Never Ending Story.

13109123_1045865412174353_127524557_n

Nie jestem i nigdy nie starałem się być specjalistą w grillowaniu. Lubię to robić, sprawia mi to przyjemność i, jak we wszystkim co związane jest z jedzeniem, staram się wykroczyć nieco poza ogólnie przyjęte ramy. Szukam i, co najważniejsze, znajduję. Okazuje się bowiem, że grillowanie to nic innego jak wspaniała, niekończąca się przygoda. Bez żadnych granic. Jak wyobraźnia.

Grillowania nie odziedziczyłem. Czynność ta jest związana z moją rodziną dopiero od kilkunastu lat. Ani mój dziadek, ani tato nie zajmowali się grillowaniem. Nie przygotowywali na grillu ani obiadów, ani kolacji podczas spotkań ogródkowych, nie wypracowali też ani wiedzy, ani doświadczenia, które mogli by mi przekazać. Wychowywali się i dorastali w zupełnie innej rzeczywistości. W rzeczywistości,  która była całkowicie pozbawiona grilla. W czasie ich młodości i dojrzewania, w ich najbliższym otoczeniu grilla po prostu nie istniał. To oczywiście niczyja wina. Nikomu nie mam tego za złe. Wręcz odwrotnie. Jestem za to dozgonnie wdzięczny. Wszystko co wiem na temat grillowania, wszystko co umiem, musiałem dzięki temu wypracować sobie sam. Zaczynając od przysłowiowego zera, bez bagażu wielopokoleniowych dośwaidczeń.

Moja przygoda z grillowaniem zaczęła się więc dokładnie w tym samym momencie kiedy grill, jako sposób przygotowywania potraw i jako sposób na spędzanie czasu w ogóle pojawił się w moim otoczeniu. Początkowo był objawionym fenomenem. Akceptowanym przeze mnie bez jakichkolwiek zastrzeżeń cudem kulinarnym. Bezkrytycznie zajadałem się każdą ilością, każdego rodzaju jedzenia, które było zdejmowane z rusztu zawieszonego na żarzącymi się węglami. Nie miało znaczenia co i jak jest serwowane. Liczył się sam fakt położenia czegoś na kratce, poddania działaniu wysokiej temperatury i dymu. Większość wspomnień jakie wiążę z grillowaniem w tym pierwszym, pionierskim okresie albo nie nadaje się do publikacji, albo jest nudna. Z nieukrywanym sentymentem wspominam tony kiełbas, kaszanek i karczku jakie wtedy przewinęły się przez ruszt. Prawdziwa przygoda zaczęła się jednak, gdy rozsmakowałem się w nieskończoności.

Dokładnie nie potrafię sprecyzować momentu, w którym w mojej głowie zaświtała myśl, że można inaczej. Że zamiast stałego zestawu, można na grillu przygotować też coś jeszcze. Być może związane było to z rozwojem, lubianej przez część kobiet w mojej rodzinie, kolorowej prasy, być może z coraz bardziej powszechnym dostępem do internetu, być może z pojawieniem się na runku branżowych publikacji, dotyczących tego tematu, może z, rodzącą się wśród innych zainteresowanych grillowaniem osób, ciekawością? Nie umiem jednoznacznie odpowiedzieć. Nie umiem tez odpowiedzieć kiedy na moim ruszcie pojawiło się coś innego niż karkówka, szaszłyk czy zwyczajna. Wiem natomiast jedno, że był to jeden z najważniejszych momentów w moim życiu. Przełom, który trwa do dziś.

Szybko okazało się, że rozpoczęta wtedy przygoda nie ma szansy zakończyć się praktycznie nigdy. Dziś wiem, że po wielu latach eksperymentowania i powolnego drążenia, zaledwie liznąłem tematu. Poruszając się intuicyjnie po kuchniach wielu narodów i krajów, korzystając z dostępnych składników i przepisów, błądząc niejednokrotnie w gąszczu nazw i odmian, zaledwie otarłem się o rozprzestrzeniający się przede mną ocean możliwości. Okazuje się bowiem, co było dla mnie ogromnym zaskoczeniem, że praktycznie każda znana mi narodowość, każde państwo, nawet każdy region ma swoje własne, niepowtarzalne sposoby na przygotowanie potraw z grilla. Nie chodzi mi tu do końca o różnorodność składników, to jest aż nazbyt oczywiste, mam na myśli różnorodność sposobów na przygotowanie jedzenia z identycznych surowców. Możliwości jest nieskończenie wiele, dlatego…

