Najnudniejsza Wigilijna Potrawa.

12393866_178122655876193_2086016765_n

Pochylam się nad stolnicą i biorę do reki kolejny kawałek rozwałkowanego ciasta. Metalową łyżką nabieram odrobinę zmielonej kapusty, nakładam ją na ciasto, zaginam je i ściskam brzegi. Na talerz odkładam kolejny ulepiony tego wieczoru pieróg. Nie wiem który. Przy osiemdziesiątym którymś straciłem rachubę.

Rytuał powtarza się w nieskończoność. Ciasto, farsz, pieróg. Ciasto farsz pieróg. Końca nie widać. Kapusta zdaje się rosnąć w misce, a ciasto pulchnąć przy każdym odkrojonym kawałku. Początku też nie widać. Cały blat pod oknem, blat koło kuchenki i część stolnicy zajmują poukładane koło siebie pierogi. Zalegają i kpią majestatycznie z mojego znużenia i irytacji. W końcu mają do tego prawo, jako jeden z najważniejszych elementów wigilijnej wieczerzy i najnudniejsza wigilijna potrawa.

Z wyrabianiem, lub raczej lepieniem pierogów nie ma żadnej filozofii. Ich wykonanie jest czynnością nie wymagającą ani żadnej wiedzy, ani żadnego specjalnego przygotowania. Po pierwszych dziesięciu każdy w zasadzie staje się w tej dziecinie ekspertem z bogatym zapleczem. Nie wymagają żadnych specjalnych zdolności manualnych, żadnych predyspozycji fizycznych. Wymagają jednak czegoś, dzięki czemu ta pozornie banalna czynność daje się w ogóle przeżyć. Tym czymś jest anielska, nieskalana, wiekuista cierpliwość. Bez niej robienie pierogów jest katorgą.

Do robienia pierogów zawsze pochodziłem jak pies do jeża. Niby bardzo mi się ta czynność podoba. Niby pochłaniały mnie przygotowania. Przeglądanie przepisów, zbieranie składników, przygotowanie farszu, ugniatanie ciasta, ale samo lepienie pierogów doprowadzało mnie do granic wytrzymałości. Próbowałem nawet nieco ucywilizować ten ciągnący się w nieskończoność proces. Udało mi się wprawdzie udoskonalić proces produkcyjny, ale samego lepienia, składania kawałków ciasta nie udało mi się przeskoczyć. Na nic zdała się próba wykorzystania maszynki do robienia makaronu. Teoretycznie daje ona duże możliwości. Można dzięki niej szybko i bez użycia siły rozwałkować ciasto, ale nie da się dzięki niej ulepić samych pierogów. Nakładka, która pomaga zrobić błyskawicznie całą serię pierożków ravioli, nadaje się tylko do robienia pierożków ravioli. Nasze, polskie, domowe, wigilijne pierogi, oprócz określonego smaku muszą mieć przecież ściśle określony kształt, który można uzyskać tylko ręcznie. Inaczej nie nazywały by się pierogi.

No właśnie. Warto w tym momencie zatrzymać się na chwilę nad przedostatnim zdaniem poprzedniego akapitu. A ściślej, zwrotem nasze polskie. Nikomu nie trzeba wyjaśniać, że pierogi są stałym, od wieków wpisanym w dziedzictwo kulinarne polski, elementem naszej rodzimej kuchni. Powszechnie też wiadomo, że nie mamy na nie wykupionych praw autorskich i jako Słowianie, chcąc nie chcąc, musimy się mini dzielić z innymi Słowianami. Pierogami zajadają się również obywatele Słowacji, Litwy, Rosji, Białorusi czy Ukrainy. Jako Europejczycy, chcąc nie chcąc musimy się nimi dzielić też z innymi Europejczykami. Pierogi, choć pod inną, wspomnianą już nazwą, uwielbiane są również na włoskich stołach. Czy wreszcie jako obywatele świata musimy, chcąc nie chcąc, dzielić się nimi ze smakoszami z innych kontynentów. Pierogi jako potrawa znane są bowiem od setek lat w kuchniach chińskich, indyjskich czy japońskich. I tu dochodzimy do sedna sprawy, gdyż pierogi nie są endemiczną potrawą ani Polaków, ani innych narodów słowiańskich, ani nawet żadnego z ludów europejskich. Na nasze ziemie trafiły za pośrednictwem podróżnika Marco Polo bezpośrednio z oddalonych o tysiące kilometrów Chin. Nie mam pewności co do tego czy takie są fakty. Takie są przypuszczenia i wydają mi się one sensowne, mając na uwadze wielowiekową historię rozwoju cywilizacji, kultury i sztuki chińskiej.

