Pamięć Tylko Do Odczytu.

12917897_1095303283846261_627251804_n

Sałatkę warzywną robiło się w naszym domu od święta. Czy to znaczy, że rzadko? Niekoniecznie. Pomimo tego, że była z nią kupa roboty, od święta nie oznaczało w naszym wypadku robienia jej tylko dwa razy do roku. Gotowanie, studzenie, krojenie w kostkę, mieszanie, doprawianie, znów mieszanie, przegryzanie. Od święta oznaczało robienie jej co najmniej dwa razy do roku. Sałatkę robiliśmy za każdym razem kiedy nadarzała się ku temu okazja. Lub inaczej. Czasami miałem wrażenie, że to okazje znajdowane były po to, by robić sałatkę.

Mój dom rodzinny. Kilkudziesięciometrowe mieszkanie zakładowe, w blokach z połowy lat osiemdziesiątych. Miejsce, które dzieliłem razem z siostrą i rodzicami. Niezbyt przestronne dwupokojowe lokum w jedenastopiętrowym bloku z wielkiej płyty kojarzy mi się z wieloma doznaniami. Jedne są mniej, inne bardziej przyjemne, ale jednym z najsilniejszych i jednocześnie najprzyjemniejszych, jest właśnie wspomnienie doznań, dotyczących tej konkretnie sałatki. Potrawy obecnej w mojej świadomości od zawsze. Potrawy, która, co z tego wszystkiego najdziwniejsze, nigdy mi się nie znudziła.

Tak częste jej przygotowywanie i spożywanie nie wywołało, o dziwo, u mnie ani żadnych uraz, ani uprzedzeń. Wręcz odwrotnie. Żmudny proces, trwającej godzinami pracy, w której czasami brałem udział, wypełnione po brzegi misy wielobarwnej mieszanki, wywołują nadal we mnie same przyjemne wspomnienia. Charakterystyczny zapach gotowanych warzyw, smak podjadanych składników, dotyk lepkich ziemniaków, marchewek czy jajek, gwar i zamieszanie jakie zawsze towarzyszyło jej robieniu i wreszcie mozaika kolorowych kostek, które w mojej pamięci mienią się jak obrazki kalejdoskopu.

Choć wtedy, gdy wraz z mamą i siostrą brałem udział w rytuale przygotowywania sałatki, postrzegałem te czynność oczywiście zupełnie inaczej. Niecierpliwy dzieciak, jakim byłem, nie dostrzegał w żmudnej i wymagającej cierpliwości pracy żadnej wartości, poza możliwością bezkarnego irytowania mamy podjadaniem składników. Nie byłem zupełnie świadomy tego, że biorę udział w czyś wyjątkowym. Bezcennym. Niepowtarzalnym do granic możliwości. Uwielbiałem sałatkę, ale jej stała obecność w naszym okazjonalnym menu nie wzbudzała we mnie ani entuzjazmu, ani tęsknoty. Sałatka była dla mnie czymś oczywistym i przewidywalnym. Nieskończonym i trwałym.

Po latach próbowałem nawet raz bezskutecznie przewrócić atmosferę tamtych chwil. Ani moja żona, ani synek nie byli oczywiście zainteresowani dotrzymywaniem mi towarzystwa. Oczywiście nie winię ich za to, biorąc pod uwagę moje własne doświadczenia oraz zupełnie inne okoliczności. Nasz dom nie jest przecież moim domem z tamtych lat. Moja rodzina jest zupełnie inną rodziną. Robieniu sałatki nie ma prawa towarzyszyć więc ten sam pakiet doznań. Ma natomiast prawo towarzyszyć ten sam wyryty w mojej zmysłowej pamięci zestaw wspomnień smakowych, dotykowych, zapachowych i wizualnych.

Sałatkę, którą robiłem, przygotowałem bez żadnego przepisu, bez podpowiedzi czy konsultacji. Po prostu usiadłem i z gotowych składników wyczarowałem to arcydzieło polskiej sztuki kulinarnej. Wyszła wspaniale. Dokładnie taka, jaką lubię. Dokładnie taka, jaką robi ją moja mama. Dokładnie taka, jaką pamiętają ją wszystkie moje zmysły. Okazało się bowiem, że żadnego przepisu po prostu nie potrzebuję. Nie wynika to oczywiście z tego, że skład pamiętam. Pomimo tego, że tak często brałem udział przy jej robieniu, nie zapamiętałem żadnych szczegółów dotyczących jej przygotowywania. Znałem oczywiście wszystkie składniki i przyprawy, ale proporcje znalazły się poza pojemnością mojej pamięci podręcznej. Jej smak i zapach został tak silnie wryty znacznie głębiej. W moją pamięć zmysłową. W konsekwencji nie potrzebowałem żadnych dodatkowych wskazówek by umiejętnie wykonać sałatkę i pozytywnie oceniać efekty mojej pracy.

Przepis, z którego skorzystałem:

3 ziemniaki
3 marchewki
2 pietruszki
1 seler
1 por
2 jajka
1 jabłko
puszka groszku zielonego
puszka kukurydzy
4 ogórki kiszone
natka pietruszki
majonez
musztarda, sól, pieprz do smaku

Wszystkie świeże warzywa obrać, oczyścić i ugotować. Ziemniaki umyć i ugotować bez obierania. Jajka ugotować na twardo. Puszki groszku i kukurydzy wysypać na durszlak i zostawić do ocieknięcia. Ugotowane warzywa odstawić do całkowitego wystygnięcia. Jajka i ziemniaki obrać i pokroić w drobną kostkę. Jabłko obrać i pokroić w drobną kostkę. Warzywa pokroić w drobną kostkę. Ogórki pokroić w drobną kostkę. Por drobno posiekać. Natkę pietruszki drobno posiekać. Wszystkie pokrojone i posiekane składniki wsypać do jednej miski. Dodać 2-3 łyżki majonezu i dokładnie wymieszać. Doprawić musztardą, solą i pieprzem i dokładnie wymieszać. W razie potrzeby dołożyć majonezu. Ma go być na tyle dużo, żeby wyraźnie zdominował smak sałatki. Odstawić na noc do lodówki. Po nocy można doprawić solą i pieprzem. Podawać na zimno.

Nie muszę w zasadzie dodawać tego co się stało po zrobieniu sałatki. Wyszła znakomita. Taka jak powinna. Smaczna, aromatyczna, kolorowa i idealnie przegryziona. Czas, który spędza w lodówce działa, oczywiście do czasu, na jej korzyść. Początkowo wyraźnie wyodrębniające się składniki, tworzą dzięki temu jednolitą całość. Zestaw idealnie współgrających ze sobą elementów. Słodkich, kwaśnych, słonych, neutralnych, kruchych, rozpadających się, soczystych. Niepowtarzalna i jedyna w swoim rodzaju mieszankę warzywną.

Podczas tych świąt, sałatka była oczywiście obecna na naszym stole, jako jedno z wielu dań, które mama przygotowała na uroczyste śniadanie. W zasadzie to dzięki niej jem sałatkę warzywną częściej niż raz na dekadę. Od lat nie biorę już udziału w jej przygotowywaniu. W zasadzie nie pamiętam kiedy ostatni raz brałem, było to tak dawno temu. Nie uczestniczę w gotowaniu, studzeniu, krojeniu w kostkę, mieszeniu, doprawianiu, ponownym mieszaniu. Nie uczestniczę w podjadaniu, próbowaniu i czekaniu. Sałatkę mama robi teraz bez pomocy ani mojej, ani mojej siostry. Oczywiście niezależnie od naszej nieobecności nie traci ona nic ze swojej doskonałości. Sałatka mamy jest, jak zwykle, wspaniała. Doskonała pod każdym względem. Niedościgniony wzór, punkt odniesienia oraz swego rodzaju pomost pomiędzy moją teraźniejszością i przeszłością.

