Mielone Na Patyku.

IMG_1793

Jak mówi stare polskie porzekadło – Mielone to podstawa. Obok kotleta schabowego, rosołu i pomidorówki to najbardziej popularny i jednoznacznie kojarzący się element polskiego obiadu. No właśnie. Tylko polskiego i czy tylko obiadu? Okazuje się, że mielony jest nie tylko nasz i nie tylko na obiad. A to, że idealnie komponuje się z grillem, to już chyba lekka przesada!

Dla mnie osobiście odkrycie możliwości grillowania mięsa mielonego było tym, czym dla ludzkości informacja o tym, że Ziemia porusza się wokół Słońca. Piszę to bez zbędnej, nastawionej na efekt, przesady. Całe lata zajęło mi odkrycie czegoś co jest oczywiste i o czym wiadomo od dawna. Przez lata rozgrzewany przeze mnie ruszt wypełniał się tylko krojonym na różne sposoby mięsem, kiełbasami lub kaszankami. Położenie na ruszcie uformowanego kotleta przekraczało nie tylko moje możliwości poznawcze. Przekraczało przede wszystkim chęci i umiejętności.

Kiedy jeszcze nie miałem powszechnego dostępu do internetu, zebranie jakichkolwiek informacji o sposobach przygotowywania mięsa mielonego na grill graniczyło z cudem. Dlatego też tematu nie zgłębiałem. Grillowanie tego samego kotleta, który zazwyczaj smażył się na patelni, w tej samej formie i z tym samym zestawem przypraw, nie wzbudzało mojego najmniejszego zainteresowania. Zrobienie kotleta mielonego do hamburgera też nie przykuwało mojej uwagi. Intuicyjnie przeczuwałem, że jakakolwiek próba samodzielnego przygotowania receptury może skończyć się spektakularną porażką. Poza tym nie jestem, choć może się to wydać nieco dziwne, smakoszem hamburgerów.

Olśniło mnie dopiero, gdy przez kolejny wspaniały zbieg okoliczności, trafiłem sam nie wiem kiedy i gdzie, na zdjęcie pięknie uformowanego wałeczka, nabitego na szaszłykowy patyk i ułożonego na rozgrzanym do czerwoności ruszcie. Niewielkiej porcji mielonego mięsa, doskonale i bogato według przepisu doprawionego, idealnie wręcz przygotowanego do upieczenia nad rozżarzonymi węgielkami. W jednym miejscu i o jednym czasie spotkały się wszystkie elementy niezbędne, by zaiskrzyła we mnie nowa idea. Idea przygotowania na grillu mielonego mięsa, w postaci popularnego w kuchniach bliskiego i dalekiego wschodnich, şiş kebabu.

Şiş kebab to w rzeczywistości szaszłyk wykonany z mięsa krojonego lub mielonego, przygotowywany na grillu. Bardzo popularny w wielu krajach nie tylko arabskich (https://pl.wikipedia.org/wiki/Kebab), w tym momencie znany na całym niemalże świecie. Nie będę się tu wgłębiał w historię, rodzaje i nazewnictwo tej potrawy. Po pobieżnej chociażby analizie dochodzę do wniosku, że to temat tak rozległy i tak nieuchwytny jak sam, nasz rodowity kotlet mielony. Nie sposób w jednym wpisie zebrać wiedzę i doświadczenie wielu pokoleń gospodyń domowych i kucharzy z wielu nastu krajów i narodowości. To niewykonalne. Zwłaszcza, że tak samo wyglądający wałeczek, wykonany z tego samego mięsa, ale nieco inaczej doprawiony może nazywać się już zupełnie inaczej i pochodzić z niemalże skrajnych kultur. Ciekawskich odsyłam do informacji porozrzucanych w całej sieci. Zainteresowałem się więc nie tyle nazewnictwem i pochodzeniem tego dania, ile tym co dla mnie naprawdę ważne, jego smakiem.

Aby w pełni poczuć możliwości i bogactwo tego przysmaku postanowiłem skupić się na skrajnościach. Poszukać przepisów na zupełnie odmienne sposoby jego przygotowania. Znalezienie tego, czego szukałem nie zajęło mi zbyt wiele czasu. Niemalże od razu natrafiłem na łagodną, libańską odmianę şiş kebaba, wykonaną z małej ilości, niewyszukanych, podstawowych przypraw i dodatków oraz pakistańską wersję, bardzo ostrą, wprost kipiącą od nadmiaru smaku i aromatu. Mam tu na myśli koftę, nazywaną też kaftą oraz seekh kebab. Gorzej było z przepisem.