Czy ta świadomość wpływa w jakikolwiek sposób na moje podejście do najnudniejszego zajęcia pod słońcem? Ani trochę. Albowiem choćbym przeczytał historię całych Chin, a nie tylko jej ułamek dotyczący pierogów, choćbym zgłębił tajniki kuchni wszystkich narodów odległej Azji, a nie tylko jednego przepisu, choćbym przestudiował wszystkie możliwe pisemne i ustane przekazy, a nie tylko kilka zdań z Wikipedii, gdybym cierpliwości nie miał, to ani jednego pieroga bym nie zrobił. Ponieważ cała nauka i cała wiedza w obliczu braku cierpliwości tracą, podczas robienia pierogów, jakiekolwiek znaczenie.

Pozostaje więc mi tylko wyłączyć myślenie, załączyć działanie i skupiając się tylko na tej prostej czynności pozwolić by jej wykonywanie pochłonęło mnie bez reszty. Dlaczego więc w ogóle to robię? Gdyż nie robię tego codziennie i nie robię tego tylko dla siebie. Wyrabianie pierogów to czynność w moim domu wyjątkowa, związana bezpośrednio ze świętami. Pierogi są w moim domu ważnym elementem wigilijnej wieczerzy. Ważnym nie tylko w naszym domu i nie tylko przy naszym stole. To część tradycyjnego posiłku spożywanego raz do roku podczas wyjątkowych okoliczności. Element, bez którego uroczystość ta oczywiście by się odbyła, a świat nie przestałby istnieć. Ale bez którego, w moich oczach, byłaby niepełna. Dlatego co roku, od kilku lat zawijam rękawy i jak moja mama, mama mojej mamy, mama mojego taty i ich mamy, pochylam się nad stolnicą i biorę do ręki kolejny kawałek rozwałkowanego ciasta. Metalową łyżką nabieram odrobinę zmielonej kapusty, nakładam ją na ciasto, zaginam je i ściskam brzegi. Na talerz odkładam kolejny ulepiony tego wieczoru pieróg. Nie wiem który. To nie ma znaczenia. W ten najważniejszy, według mnie wieczór, w roku każdy będzie ważny i każdy będzie najlepszy.

Na zakończenie, nieco przewrotnie, podam przepis na pierogi, które na wigilijnym stole na pewno się nie znajdą. Robiłem je tylko raz, ale przepis na ciasto wykorzystuję za każdym razem, gdy w ogóle robię pierogi. Wyjątkowe w nich jest ich ostateczne gotowanie. Połączenie podgotowania z podsmażeniem daje wyjątkowe, zaskakujące efekty, a same pierożki są wyśmienite.  Przed Państwem japońskie pierożki Yaki Gyoza z mięsem i kapustą pekińską:

Ciasto:
150 g mąki
¼ łyżeczki soli
80 ml letniej wody

Farsz:
120 g mielonej wieprzowiny
100 g kapusty pekińskiej, drobno posiekać
50 g cebuli, drobno posiekać
50 g chińskiego szczypioru, drobno posiekać
½ łyżki sosu sojowego
szczypta pieprzu
½ łyżki oleju sezamowego
1 łyżka skrobi ziemniaczanej
1 łyżka zgniecionego czosnku
½ łyżeczki startego imbiru
½ łyżki sosu ostrygowego
½ łyżeczki cukru

Sos do maczania:
1 łyżka ciemnego lub jasnego octu winnego
1 łyżka sosu sojowego

Do smażenia:
ok. 2 łyżki oleju sezamowego

Rozpocząć od przygotowania ciasta. Przesianą mąkę połączyć w misce z solą i wodą i zagnieść ciasto. Wyrabiać je ręcznie ok. 7 min. Podzielić ciasto na połowę, uformować z niego dwa grube wałki i zawinąć w folię do żywności. Odstawić na ok. 30 min. Przygotować farsz. Mielone mięso zagnieść przez chwilę ręką. Dodać sos sojowy i ostrygowy, pieprz, olej sezamowy, mąkę ziemniaczaną, czosnek, imbir, cukier i sake. Zagniatać całość do połączenia składników. Dodać kapustę, cebulę oraz chiński szczypior. Ponownie dobrze wymieszać. Zamknąć miskę folią do żywności i odstawić do lodówki na ok. 30 min. Przygotować sos do maczania. W tym celu wystarczy jedynie połączyć ocet i sos sojowy w miseczce i wymieszać. Każdy wałek z ciasta pokroić na 10 równych części. Uformować z nich kulki. Każdą kulkę rozklepać w rękach na kółko i rozwałkować do średnicy 9-9,5 cm (nie żałować mąki do podsypywania). Układać kółka z ciasta na talerzu, jedno na drugim, podsypując mąką. Na każde kółko z ciasta nakładać po ok. 2 łyżeczki farszu, zwilżyć wodą brzeg ciasta i sklejać pierożki, robiąc zakładki na jednej połowie obwodu kółka. Układać pierogi na oprószonej mąką stolnicy lub pergaminie. Rozgrzać dużą patelnię na średnim ogniu i za pomocą pędzelka wysmarować dno olejem sezamowym. Ułożyć na patelni połowę całej ilości pierogów (gotujemy w dwóch partiach). Wlać na patelnię wodę do połowy wysokości pierogów i przykryć dopasowaną pokrywką. Po ok. 6-7 min. woda wygotuje się i usłyszymy odgłos smażących się pierogów. Zdjąć wówczas pokrywkę, dno patelni pomiędzy pierogami skropić olejem sezamowym i ponownie przykryć naczynie. Smażyć ok. 2-3 min. lub do uzyskania innego, odpowiadającego nam stopnia przypieczenia. Układać gyozy na talerzu, odwracając je do góry przypieczoną stroną. Podawać z sosem do maczania.

Przepis na pierogi zaczerpnąłem żywcem z bloga Kuchnia Azjatycka.

  • Przyznaję…. tak między nami – też mnie to nuży.. takie monotonne lepienie. Włączam sobie muzykę 😉

    • Niestety muzyka nie działa. Zauważyłem, że im ciszej tym łatwiej mi się skoncentrować. W ogóle muzyka mi się gdzieś zapodziała. Biegać na przykład też lubię w ciszy. Może to efekt zanieczyszczenia i przesycenia? Syndrom mieszkańca miasta?

      • Rozumiem Cię.. też mam takie dni, że wolę ciszę. Mieszkam na wsi?

  • Cóż. Ileż się trzeba nalepić, żeby to dobrze wychodziło. Ciasto pół biedy, niestety odpowiednie wypchanie – z tym mam zawsze problem. Ale nic, na tyle lubię i pierogi, i uszka, że będę ćwiczył… i ćwiczył… i jadł… i jadł…

    • Parę lat temu spaliśmy z żona i z sykiem w schronisku na Stogu Izerskim w Górach Izerskich. Po latach zaniedbań ostatnimi czasy to schronisko zostało reaktywowane, a kuchni przywrócona do stanu z czasów świetności. Teraz dzienne przewijają się tam tłumy turystów i raczą wyrabianymi na miejscu pierogami ruskimi i z lokalnymi jagodami. Kilka pracujących tam pań codziennie wieczorem lepi kilogramy tych rarytasów!. Codziennie… Tak mi się skojarzyło jak napisałeś o tych ćwiczeniach 🙂 Coś w tym jest…

      • Gdzieś na praktykę bym się musiał udać, w domu to tak jest „na zapalenie płuc” czyli żeby w końcu rodzina coś zjadła 😉

    • No dokładnie, jak oni to robią, że wychodzą im takie nabite te pierogi:)

      • Nabić to potrafię. Ale skleić – a właściwie zachować ten brzeg tak czysty, żeby się nie rozkleił – absolutnie nie. Za to jem – koncertowo!

