Mistrz Patelni.

Ze Scottem Jurkiem łączy mnie wyjątkowo wiele. To bardzo podobny do mnie człowiek. Też coś tam biega, czasem gotuje i też jest wysoki i przystojny jak ja. Ciut młodszy, ale tego póki co nie przeskoczymy. Kwestia czasu. Nic więc dziwnego, że zachwyciłem się ostatnio nim, jego karierą biegacza i sposobem żywienia.

Scott jest biegaczem długodystansowym. Bardzo długodystansowym. Specjalizuje się w biegach górskich na bardzo długich dystansach. Większość z nich, na domiar wszystkiego, wygrywa. Jest też weganinem. Tego mu oczywiście nie zazdroszczę. Z zazdrością jednak patrzę na sukcesy i swobodę z jaką je osiąga.

Naczytałem się ostatnio książek o nim, jego książek i przyznam, że jestem zachwycony nim oraz jego filozofią życia i biegania. Biega z wielką swobodą, dokładnie analizując każdy trening czy start. Nie pozwala sobie na przypadek zarówno w czasie przygotowań, jak i w czasie zawodów.

Zauroczony też jestem jego podejściem do biegania. Traktuje je jako rodzaj powołania, filozofii opartej na bliskim kontakcie z naturą. Zarówno zewnętrzną jak i wewnętrzną. Dużo pisze o pierwiastku duchowym. Zazwyczaj stawiam wyraźną linie pomiędzy sportem i wywodami o duchowości. W tym wypadku nie mam jednak wątpliwości, ze koleś wie co mówi. Wystarczy obejrzeć jakikolwiek film z jego udziałem, albo posłuchać wywiadu. Scotta od buddyjskiego mnicha odróżnia tylko fryzura i ubranie.

Daleko mi do jego wyników. Zdaję sobie sprawę, że nigdy nie osiągnę tej sprawności i szybkości. Jestem jednak przekonany, że w moim zasięgu jest ta radość, spokój i satysfakcja, którą on zdołał osiągnąć. Wczytując się w jego teksty wyciągam to co jest dla mnie istotne. Nie interesują mnie szczegółowe opisy zawodów, które wygrywał, interesują mnie za to kwestie związane z żywieniem, nadrzędnym celem czy techniką biegania. Odkryłem dzięki temu, to co wiedziałem już przecież od dawna. O samopoczucie podczas zawodów należy zadbać długo przed nimi: skrupulatnymi przygotowaniami, odpowiednim obuwiem i ubraniem oraz przemyślanym odżywianiem się.

Scott w wielu miejscach podkreśla, że jedyną uznaną przez niego dietą jest sposób żywienia oparty na składnikach o pełnych wartościach odżywczych. Unika wyrobów gotowych, z masowej produkcji. Unika przetworzonych półproduktów. Skupia się na jedzeniu, które dostarczy jego organizmowi tego czego naprawdę potrzebuje. Wybrał dietę pozbawiona mięsa i jemu pochodnych. Nie oceniam. Kwestia gustu. Mnie jednak przekonał tym, że aby osiągnąć cel, jakim jest ukończenie biegu na bardzo długim dystansie w dobrym samopoczucie i z radością, niezbędna jest analiza jadłospisu. A czas poświęcony w kuchni zaowocuje na trasie.

W swojej książce Jedz i biegaj Scott podaje kilkanaście przepisów na rożnego rodzaju potrawy. Mi w pamięć zapadł jeden. To przepis na wegańskie naleśniki z 8 rodzaju mąk. Fajna sprawa, tylko niezbyt łatwa w wykonaniu. Przeszkodą stanowiło urozmaicenie składników. Wiedziałem, że tego nie przeskoczę. Nie uśmiechało mi się kupować 8 kg różnych rodzajów mąk zanim nie sprawdzę przepisu. Szukałem więc i znalazłem idealne rozwiązanie. Przepis na te naleśniki, ale z jednego rodzaju mąki razowej. Po drobnych modyfikacjach stał on się moja własną recepturą, łączącą w sobie pomysł Scotta i autora przepisu znalezionego w sieci.