…możliwość przedstawienia chociażby ogólnej listy potraw jakie w ogóle można przygotować na grillu wykracza daleko poza rozmiar tego wpisu. Nie wspomnę o przepisach. Wykracza to przecież daleko nawet poza moje własne możliwości poznawcze. Dlatego uznałem, że najrozsądniejszym rozwiązaniem będzie niedokończenie tego wpisu. Zawieszenie go w przestrzeni i pozostawienie niedomkniętym. Pozostawienie z niedosytem, ale z obietnicą. Mam zamiar bowiem do tematu wracać wielokrotnie podczas najbliższych miesięcy i mam nadzieję nigdy go nie skończyć. Nie śmiem oczywiście stawać w konkury z wielowiekową niekiedy tradycją całych pokoleń kucharzy, entuzjastów czy amatorów i próbować samodzielnie opracowywać receptury. Mam zamiar czerpać z bezdennej i bezkresnej przestrzeni ich wiedzy i doświadczenia. Czerpać z nieograniczonych możliwości jakie niesie ze sobą dostęp do internetu. Praktykować u mistrzów libańskich, pakistańskich, japońskich, hinduskich, amerykańskich niemieckich czy polskich i efektami tej pracy dzielić się na łamach niniejszego bloga.

Otwarcie sezonu grillowego, który niezmiennie od lat przypada w mojej rodzinie na pierwszy weekend maja, ogłaszam zatem początkiem rozpoczęcia cyklu wpisów, których wspólnym mianownikiem będzie właśnie przygotowywanie potraw z grilla. Postaram się w nich przekazać całą wiedzę i całe doświadczenie jakie zdobyłem eksperymentując i poszukując do tej pory. Poszukiwać nowych rozwiązań i przekraczać kolejne horyzonty. Cały swój wysiłek wkładając przy tym w dokładność, rzetelność i dążenie do doskonałości. Nie wiem jednak w jakim kierunku zawiodą mnie intuicja i ciekawość, nie wiem jak daleko ani na jak długo. Dlatego nie mogę obiecać niczego poza jednym. Ta przygoda, ta historia nie skończy się nigdy.

Kolejne wpisy będę zamieszczał w nowej, utworzonej specjalnie na potrzeby tego tematu, kategorii Grill. Na pierwszy ogień, lub raczej na pierwszy ruszt, wrzucę moje ulubione, sepcyficzne odmiany kebabów: koftę (kaftę) oraz seekh kebab.

  • Super! Bardzo się cieszę z nowego cyklu. I już nie mogę doczekać się następnego wpisu, który oczywiście przygotujesz z myślą o mnie. 😀
    No dobra, nie będę takim samolubem. 🙂
    Z myślą o wszystkich, którzy uwielbiają kebaby. 😀

    • Hahaha 😀 Basiu! kebaby to tylko z myślą o Tobie przecież 😛 No dobra może nie tylko, ale na pewno z dedykacją! Pozdrawiam serdecznie!

      • Już nie mogę się doczekać. 🙂

    • Miłośników wołałaś? 😀

  • marzena

    Świetnie cieszę się z cyklu, teraz będzie coraz więcej spotkań właśnie przy grillu 🙂 a kofta bardzo apetyczna 🙂

    • Dziękuję i zapraszam 🙂 Mam nadzieję, że coś dla siebie znajdziesz! Pozdrawiam Cię serdecznie!

  • Oj to będzie się działo 🙂 Bardzo brakuje mi ogródka właśnie z tego prostego powodu jakim jest grill. Mam nadzieję, że mój grill w piekarniku również podoła i będę mogła za jego pomocą wykonać ciekawe potrawy. Na pewno nie będą tak smaczne jak te z grilla, bo tego aromatu nie da się zastąpić 😉

    • Dla mnie grill to nie tylko ruszt i żar, dlatego nie wyobrażam sobie go zastąpić czymś innym. Ale na szczęście to są tylko moje przemyślenia i na szczęście nie muszą dotyczyć Ciebie 🙂 Korzystaj ile wlezie z piekarnika i grilluj na potęgę. Niezależnie od źródła ciepła, każde danie przypieczone w charakterystyczne ciemne paski i kratki smakuje przecież wyjątkowo 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

  • Nawet nie wiesz jak się cieszę! Uwielbiam potrawy z grilla, ale można mnie uznać za rusztową ignorantkę. Kiełbasa, karkówka, szaszłyki…to cały arsenał:)

    • W takim razie bez żadnych oporów uznaję, że seria wpisów będzie pożyteczna i jest potrzebna 😀 Bardzo się cieszę, że jest szansa, że znajdziesz coś dla siebie 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

  • Niedosyt pozostał! Chce więcej- idę czytać dalej! 😀