Gdy patrzę na nią, na sałatkę warzywną, wypełniającą wciśnięty pomiędzy inne świąteczne potrawy porcelanowy półmisek, wracam pamięcią do tamtych chwil. Chwil, które są moją niepowtarzalną, jedyną w swoim rodzaju przeszłością. Przeszłością, której nie da się ponownie zapisać, nie da się powtórzyć. Przeszłością, którą jak zapis smaku, zapachu i wyglądu sałatki, została przeznaczona tylko do odczytu.

  • mi tez ta sałatka kojarzy się właśnie z domem i czasem mojego dzieciństwa, nie było imprezy, na której brakłoby sałatki:))))
    a dziś sama robię ja od czasu do czasu w moim domu:))

    • No właśnie z tym samodzielnym robieniem jest najgorzej. Czasami mam ochotę, ale jakoś nie posuwam się dalej. Może do tego muszę jeszcze dorosnąć 😀 Pozdrowienia!

  • Sałatka warzywna to smak mojego dzieciństwa. Robiliśmy w domu w takim ogromnym garnku… przyznaję, że mi się nudziła, dlatego później wymyślałam zupełnie inne sałatki. Ale teraz jem chętnie:-)

    • Te ogromne gary i misy wypełnione sałatkę śnią mi się jeszcze po nocach! Niekończące się rzędy marchewek i stosy ziemniaków! Puste słoje po majonezie, skorupki po jajkach… to były czasy 😀 Ech. Pozdrawiam serdecznie!

      • Nie lubiłam kroić kiszonych ogórków. Szło mi opornie i do dziś mam uraz:-) A moja siostra to zawsze kroiła w równiusieńką kosteczkę. Mi aż tak dobrze nie szło i warzywa miały nieco bardziej fantazyjne kształty:-) ale w tym majonezie i tak nie było widać:-)

  • U mnie też gości od zawsze, ale ze mnie taki buntownik, że nigdy jej jeść nie chciałam i do tej pory mi nie smakuje…będę musiała wymyślić własną wersję sałatki!

    • Własna wersja sałatki to drugie imię tej sałatki 🙂 Moja wersję wymyślono za mnie, ale wiem że nie każdemu ona smakuje. Moja siostra np. dodaje o wiele mniej majonezu. Ja nie lubię tej sałatki z kiełbasą. Można śmiało powiedzieć, że co głowa to obyczaj 😀 Pozdrawiam serdecznie!

  • ha i nie dajesz musztardy? 🙂

    • No ależ oczywiście! Musztarda koniecznie 😀 Dzięki za czujne oko. Rozesłałbym po świecie wersję „beta” 😀 Pozdrawiam serdecznie!

  • Nigdy do sałatki warzywnej nie daję selera i pietruszki. Jakoś tak psują mi cały smak, seler jest zbyt intensywny. Nie daję też cebuli, bo wtedy sałatka może dłużej postać. Generalnie ja lubię, jak jest mega słodka – dużo jabłek i marchewki 🙂 Każdy chyba robi inną wersję 😉

    • Zdecydowanie. Wersji tyle ile domów 😀 Dlatego ja cały czas podkreślam, że wersja mojej mamy jest najlepsza 😀 😀 Pamiętam kiedyś dodawało się jeszcze kiełbasę, ale dawno tego nie robimy. Kiełbasa zbyt wyróżnia się nie tylko smakiem, ale i kolorem i aromatem. Psuje całość. Także zdecydowanie każdy robi swoja wersję. Pozdrawiam serdecznie!

      • Nie, to wersja mojej mamy jest najlepsza 😛 No fakt, kiełbaska tworzy zupełnie inny smak, ale eksperymentować przecież można. Zadziwiające jest to, że ludzie tyle lat jedzą różne sałatki, a najchętniej wraca się do smaków z dzieciństwa 🙂 Ja sałatkę warzywną po prostu kocham i dla mnie święta bez niej nie istnieją. Nie dość, że robię ją u siebie w domu to jeszcze chętnie jem ją u mojej mamy, teściowej i babci. Dzięki mnie nigdzie się ona nie zmarnuje 😛

  • Oj przywiało parę wspomnień o tradycyjnych imprezkach rodzinnych.:)
    U nas sałatka tez się pojawia, czasami zmodyfikowana, czasami w wersji tradycyjnej „babcinej.” Nie mamy zapisanego przepisu, którego się twardo trzymamy i to chyba jest najlepsze – bo na co mamy ochotę danego dnia – to dodajemy do sałatki.