Znalezienie jednego, niepodważalnie oryginalnego przepisu nie okazało się bowiem zadaniem tak prostym, jak myślałem. W wielu miejscach podawane są różne wersje tych dań. Różnią się one nieznacznie proporcjami składników czy rodzajami użytych przypraw, istnieniem lub brakiem niektórych, ale nieznacznie oznacza dla mnie praktycznie to samo, co w sposób, wpływający na ostateczny smak. Dlatego szybko przyjąłem, że ostateczna decyzja należy tak naprawdę do mnie. Muszę kierować się własnym gustem i zaufaniem do własnej intuicji, opierając się jednocześnie na własnym doświadczeniu. Dlatego przepisy, które podaję są jednymi z wielu. Wydobyte są z gąszczu witryn internetowych polsko i anglojęzycznych, do których udało mi się dotrzeć. Nie wspomnę o witrynach, tworzonych w innych językach, bo to dodatkowo gmatwa sprawę. Te, które znalazłem doskonale się jednak sprawdziły, mogę więc je ze spokojem przekazywać dalej.

Przepisy, z których skorzystałem:

Kafta:
1 kg mięsa mielonego wieprzowo-wołowego
1 szklanka siekanej natki pietruszki
1 duża cebula
1 łyżeczka soli
pół łyżeczki białego mielonego pieprzu

Seekh Kebab
1 kg mięsa mielonego wieprzowo-wołowego
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka chili lub siekana papryczka chili (lub więcej)
1 łyżeczka zmielonego kuminu
1 łyżeczka startego świeżego imbiru
1 łyżeczka garam masali
1 łyżeczka zmielonych ziaren kolendry lub pół szklanki drobno posiekanej świeżej kolendry
1 łyżka masła
1 duża cebula
2 ząbki czosnku

Olej do posmarowania dłoni i rusztu. Patyczki do szaszłyków lub płaskie, długie szpatułki. Jeżeli wykonane są z drewna, należy je przed użyciem kilkadziesiąt minut moczyć.

Cebule i czosnek obrać i posiekać najdrobniej jak się da. Wszystkie składniki bardzo dokładnie i długo wymieszać. Mieszać należy dłońmi. Przepis nie zakłada dodania jakichkolwiek składników rozrzedzających. Aby mięso lepiło się do patyków i utrzymało formę należy je bardzo dokładnie wymieszać. Wymieszaną masę odstawić na kilka godzin do lodówki. Na dłonie należy wylać odrobinę oleju i z przygotowanej masy formować wałki szerokości dłoni i grubości około dwóch centymetrów. W środek wałków wbijać namoczone wcześniej patyczki do szaszłyków. Mięso należy rozprowadzić wzdłuż patyczków tak by zajmowały co najmniej połowę ich długości. Przygotowane szaszłyki należy układać na rozgrzany, posmarowany olejem ruszt. Grillować po kilka minut, aż się zarumienią z każdej strony.

Ilość i rodzaj użytej papryki zależy oczywiście od indywidualnego gustu i wytrzymałości. Jej ilość można dowolnie zmieniać.

W obu wypadkach nadrzędną role spełnia oczywiście mięso, którym w oryginale jest baranina. Niestety przez brak dostępu do tego mało popularnego i nie obarczonego żadnym brzemieniem uprzedzeń religijnych surowca, musiałem je zastąpić czymś, czego miałem pod ręką w nadmiarze. Zastąpiłem więc mieloną wieprzowiną i wołowiną.

Oba rodzaje szaszłyków spełniły moje oczekiwania. Nie sposób rozpisywać się nad ich smakami czy aromatami. O tym, że przygotowuję coś innego niż zwykle czuć było z kilkunastu metrów. Kebaby były dokładnie takie jak sobie wyobrażałem. Położone na bardzo dobrze rozgrzanym ruszcie, szybko się przypiekły na zewnątrz, pozostając soczyste w środku. Niezbyt tłuste, ale też niezbyt chude mięso doskonale zachowało bogactwo przypraw i ziół. Kafta wprost rozpływała się w ustach, aż prosząc by zanurzyć je w jakimś aromatycznym sosie. Pomimo zbieżności z naszym mielonym, nie była do niego aż tak podobna jak by się wydawało. Kształt i grillowanie wpłynęły znacząco na ostateczny efekt. Seekh kebab nie potrzebował żadnych dodatków poza szklanką jogurtu. Przepełniony bogactwem aromatu i smaku przypraw i ziół wprost rozsadzał kubki smakowe. