Nowa Świąteczna Tradycja.

Do napisania tego tekstu zainspirowały mnie dwa wydarzenia. Jednym było pojawienie się w sieci pierwszych bożonarodzeniowych zajawek, w postaci apetycznych zdjęć z wypieczonymi pierniczkami. Wypieku nierozerwalnie związanego z tymi świętami już od ładnych… kilku lat. Przynajmniej w moim domu. Gdyż ani moja mama, ani moje babcie takiej tradycji nie pielęgnowały i ani mnie, ani mojej siostrze takiej tradycji nie przekazywały. Czy to w takim razie źle, że robimy coś czego nie było w repertuarze poprzednich pokoleń? Oczywiście, że nie! Nie robimy przecież krzywdy ani nikomu, ani niczemu.

Ja sam nie mam ani wyjątkowo przyjemnych, ani wyjątkowo nieprzyjemnych wspomnień związanych z gwiazdką. Był to czas wyjątkowy, ale raczej skupiony na robieniu porządków, odwiedzaniu rodziny, oczekiwaniu na prezenty. Nie to, że duch świąt zaginął gdzieś w moje rodzinie. On po prostu nie został stworzony. Przynajmniej na tyle mocno bym miał się czym dzielić. Teraz, gdy sam mam rodzinę nie umiem tego ducha ani przenieść, ani stworzyć. Natomiast doskonale robi to moja żona, która na długo przed świętami dba o to, by miały one odpowiednią oprawę. W domu stopniowo pojawiają się dekoracje, zakupy prezentów są planowane z dużym wyprzedzeniem, na długo przed świętami obmyśla potrawy, które podane będą na stole wigilijnym. Bardzo ważnym elementem tych przygotowań świątecznych są pierniki, które wspólnie z naszym synkiem robi od kilku lata. To taka nasza domowa świąteczna tradycja. Nowa tradycja.

Żadne z nas nie wyniosło tradycji pieczenia pierników z domu. Nie jest też to popularne w domach członków naszych dalszych rodzin. Nie robiła tego żadna z naszych babć, nie robi tego żadna ciocia, nie wiemy nic o tym by robiła to którakolwiek kuzynka. Tradycja świątecznych pierników jest nasza, stworzona w naszym domu i pielęgnowana tylko przez nas i tylko dla nas. Narodziła się ona na kilka lat po narodzeniu naszego synka i nie była bezpośrednio z nim związana. Przyniosłem ją do domu ja, w postaci przepisu na wyśmienite pierniczki. Dostałem go od koleżanki z pracy, podczas jednej z setek rozmów o niczym, prowadzonej dla zabicia czasu. A wyszła nasza domowa, wyjątkowa tradycja. Szybko okazało się, że wspaniale wpisała się ona doskonale w atmosferę, która już na długo przed świętami zaczyna panować w naszym domu. Zagościła u nas na stałe i stała się również ważnym elementem życia naszego synka. Jako czynność ściśle związana ze świętami i z moją żoną.

Moje rola w tym przedsięwzięciu skończyła się bowiem na dostarczeniu przepisu. Dalej wszystko potoczyło się w sposób naturalny. Żona zrobiła pierwszą porcję pierników. Mi one zasmakowały. Zasmakowały one również mojej żonie, a synek się w nich wprost zakochał. Następną więc porcję robili już wspólnie. Nie trzeba go było w ogóle do tego namawiać. Wspólnie zrobili też kolejną porcję. W kolejnym roku następną i w następnym roku kolejną. Dziś już żadne z nas nie potrafi sobie wyobrazić świąt bez tych ciasteczek. Nie potrafi sobie tego wyobrazić również nas synek, który aż podskakuje z radości na informację o zbliżającym się wypieku świątecznych pierniczków. Jest to bowiem wyjątkowy czas, kilka godzin który może spędzić z mamą współtworząc wraz z nią nie tylko wyjątkową atmosferę w domu, ale również wspomnienia swojego własnego dzieciństwa. Od pierwszych chwil przygotowywania składników cały dom wypełnia się niepowtarzalnym aromatem przypraw. Towarzyszy temu dużo śmiechu. Wypiek pierników jest traktowany przez nas bowiem głównie jako dobra zabawa. Ja w tym czasie usuwam się na bok. Z radością obserwuję ich wspólną pracę. Nie ingeruję w nią. Nie przeszkadzam. Moja żona pozwala mu samodzielnie wykonywać część czynności. Pozwala podjadać ciasto, samodzielnie decydować i nadawać kształt, wyskubywać gotowe pierniczki. Dobrze się bawić. Daje mu tę możliwość, wiedząc ile mu to daje radości.

Można by pomyśleć co w tym takiego wielkiego? Zrobienie raz do roku kilku porcji pieników? Ciastek, które można przecież robić o każdej porze roku? Ciastek, które może zrobić każdy? I właśnie w tym jest szkopuł. Nie robimy tych pierników o żadnej innej porze roku i z nikim innym. Ich przygotowanie i wypiek rezerwujemy tylko na ten czas. Nie pozwalamy by ich wyjątkowy aromat i smak spowszedniał ani nam, ani naszemu synkowi. Robimy to, by jednoznacznie kojarzył mu się ze świętami. Dbamy też, by swoje wspomnienia, dotyczące tych ciastek, wiązał tylko z naszym wspólnym domem. Z wyjątkowym czasem spędzonym z mamą. To jeden z najpiękniejszych momentów w roku.

Przepis na te wyjątkowe pierniki.

paczka masła (200g) pokrojona w kostkę
2 jajka
szklanka cukru (200g)
1/3 szklanki miodu (mniej więcej 2 czubate łyżki do zupy)
łyżeczka sody oczyszczonej
2 łyżeczki cynamonu
1,5 łyżeczki imbiru w proszku
1 łyżeczka świeżo zmielonego ziela angielskiego
3,5 szklanki mąki (480g

Umieścić w misce kolejno: masło, jajka, cukier i miód. Wszystko dokładnie zmiksować na gładka masę. Dodać do niej pozostałe składniki i wyrobić ciasto. Następnie podzielić je na 3 części i odłożyć na 2 godziny do lodówki. Po tym czasie wyjmować porcje ciasta po kolei, rozwałkować je i formować ciastka. Ciasto bardzo się klei, więc podczas pracy można je podsypywać mąką. Kształt i wielkość są dowolne. Piec 6 minut w temperaturze max. 180stopni, bez termoobiegu, na środkowym poziomie. Gotowe ciastka można dowolnie dekorować, na przykład lukrem.

Zdjęcia zapożyczyłem z bloga Przygoda Yvette. Tam tez można znaleźć dokładniejszy opis wypieku Przepysznych Pierniczków.

Na tym właśnie według mnie polega tworzenie tradycji. Na wspólnym, wykonywaniu określonych, wyjątkowych czynności, w wyjątkowych okolicznościach, z wyjątkowymi ludźmi. Nieważne czy ludzie Ci są spokrewnieni czy nie, nie ważne czy czynności te są związane z jakimiś obrzędami. Ważne, że ludzi łączy pewna wyjątkowa więź, która dzięki tym czynnością zostaje scementowana i pogłębiona.

Piszę to, gdyż drugim zdarzeniem, które wywołało u mnie pragnienie stworzenia tego wpisu był tekst umieszczony 1 listopada na jednym z blogów. Pozwolił mi ten wpis na weryfikacje moich poglądów dotyczących tego dnia. Uświadomiłem sobie, że nie jest on dla mnie, dniem zadumy nad sensem życia czy wyjątkową chwilą na wspominanie zmarłych. Zmarli odeszli. Moje myśli czy uczucia im nie ani nie pomogą, ani nie zaszkodzą. Pierwszy listopada stał się dla mnie dniem zadumy nad moimi codziennymi i niecodziennymi działaniami, dotyczącymi mojego zainteresowania żywymi. Zwłaszcza tymi najmłodszymi, którym moje myśli, uczucia i działania mogą zarówno zaszkodzić jak i pomóc. W czym? W stworzeniu ich wspomnień. W stworzeniu dzieciństwa mojego synka. Jako człowiek dorosły i dojrzały staram się być odpowiedzialny za swoje zaangażowanie w życie. Życie poświęcone mojej najbliższej rodzinie i dopóty, dopóki będę robił wszystko co mogę by im nie szkodzić i nie przeszkadzać, to mam szansę na pozostawienie po sobie przynajmniej kilku dobrych wspomnień. Na przykład wspomnienia o tacie, który nie wtrącał się gdy synek i mama wspólnie robili bożenarodzeniowe pierniki.

Inspiracji do napisania tego tekstu dostarczył mi wpis pt. Jesienne wspominki rodzinne, opublikowany na blogu livingonmywon.pl. Dziękuję!

Za przepis, który wywarł tak istotny wpływ na moje życie rodzinne, dziękuję Martynie 🙂

  • Bardzo to miłe, aż mi zapikało mocniej serducho. I to podwójnie. Najpierw, bo zostałam doceniona, a zaraz potem, bo dałam szczęście i powód do zatrzymania się nad czymś troszkę dłużej drugiej osobie. Teraz z kolei Ty możesz się cieszyć, bo dziś ja siedzę i myślę o moich świętach, tradycjach i nastroju. Jak byłam mała, Boże Narodzenie było naprawdę magiczne. Śnieg i wiara w Mikołaja – pewnie, to ma duże znaczenie, ale także kolędowanie, otwieranie prezentów, smaki, zapachy, wielka choinka, ciepło rodzinne.. Tęsknię za tym wszystkim, bo od paru lat moje Wigilie są pełne nerwów, obrażania się i kłótni. Cztery baby przy stole, masa niedopowiedzeń i żalów, każdy w pewnym momencie marzy, żeby znaleźć się gdzieś indziej, byle tylko odbębnić ten wieczór. To przykre. Poza tym co roku obiecuję sobie, że kupię choinkę i udekoruję dom, a co roku święta ze swoją aurą mnie omijają. Więcej jest bożonarodzeniowego ciepła w supermarkecie na dziale ze słodyczami niż dookoła mnie. Nadal lubię ten czas w roku, ale liczę na to, że jeszcze kiedyś będzie taki, jak był paręnaście lat temu. Może jak założę własną rodzinę? Skoro do twojego dorosłego życia magię wprowadziła Twoja żona, to może do mojego przyniesie ją jakiś przyszły mąż, jeśli się takowy zjawi. I tyle. Dzięki, naprawdę.

    • Artur

      Dziękuję Ci również i pozdrawiam!

  • Bardzo mądrze napisane, super że tworzycie swoją własną tradycję. Tak ma być. A pierniczki wspaniale wyglądają, też piekę z juniorem 🙂

    • Artur

      Dziękuję bardzo 🙂 fajna tradycja te pierniczki. Niby niewiele, a tyle z nich radości.

  • Świetnie napisany post, kolejny zresztą. Odkąd mam moje dwa małe potworki również staram się zrobić wszystko, żeby ten czas świąt był dla nich magiczny, w tym roku będziemy również piec pierniczki, a starsza córa piewszy raz będzie sama je ozdabiać a młodsza pewnie tylko przeszkadzać i wyjadać, jak dzisiaj podczas pieczenia babeczek wyjadała maliny. Ani w moim domu ani męża nie piekło się w domu pierników, a my pieczemy. W tamtym roku mąż powiedział bardzo mądre zdanie: nie ważne co było u Ciebie czy u mnie, to jest nasz dom, nasza rodzina, nasze dzieci i nasze święta i to my sami musimy stworzyć sobie atmosferę i tradycje, nikogo innego tylko NASZE. I to jest właśnie najpiękniejsze 🙂

    • Artur

      Otóż to! W mojej rodzinie nie ma już zwyczaju wielodniowego wspólnego spędzania świąt. Teraz widzimy się tylko na wigilii z kilkoma osobami, a wszystkie dni przed i po spędzamy w ścisłym gronie naszej trójki. Pięknie to Twój mąż ujął: „My”, „Nasza”, „Nasze”, a nie „Ich” 😀 Dziękuję za Twoje słowa!

  • … osobiście ni ewyobrażam sobie Świąt bez domowych pierniczków. Te korzenne pyszności są nieodłącznym elementem naszej Bożonarodzeniowej tradycji 🙂 Cieszę się, że również i w Waszym domu odnalazły swoje miejsce 🙂

    Udanych wypieków!

    • Artur

      Dziękuję i dziękuję za Twoje słowa 🙂 Pozdrawiam i Tobie życzę samych takich wspaniałych tradycji!

  • no to macie fajną tradycję 🙂 ja też piekę pierniki, tradycją stało się to, ze robię ich hurtowe ilości i rozdaję znajomym 🙂

    • Uuuu! Wspaniała tradycja. Wyjście poza obręb rodziny zasługuje na najwyższe uznanie 🙂 To niestety przekracza nasze możliwości przerobowe i tylko bardzo nieliczni otrzymują od nas kilka pierniczków na spróbowanie. Resztę (czyt. każdą ilość) zjadamy sami 🙂

  • I masz babo placek, a raczej pierniczka 🙂 też nie mamy z mężem takiej tradycji wyniesionej z domu, ale piękne jest to, że sami ją tworzymy. w tam tym roku zaczęliśmy od pierwszej choinki <3 w tym roku jest już zuza to będą pierniki, mimo że jako niemowlak nie może ich jeść (ale my możemy hura!). Na te święta pieczemy pierniki, ten przepis wypróbujemy do tego robimy tuning szklanych litrowych słoików po ogórach, pakujemy pierniki, ozdabiamy, wręczamy rodzinie i zyskujemy wieczna chwałę… 🙂 dobry plan?

    • Wspaniały! Gloryfikacja w oczach rodziny gwarantowana 😀 😀 Dziękuję za komentarz i pozdrawiam 😀

  • Będę piekła dziś właśnie i mam nadzieje zagonić wszystkich do tego 🙂

    • W tym jak i w wielu innych wypadkach ważniejsze jest przygotowanie niż sama konsumpcja. Sens robienia tych pierniczków opiera się na wspólnej przyjemności jaka daje praca nad nimi. Życzę najprzyjemniejszych chwil 🙂 🙂

  • Ja całe dzieciństwo piekłam pierniczki i była to mega frajda 🙂 dziś już nie ma czasu/siły wśród innych obowiązków – a szkoda..

    • Moim zdaniem warto wygospodarować choć chwile w natłoku codziennych obowiązków i poświęcić ją właśnie na ożywienie wspomnień z dzieciństwa. Wiem po sobie, że z wolnymi chwilami trzeba bardzo delikatnie postępować i dokładnie je planować: czas, miejsce i zajęcie. Inaczej można się łatwo dać omotać niepokojowi i zmarnować je na nadrabianie zaległości lub wykonywanie „naglących” obowiązków. To taka choroba cywilizacyjna… niestety ja nie umiem się nudzić, więc każdą chwilę wytchnienia muszą planować 🙂

  • Tworzenie własnych tradycji jest wspaniałe. Ja mam mnóstwo „małych tradycji”, część z nich wyniosłam z domu, a część nie. Chwile, które spędza się w określony sposób tylko raz w roku (pomimo że można by je robić codziennie) nabierają zupełnie innego znaczenia 🙂

    • Przepraszam Cie najmocniej. Nie zignorowałem Twojego komentarza. Gdzie mi umknął. Bije się w pierś i nadrabiam z nawiązką 😀 To co napisałaś doskonale odnosi się do takich czynności jak pieczenie pierniczków. Tworzenie wokół nich wyjątkowej atmosfery sprawia, że staja się magiczne. A w oczach kilkuletniego chłopca magiczni stają się tez ludzie, którzy są wokół. Niby Ci sami, ale jacyś bardziej 😀 Sam pamiętam święta z mojego dzieciństwa. Prosta izba w domku moich dziadków błyszczała w święta tym właśnie blaskiem, a ich uśmiechy i słowa dawały niezapomniane ukojenie 🙂 Pozdrawiam

  • W mojej rodzinie nikt nigdy nie piekł pierników. Ale od kiedy mam dzieci, pieczemy co roku, od 2-3 lat;-) gdyby nie dzieci, pewnie dałabym sobie spokój:-) Serdecznie pozdrawiam!

    • To prawda. Nasz synek jest też dla nas motorem nie tylko do robienia pierniczków. Ja sam osobiście czerpię z myśli o nim tyle energii i pomysłów jak nigdy wcześniej. Staramy mu się z żoną, poza poczuciem bezpieczeństwa i stabilną codziennością, podarować pewne nietypowe jak na dzisiejsze czasy spojrzenie na rzeczywistość. Spojrzenie wykraczające poza konsumpcję. Oparte na przyciąganiu i zabawie kreowanie niektórych elementów rzeczywistości. W tym pożywienia 😀 Widzi jak się robi sery, wędliny, słodycze, pieczywo, przetwory i dodatkowo bierze w tym aktywny udział. Dziękuję za wizytę i Ciebie również serdecznie pozdrawiam!

      • Już to gdzieś pisałam – posiadanie dzieci wzbudza kreatywność, chęć robienia czegoś innego, jest motywujące;-)

        • Chętnie przeczytam. Mogę prosić o link? Jak się da oczywiście 🙂 Wśród wielu moich znajomych funkcjonuje przeświadczenie, że posiadanie dzieci (zwłaszcza więcej niż 1), niszczy indywidualność rodzica i odbiera energię do twórczego życia. Ja dopatruję się w tym znamion egoizmu, ale nie wypowiadam się na głos 🙂 Twoja wiedza i przemyślenia będą dla mnie bardzo cenne.

          • Chyba nie miałam postu o tym, ostatnio więcej piszę o książkach i czytaniu niż o macierzyństwie:-) Ale pisałam to u kogoś w komentarzu: że dzięki dzieciom nauczyłam się wielu rzeczy (robienie pierników, pisanek, układanie rymowanek i bajek na dobranoc) a inne sobie przypomniałam (np. bieganie po łące boso;-) Mam dwoje dzieci i uważam, że dzięki nim moje życie nabrało rozpędu. Wcześniej stałam w martwym punkcie:-)