Najdłuższa Zupa Świata.

ogorki_2

Ile można robić zupę? Godzinę, dwie? Może dłużej, jak rosół? Może jeszcze dłużej, jak pomidorową na rosole? Może jeszcze dłużej, jak flaki? A co jeżeli dobrą zupę można robić ponad miesiąc? Niemożliwe? Pozbawione sensu? Nic bardziej mylnego. Mało tego, to wręcz wskazane i konieczne.

Zacznę może od tego, że inspiracją do napisania tego tekstu była praca mojej własnej żony. I to na dodatek praca, której nigdy nie doceniałem i nie dostrzegałem. Dopiero ostatnio, gdy w naszym domu znów zapanował przetworowy szał, a półki w szafkach, w kuchni zaczęły wypełniać się kolorowymi słoikami, uświadomiłem sobie czego tak naprawdę jestem świadkiem. Bo to, że byłem świadkiem kontynuowania wymierającej tradycji, już wiedziałem. Ale nowością dla mnie było to, że stałem się świadkiem procesu przygotowania Najdłuższej Zupy Świata. A konkretnie najdłuższego znanego mi procesu przygotowywania zwykłej zupy. Ogórkowej. Procesu, który, o zgrozo, trwa w moim domu już kilka sezonów. Z moich oczu opadła zasłona nieświadomości.

Nie wiem dokładnie skąd wziął się w naszym domu ten przepis na tę zupę. Słoiki z przecierem pojawiły się u nas pewnego dnia i zadomowiły na dobre. Nie ma się zresztą czemu dziwić. Zupa przygotowana w ten sposób jest po prostu wyśmienita i nijak ma się do tej, którą pamiętam z odległej przeszłości. Czyli ze szkolnej, kolonijnej i sanatoryjnej stołówki. Czyli, muszę to również przyznać, z babcinego, ciocinego i mamowego obiadku. Ale do rzeczy.

Przepis na przegotowanie tej ogórkowej można znaleźć na blogu mojej żony Przygoda Yvette. Dokładnie opisuje ona tam cały proces powstania głównego składnika tej ogórkowej czyli Kiszonych ogórków na zupę. Ja więc ograniczę się do samego opisu moich wrażeń.

Świadomie wykorzystałem, użyty w przepisie zwrot kiszonych ogórków na zupę. W nim tkwi bowiem całe sedno sprawy. W tradycyjnym podejściu tę zupę robi się z przecieru ogórkowego. Czyli papki, uzyskanej z przetarcia przez tarkę, o grubych oczkach, ukiszonych ogórków. Papkę tę można też uzyskać, kupując gotowy półprodukt w słoiku… Ogórkową, według sposobu mojej żony robi się nieco dłużej, gdyż z ogórków w specjalny sposób przygotowanych na zupę. Przygotowanie kiszonych ogórków na zupę odbywa się jakby na opak. Trzeba bowiem zamienić kolejność wykonywania czynności. Ogórki najpierw są ścierane, a dopiero potem wkładane do słoików i kiszone. Trafiają tam oczywiście ze wszystkimi niezbędnymi dodatkami: czosnkiem, chrzanem, koperkiem i solą, z którymi potem trafiają do zupy. Zanim to jednak nastąpi musi minąć pewien czas. Ogórki muszą skwaśnieć, a to trwa z reguły około miesiąca. Można oczywiście nieco wcześniej wykorzystać powstały w ten sposób półprodukt, ale nie ma wtedy gwarancji, że będzie on gotowy.

Ogórkowa przygotowana na bazie tego przecieru smakuje zupełnie inaczej. Jest bardziej kwaśna, bardziej wyrazista w samu. Dzięki dodatkowi ukiszonych wraz z ogórkami chrzanu i czosnku bardziej aromatyczna. Jednym słowem to taka zwykła ogórkowa, tylko że bardziej. W naszym domu rzadko dodaje się do niej cokolwiek. W odróżnieniu od tradycyjnej ogórkowej, nie zabielamy jej śmietaną. Ja czasem doleję trochę kefiru. Za to przyprawiona koperkiem staje się po prostu niezapomniana.

Na zakończenie dodam, iż winienem jestem żonie wyrazy uznania. Chełpiłem się i chełpię wyjątkowo cierpliwym podejściem do gotowania czy przygotowywania produktów żywnościowych. Nie sprawia mi żadnego problemu kilkugodzinna praca przy sushi, kilkutygodniowa praca przy peklowaniu mięsa, czy kilkumiesięczna przy oczekiwaniu na dojrzewające kiełbasy. Oczekiwanie też jest pracą. Ale przyznam, że nie wpadłbym samodzielnie i z własnej woli na to, by ponad miesiąc pracować nad przygotowaniem ogórkowej. Zwykłej, nieegzotycznej, bez orientalnego rodowodu, pozbawionej wyszukanych składników pospolitej zupy. Moja żona nie dość, że na to wpadła to na dodatek jeszcze to zrobiła. Bez chełpienia się, przechwalania, wywyższania. Zrobiła. Powoli. Po prostu.