      • Jakby to powiedziała niejedna babcia… ot tak 😀

  • Nigdy nie robiłam pierogów, za to moja mama jest osobą, która ulepiła ich najwięcej na świecie. Jej ruskie to niekwestionowane mistrzostwo świata. Domeną babci z kolei były uszka. Jak nadchodził bożonarodzeniowy czas, taki był między nimi podział obowiązków. W tym roku mama zrobiła sobie ała w palca i ma gips, więc z chęcią zatrudnię się do pomocy. Zobaczymy, czy mi ten Twój wpis pomoże ;> Jeśli cierpliwość jest wymogiem absolutnie koniecznym i nienegocjowalnym, może być trudno.

    • Niestety. Inaczej się nie da. To znaczy da, ale dwoma pierogami mało kto się naje 😀 U mnie cierpliwość potrzebna jest już przy trzecim. Życzę Ci z całego serca sukcesów! I szczęścia! 🙂

  • Nie wiem czy uwierzysz ale w moim domu NIKT NIGDY nie robił pierogów :(. Trochę żałuje ze wszystko zawsze było kupne (no prawie) ale zrobione przez znajomą gosposię.Efekt taki że ja nigdy w życiu pierogów nie lepiłam ale zjadać lubię i to bardzo ;).
    A że chińskie pierożki uwielbiam to może kiedyś podejmę męską decyzję i z Twojego przepisu skorzystam 😉

    • A u mnie w domu NIKT NIGDY nie robił samodzielnie czekolady 🙂 A czekoladę jeść lubimy i robimy to bardzo często 😀 Taka karma. Pierożki są rewelacyjne. Mało tego, uznając, że są orientalne można je ulepić jakkolwiek. Nie musza mieć idealnego kształtu, co jest ich niezaprzeczalną zaletą 🙂 🙂 🙂

      • O! I ten ostatni argument bardzo do mnie przemówił! 😉

  • Cotakpachnie?

    Pierogi.. ruskie, z ciecierzyca, soczewica, wegańskie, klasyczne, z kapustą i grzybami, z jagodami, twarożkiem,. truskawkami, ze szpinakiem, z kaszą… Uwielbiam Każde! Ja z kolei żeby mieć mniej roboty w tym roku w Wigilię, postanowiłam podać 3 rodzaje pierogów. 🙂 No i domowe uszka obowiązkowo. W rodzinnym domu pierogi i uszka zawsze robiła mama albo babcia. Najlepsze ruskie z kolei (przyznam, a co) moja teściowa. Na szczęście wystarczył raz przyglądania się jakie proporcje ciasto, jakie farsz i mogę już męża częstować domowymi pierożkami, nie musi jeździć do mamy 🙂 Chińską Kuchnię uwielbiam na tyle, że sama na te Święta kupiłam sobie książkę Kuchnia Chińska według Goka, a Twoje pierożki na pewno zrobię mężowi. 🙂 Ja lubię lepić pierogi, ale bez przesady. Raz, a więcej i zamrozić na porcje, żeby później w razie braku czasu były na szybki obiad. 🙂

    • Yaki Gyoza są genialne! Wykonałem je dokładnie według tego przepisu i niczego im nie brakuje. Każdy składnik jest ważny i każdy wnosi do nich cos wyjątkowego. Jeżeli tylko lubicie nietuzinkowe smaki, to na pewno będziecie zachwyceni! A smażenie na oleju sezamowym jest fantastyczne. Cała kuchnia tonie w jego aromacie 😀 Rewelacje!

  • W lepieniu pierogów jest zen:) Bardzo uspokajają takie prace, oczywiście po tym jak już opanujemy skuteczne lepienie, czyli takie żeby połowa pierogów się od razu nie porozwalała, a u mnie z tym różnie bywa – widać potrzeba mi więcej wprawy;)

    • Z ust mi to wyjęłaś 🙂 Wykonywanie jednej czynności w danym momencie to nic innego jak definicja medytacji. W lepieniu pierogów, jak w zamiataniu, bieganiu drzemią te same możliwości skupienia umysły na wykonywaniu tylko tej jednej czynności. Może na tym polega ich siła? Może na tym polega również ich trudność? By lepiąc tylko lepić, zamiatając zamiatać, biegając biegać, siedząc siedzieć. Na razie ćwiczę cierpliwość. Na koncentrację przyjdzie czas 🙂

  • marzena

    Ja pierogi mogę jeść codziennie ale lepić ich nie lubię. Dlaczego ? W sumie sama nie wiem 🙂 ale dobrze ci idzie – wręcz idealnie 🙂 pozdrowionka :-))))

