Nutella? Nie biorę.

IMG_0457

Uwielbiam czekoladowo-orzechowe kremy. Uwielbiam ich smak, zapach, konsystencję. Uwielbiam jeść je na kanapkach, w muffinach, łyżką, widelcem, palcami. Uwielbiam wylizywać po nich sztućce. Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam! Uwielbiam też czuć się dobrze, czuć spokój, mieć poczucie tego, że żyję w zgodzie ze sobą i swoim ciałem. Uwielbiam wstawać rano wypoczęty i kłaść się spać pełen radości. Uwielbiam wyobrażać sobie siebie za 50 lat. Niestety, wbrew pozorom, te dwa teoretycznie uzupełniające się doznania zupełnie się wykluczają. Jedno przeczy drugiemu.

Pomimo tego, że na ten temat napisano już wiele, być może nawet wszystko, to obawiam się, że nadal za mało. Przynajmniej dla mnie. Odczułem potrzebę dołożenia kilku słów od siebie. Potrzebę podarowania sobie samemu szansy na przyjrzenie się bliżej własnemu talerzowi, szklance i sztućcom. Zbierając informacje do tego tekstu natrafiłem na doskonale przygotowany materiał na blogu Be Healthy And Beauty. W artykule zatytułowanym Cała Prawda O Nutelli, można znaleźć szczegółowe informacje, dotyczące rzeczywistego składu tego kremu oraz wpływu dwóch jego głównych składników na mój organizm. Nie byłem zbyt zdziwiony, gdy doczytałem o jakie składniki chodzi. Od dawna mam świadomość, że krem czekoladowo-orzechowy nie składa się tylko z kakao i orzechów. Zszokowały mnie proporcje pomiędzy cukrem, a pozostałymi składnikami.

Jak pisze autorka, cukru i tłuszczu jest w tym kremie orzechowo-czekoladowym ponad trzy razy więcej niż kakao i orzechów. Dodaje również, że cukier, którego w tym kremie jest prawie 60% wywołuje w moim ciele zdumiewającą reakcję. Twierdzi, że taka ilość cukru musi dodać energii! Ale jest to energia na krótko, ponieważ poziom cukru we krwi gwałtownie spadnie i po kilkudziesięciu minutach znowu jesteśmy ospali i głodni. Coś w tym jest. Nigdy na to nie zwracałem uwagi i szczerze przyznam, że podobnej reakcji nie odczułem. Po głębszym zastanowieniu dochodzę jednak do wniosku, że reakcja taka nie jest oczywiście wynikiem przesady autorki wpisu, tylko iluzji w jakiej żyję. Informacje o szkodliwym wręcz wpływie cukru na mój organizm docierają do mnie od lat. Z różnych źródeł w mniej lub bardziej bezpośredni sposób. Nic sobie jednak z tych informacji nie robiłem. Nie odczuwałem negatywnych skutków spadku poziomu cukru we krwi, gdyż do tego spadku tak naprawdę rzadko dopuszczam.

Wspominany powyżej krem lub jego tańsze odmiany są oczywiście tylko czubkiem góry lodowej. Kanapki z tego typu masami jem tak rzadko, że w zasadzie nie powinienem się tym przejmować. Nie jest to jednak takie oczywiste. Obecność cukru w moim codziennym pożywieniu tak bardzo przekracza wszelkie normy, że istnienie czy brak tego jednego składnika niczego, dosłownie niczego nie zmienia. Zaczynam dzień od cukru w postaci skrobi zawartej w białym pieczywie. Organizm otrzymuje pierwszy bodziec. Do tego wypijam pierwszą kawę, która musi być posłodzona dwiema łyżeczkami cukru. W ciągu dnia kolejne kawy, kolejne dawki cukru. Obowiązkowe dodatki do posiłków w postaci kawałków czekolady, batoników, cukierków, samodzielnie robionych ciast, placków. Do tego czasami słodzone napoje, lody. Boję się nawet myśleć o makaronach, ryżu czy bogu ducha winnych ziemniakach. Od rana do wieczora jestem wręcz zasypywany cukrem w różnej postaci i w różnym natężeniu. Przeraża mnie sama myśl o próbie zliczenia ilości cukru jakie pochłaniam. Jedna czubata łyżeczka cukru waży prawie 10 gram.

