscie z makaronem. Jeśli w domu mam wędzony boczek, to przesmażam i też dodaję. Wszyscy lubimy. 🙂
    Półmaratonu gratuluję i jestem z Ciebie bardzo dumna, bo znam Twoje początki i śledzę Twoje postępy. 🙂
    W ogóle cała Wasza rodzina mi imponuje, ale to już wiecie. 🙂
    A te kawałki muzyczne,o których piszesz? Nie mam pojęcia o czym mówisz. 🙂

    • Dziękuję Basiu 🙂 Jak zwykle bardzo mi miło 🙂 U nas makaron podaje się zwykle z bolgnese albo alla carbonara. Wynika to z tego prostego powodu, że tylko ja lubię szpinak 🙂 Sam szpinak nieco mi się przejadł, więc jak kumpel z roboty puścił mi cynk, że jego mama kosi na dzielni szpinakiem z pieczarkami to wprost się zachwyciłem 🙂 Taka prosta historia 🙂 Zwłaszcza po dodaniu parmezanu i bazylii 🙂 Ściskam Cię Basiu serdecznie!

  • Artur- z Twoimi odczuciami może utożsamiać się na pewno mnóstwo biegaczy!
    Przepięknie napisane! <3
    I oczywiście- GRATULACJE!! Podziwiam i mocno kibicuje za dalsze kilometry i medale!
    A dubstep uwielbiam! +100 do mocy 😀

  • Do biegania się nie przekonam, ale do takiego makaronu chętnie. A przy okazji – jak miło wpaść na (w połowie) czarno-biały blog 🙂

    • Bardzo dziękuję 🙂 Styl Twojego bloga mi również bardzo przypadł do gustu 🙂 Moda to nie mój konik, ale szablon, którego użyłem został wyprodukowany jako modowy 😛 Black & White Modern Theme 😛 Pozdrawiam!

      • Ja w zasadzie nie piszę o modzie. Raczej o tym co ogólnie na jaką okazję należy włożyć niż jak to ma dokładnie wyglądać.
        Również bardzo dziękuję 🙂
        P.S. Świetny pomysł z własną etykietą sosu 🙂

  • Ja ostatnio przerzuciłam się na ryż, a makaronu mam na razie dość. W sumie jestem ciekawa jakby smakowało to z ryżem.

    • Doskonała myśl 🙂 Na pewno świetnie! Pozdrawiam 🙂