    • Dziękuję i pozdrawiam również 🙂 Jak już w tym roku się do sprawy zabiorę, to obowiązkowo dodam fotkę 🙂

  • A ja lubię lepić pierogi. Ale nie sama, w towarzystwie. Kiedy się rozmawia, czas przy pierogach mija błyskawicznie i nie wiadomo kiedy są ulepione wszystkie. Za to nie lubię robić ciasta. Bo różne są przepisy, techniki, jedni z jajem, inni bez. Moja mama np. zaparza mąkę gorącą wodą. Tylko mąka, woda i sól. Wychodzą dobre, więc to zawsze mama robi ciasto, nadzienia zresztą też. Ja jestem ta od lepienia. 🙂 No i jeść lubię bardzo. 🙂

    • No to byśmy się nieźle zegrali, gdyż ja uwielbiam robić ciasto! Pasjami! Gnieść, zagniatać, dusić. Czuć jak się lepi do dłoni i przeciska się przez palce 😀 A ciasto im prostsze tym lepsze. Też robię je tylko z mąki i wody. Wtedy nie dość, że wychodzi najsmaczniejsze to jeszcze doskonale się wałkuje. Jest elastyczne i bardzo wytrzymałe. Jajka czy inne dodatki są niepotrzebne. Pozdrawiam!

      • W tym roku lepiliśmy we trójkę: mama, ja i mój dorosły syn, bo okazało się, że on też lubi lepić. 😀 Z dań swiątecznych pierogi zniknęły jako pierwsze. 🙂

        • Wspaniale 😀 Piękno pierogów właśnie na tym polega. Godziny przygotowań i chwilka przyjemności. U nas pierogi przetrwały do dziś. Zbiorowym wysiłkiem woli 🙂

  • Mniam! Chętnie bym zjadła właśnie takie orientalne pierogi, a nie tradycyjne polskie. Mam przesyt, bo kiedyś pierogi to była ulubiona potrawa męża – koniecznie ruskie, To było w erze przed poznaniem mnie i mojej kuchni (samo sobie tak kadzę, ale nie wstydzę się mówić, gotuję całkiem nieźle i nietuzinkowo). No i tak te ruskie są lepione z czcią przez teściową na „nasz” przyjazd, tylko że ja to najzwyczajniej w świecie za wersją mamowa nie przepadam. Grzecznie jem, chwalę i po cichu oddaję mężowi na talerz.. a on ostatnio też z grzeczności, a nie lubości je jakoś tam męczy i zjada. Z rodzinnego domu wyniosłam odczucie, że pierogi to fajna, wręcz wyjątkowa rzecz i duża rzecz (masowa produkcja), takie rodzinne scalenie. Mama jeszcze jak żyła robiła pyszne pierogi z jagodami latem… Na święta odpuściliśmy w pewnym momencie własne lepienie, bo na tyle osób – można oszaleć. Co do lepienia, to my zawsze używaliśmy tej takiej „maszynki” do zagniatania – mam w kilku rozmiarach i było okej. Pozytywnie wspominam lepienie pierogów z bratową, ona robi te z grzybami, ale od razu smażone – fajny, chrupiący efekt…Podobno babcia męża robi dobre z makiem, zobaczymy czy w tym roku będą 😛

    • Dziękuję Ci serdecznie za tyle wspomnień 🙂 Faktycznie tak to z tymi naszymi pierogami jest, że tworzą historię. W każdej niemalże rodzinie jest jakiś wyjątkowy przepis, jakaś szczególna opowieść czy wyjątkowa osoba która z pierogami jednoznacznie się kojarzy. Takie proste danie, taki mały przedmiocik a potrafi skupić wokół siebie tyle emocji i doznań. Nie potrafię w tym momencie znaleźć w pamięci innej potrawy, która by tak wpłynęła nie tylko na mnie. Najfajniejsze jet też to, że pierogi łączą ludzi, charakteryzują ich, wprowadzają pewne podziały 🙂 Można śmiało powiedzieć, że człowiek poznasz po tym jakie lubi pierogi 😀 To oczywiście żart, ale cos w nim jest. Przynajmniej w sferze upodobań kulinarnych 🙂