Byłbym hipokrytą gdybym stwierdził, że jestem zagorzałym przeciwnikiem obecności cukru w pożywieniu. Nie byłbym też uczciwy, gdybym nagle ogłosił rozpoczęcie batalii o wyeliminowanie tego składnika ze światowych zasobów żywności. To nierealne. Poza tym za bardzo lubię piec ciasta, słodzić kawę i delektować się lodami. Mając na uwadze powyższe fakty nie mogę jednak wobec nich przejść obojętnie. Nie jestem coraz młodszy. Z dnia na dzień mój organizm powolutku zanika, wyczerpują się moje zasoby życiodajnej energii. Kierunek postępu jest tylko jeden. To jest fakt. Faktem jest też to, że swoim odżywianiem nie zwalniam tego tempa, lub przynajmniej nie utrzymuję na stabilnym poziomie. Ja je, po prostu, systematycznie przyspieszam.

Patrząc w przyszłość widzę siebie jako świadomego, starszego, miłego pana, żyjącego w otoczeniu kochających osób, w zgodzie ze sobą i swoim ciałem. Pod względem emocjonalnym jestem na dobrej drodze. Pod względem fizycznym podążam w zupełnie innym kierunku. Wiem, że nie zdołam już teraz przywrócić do stanu równowagi tych zależności. Wiem jednak, że mogę nieco zakłócić ten oczywisty dysonans. Mój organizm dawno został już zniekształcony przez systematyczne zanieczyszczanie nie tylko cukrem czy tłuszczem. Stracił swoją naturalną barierę ochronną w postaci instynktownej obrony przed szkodliwymi substancjami. Jeżeli nie wykonam choć jednego małego gestu pojednania w jego kierunku, to samo się już nic nie zmieni. Ciało nie odwdzięczy mi się dłuższym funkcjonowaniem samo z siebie. Ten proces wymaga zewnętrznych zmian. Na początek wystarczy może chociaż zakłócić wewnętrzne przyzwolenie na dalszą degradację siebie. Może za którymś razem przy wkładaniu łyżeczki do cukiernicy w końcu zadrży mi ręka. Nie z powodu postępującej choroby, ale ze strachu. W geście wewnętrznego sprzeciwu.

Autorka cytowanego wpisu podaje kilka alternatywnych wersji Nutelli. Nie ma sensu ich powtarzać. Ja od siebie dodam tę, którą sam robiłem i która mi bardzo smakowała. Uwielbiam wszystkie jej składniki, więc gotowa masa nie wzbudza we mnie żadnego sprzeciwu. Kontrowersyjny dodatek daktyli mnie nie dotyczy.

Przepis, z którego skorzystałem:

100 g daktyli bez pestek
100 g suszonych śliwek
3 rządki gorzkiej czekolady

Daktyle zalać wrzątkiem do ich przykrycia. Dorzucić 3 rządki gorzkiej czekolady. Mieszać całość, żeby czekolada się rozpuściła. Nie wylewać wody. Do całości dorzucić śliwki i zblendować wszystko na gładką masę.

Przepis znalazłem w artykule Zdrowe desery dla biegaczy.

Dla porządku dodam, że każda, nawet najmniejsza ilość cukru, wywołuje we mnie silną reakcję podobną do tej, jakie wywołują używki. Posiłkując się encyklopedyczną definicją, używka to nic innego jak substancja wywierająca określony wpływ na organizm (najczęściej na ośrodkowy układ nerwowy) lub produkt zawierający takie substancje (https://pl.wikipedia.org/wiki/U%C5%BCywka). Na oficjalnej liście używek cukru nie ma. Nie zmienia to faktu, że nawet tak pobieżna i tak szalenie nieprofesjonalna analiza tematu skłania do głębszych refleksji. Nie zmienia to faktu, że od cukru można się uzależnić.