    • No właśnie jej największa zaleta jest pełna dowolność i brak ściśle ustalonych reguł. Pozdrawiam serdecznie!

  • A u nas był cały gar warzyw i cała misa sałatki. Kroiłyśmy z mamą, we dwie. Część poszła do zamrażarki, będzie jak się komuś włączy chcica na sałatkę. 🙂 Taka świeża oczywiście lepsza, ale nawet mrożona jest o niebo lepsza niż te gotowce ze sklepu. Oczywiście mrozimy bez majonezu. W ogóle majonez dodajemy przed podaniem, bo bez majonezu sałatka nie kwaśnieje. Teraz jest czas dojadania. Jeszcze mi się nie znudziła,mimo, że jem ją czwarty dzień. Uwielbiam tę sałatkę. 🙂

    • A ja dzisiaj nareszcie jadłam GOŁĄBKI! 😀

      • Hahaha, Ty to jesteś. 😀

        • Po kilku dniach odwyku nigdy nie smakowały tak dobrze! 😀

      • Gołąbkowe lowe 😀 Jak mnie przyszpili to i im się przyjrzę 😀 Dziękuję za inspiracją… Wołowinka i liście winogron… mmm Delicje!

        • Hehe- cała przyjemność po mojej stronie 😀

    • Mrozić ją można? Rewelacja! To wspaniała informacja! Może w końcu wrócę do pomagania przy jej robieniu. Dzięki mrożeniu można jej zrobić nieskończoną ilość i wypełnić wszystkie zamrażarki w okolicy! To genialne rozwiązanie 😀 Dziękuję Basiu za tę wspaniała wiadomość! Ściskam!

      • Świeża lepsza, ale wiesz jedna robota, a zawsze jest w zasięgu ręki. Wyjmujesz, rozmrażasz, trochę odsączasz z wody, dodajesz majonez i sałatka gotowa. 😀

        • Genialny pomysł 😀 Uwielbiam go! 🙂

  • Dziękuję za tę podróż w czasie. Kolejny genialny wpis!
    ps. W moim domu nigdy nie było tej sałatki. Tzn. robiła ją i przynosiła na Święta Babcia- którą kocham bardzo ale niestety marny z niej kucharz i nikt nigdy nie jadła..A nie, przepraszam, Tata honorowo próbował 😀

    • Dziękuję 😀 Dzielnego masz tatę 😀 Pozdrawiam serdecznie!

      • Oj nawet nie wiesz nawet jak bardzo! 🙂

  • Uwielbiam taką sałatkę, praktyczne robię identyczną;) Nigdy nie dodawałam pora, ciekawa jestem jak zmienia smak:) U mnie nie ma Świąt bez sałatki jarzynowej, wszyscy ją uwielbiamy:)

    • Wspaniale 😀 Sałatka, która robię nie jest specjalnie wyjątkowa. Taka zwykła i dlatego najlepsza 🙂 A por? Wyostrza smak. Sałatka jest przez to nieco ostrzejsza. Pozdrawiam Cię serdecznie!

  • Tak, ta sałatka chyba działa podobnie na większość Polaków 😉 Zawsze wychodzi i zawsze smakuje. Przyznaję, że jak byłam mała, to raz tak się jej „nażarłam”, bo inaczej nie można tego nazwać, że chorowałam potem kilka dni. Przez prawie 10 lat nie byłam w stanie jej nawet powąchać.. w końcu mi minęło, ale trzymało długo 😉

    • 10 lat?! To straszne co piszesz… Ale rozumiem. Jak się przejadłem śledziami, to przez kilka miesięcy nie jadłem. Wróciłem niedawno i z ulgą nie odrzuciło mnie przy pierwszych kęsach. Sałatka warzywna, to nasze takie dobro narodowe. Nie wiem czy w innych krajach w ten sposób się cokolwiek robi. To bardzo ciekawa sprawa 🙂 Pozdrawiam Cię serdecznie!