Naleśniki razowe

1 szklanka mąki razowej (dowolna lub mieszanka)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki soli
2 łyżeczki cukru (dowolny lub dowolny syrop)
1,5 szklanki mleka ryżowego
2 łyżki oleju słonecznikowego lub rzepakowego
olej do smażenia.

Wymieszać składniki suche. Wymieszać składniki mokre. Wlać składniki mokre do suchych. Wymieszać delikatnie łyżką, nie za długo. Zbyt długie i energiczne mieszanie spowoduje, ze naleśniki będą twarde. Składniki muszą się połączyć w jednolitą, gęsta ale lejąca się masę. Jeżeli masa jest zbyt zwarta można dodać odrobinę mleka. Jeżeli zbyt płynna odrobinę mąki. Odstawić na 5 minut, aby ciasto odpoczęło. Rozgrzać patelnie i posmarować ją odrobiną oleju. Wlać na rozgrzaną patelnie po dwie łyżki ciasta na jeden placuszek. Smażyć po obu stronach. Podawać z dowolnym syropem lub owocami.

Mleko ryżowe:

1 szklanka ugotowanego ryżu
4 szklanki wody
1/8 łyżeczki soli
1 łyżka oleju słonecznikowego(opcjonalnie)

Składniki połączyć i zblendować aż do uzyskania płynu o gładkiej konsystencji. Przechowywać w lodowce do 5 dni.

Do ciasta można dodać owoce (np. truskawki, borówki, banany, jabłka), różnego rodzaju nasiona (np. sezam, chia, słonecznik), wiórki kokosowe, aromat waniliowy. Przepis na mleko ryżowe pochodzi z książki Scotta Jurka Jedz i biegaj (S. Jurek, Jedz i biegaj, Łódź 2012, Galaktyka Sp. z o.o.). Inspirację na przepis na naleśniki znalazłem na blogu Runnin On Real Food. Przepis podesłała mi Basi z bloga Babownia.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Powoli Po Prostu. (@powolipoprostu.pl)

Naleśniki wyszły takie jakie chciałem. Niezbyt grube, o dobrej konsystencji, nierozpadające się, zwarte i elastyczne. Można je z powodzeniem zwijać, kroić. Ich smak zależy od ilości cukru i rodzaju użytej mąki. Mi najbardziej smakują pszenne. Robiłem jeszcze z orkiszową, ale te maja bardzo specyficzny zbożowy smak, który nie przypadł mi do gustu. Nie próbowałem jeszcze z innymi mąkami, także nadal wiele przede mną.

Niezaprzeczalną zaletą tych naleśników jest to, co zresztą sugeruje sam Scott, że można je zabrać na trening czy zawody i jeść podczas biegu. Dlatego ważne jest to, że się nie rozpadają i są dość wilgotne. Sam nie próbowałem jeszcze ich wpływu na organizm podczas dłuższego wysiłku, jestem jednak dobrej myśli. Od kilku miesięcy żywię się wyłącznie pieczywem pełno i wieloziarnisty. Mój organizm jest więc do niego przyzwyczajony. Domyślam się, że jak naleśniki zadziałają na mnie. Nie wiem jednak jak zadziałają na kogoś, kto odżywia się inaczej.

Chcesz więc biegać i jeść zdrowo, prawdziwe jedzenie jak mawia Scott? Zacznij od prób w znajomej okolicy. Z możliwości skrócenia trasy lub dobiegnięcia do ustronnego miejsca. Pełne ziarno poprawia pracę jelit. Może więc wywołać przykre konsekwencje.

Ja jestem pełen wiary w sens stosowania takiego rodzaju produktów w diecie biegacza amatora. Umiem czerpać z doświadczeń i błędów innych biegaczy. Doświadczenie Scotta pokazuje jasno, że pełnowartościowe produkty nie szkodzą podczas ekstremalnie intensywnego wysiłku. Nie powinny więc szkodzić takiemu wolnemu biegaczowi z nadwagą jak ja. Wręcz odwrotnie. Powinny wpływać na mnie pozytywnie. Przyspieszyć obniżenie wagi, poprawić moje samopoczucie podczas długich biegów.