Original Copy.

Batonik snickers pojawia się niekiedy w moim jadłospisie. Zbyt często. Jest to o tyle niepokojące, że odkąd pamiętam nigdy go nie lubiłem. Wywoływał i nadal wywołuje we mnie graniczącą z obrzydzeniem niechęć. Ale tylko oryginał. Nie mogę tego samego bowiem powiedzieć o jego kopiach. Im nie umiem się oprzeć.

Na wstępie wrócę do wydarzeń ze stycznia 2016. Olga, autorka bloga Living On My Own przekonała mnie wtedy, bym podjął rzucone przez nią wyzwanie. Było nim zrobienie niezwykle pracochłonnego i trudnego ciasta, które okazało się niezwykle udaną imitacją snickersa. Zachwycony efektem popełniłem klasyczny błąd i dla porównania sięgnąłem po oryginał. Trauma z dzieciństwa wróciła. Nie wiem jakim cudem sięgnąłem po kolejny przepis.

Nie mam zamiaru analizować tego zjawiska. Być może jest to po prostu zwykła ciekawość lub chęć przełamania uprzedzeń? Nie wiem. Wiem natomiast jedno. Wystarczyła dosłownie chwila, bym podjął ostateczną decyzję. Jedno, zgrabne, niezwykle sugestywne zdjęcie wywołało we mnie proces, który mógł prowadzić tylko do jednego. Wypchanego po brzegi brakiem oryginalności, przepełnionego nieautentycznością, skąpanego w epigonizmie snickersa. Jednego z najlepszych jakiego jadłem.

Przepis, z którego skorzystałem:

Spód:
pół szklanki daktyli namoczonych we wrzątku przez około 30 minut
50 g płatków migdałów
30 g płatków owsianych
4 łyżki masła orzechowego

Masa jaglana:
szklanka kaszy jaglanej
2,5 szklanki mleka lub mleka roślinnego
3 łyżki cukru
pół łyżeczki aromatu wanilinowego lub opakowanie cukru wanilinowego

Góra:
szklanka namoczonych wcześniej daktyli
4 łyżki masła orzechowego
łyżeczka kakao

Solone orzeszki ziemne do ozdoby

Składniki na spód dokładnie zmiksować. Rozprowadzić na blaszce, dokładnie dociskając. Kaszę jaglaną dokładnie wypłukać, przelewając ją kilkakrotnie wrzątkiem i zimną wodą. Ugotować w mleku z dodatkiem cukru i aromatu/cukru wanilinowego aż całkowicie wchłonie wilgoć. Odstawić do ostudzenia i dokładnie zmiksować na gładka masę. Wyłożyć na przygotowany spód. Składniki góry zmiksować na gładka masę i wyłożyć na masę jaglaną. Wierch ozdobić orzeszkami solonymi. Wstawić do lodówki na kilka godzin.

Przepis znalazłem na instagramowym profilu Sara_haj.

W porównaniu z poprzednim tan snickers jest bajecznie prosty. Jego wykonanie nie zajmuje pół nocy. Nie wymaga pieczenia. Chłodzenia kolejnych warstw. Zdumiewa nie tylko prostotą i ograniczoną liczbą składników, ale również ostatecznym efektem. Jest bowiem niesamowity! Za słodki. Wręcz przesłodzony. Bardzo zwarty i skrajnie sycący. Dokładnie taki jaki być powinien.

Zaskakuje. Przede wszystkim jednolitością. Wszystkie jego składniki zdają się śpiewać jednym głosem, jak idealnie brzmiący chór lub doskonale zagrany akord. A przecież pozornie nie wszystkie ze sobą współgrają: kasza jaglana, daktyle, masło orzechowe, solone orzeszki, aromat. Zdają się zupełnie do siebie nie pasować. Pozornie. W rzeczywistości trudno wyobrazić sobie to ciasto bez któregokolwiek z nich.

Jak w rozłożonym na czynniki pierwsze i ponownie skomponowanym utworze muzycznym, w którym zachowano jedynie oryginalną linie melodyczną. Zamiana instrumentów, grających na nich muzyków. Dekonstrukcja aranżacji, nowe rozłożenie akcentów i wreszcie świeże brzmienie tworzą kompozycję doskonalszą. W porównaniu z pierwowzorem niemalże doskonałą. Wywołującą nieznane do tej pory emocje. Pragnienie powrotu do pierwszych taktów i przeżywania wciąż na nowo każdej nuty.

Robiąc go czułem, że w mojej kuchni powstaje wyjątkowe dzieło. Nie byłem więc zdumiony, delektując się jego pierwszymi kęsami. Zdumiała mnie jedynie reakcja otoczenia. Niemalże wszyscy, którzy go spróbowali wyrazili dokładnie taką sama opinie jak moja. To ciasto, jakkolwiek by je nie nazwać i z czymkolwiek by je nie porównywać jest pod każdym względem niezwykle oryginalne.

Poprzedni snickers szczegółowo opisałem w tekście Living On The Egde.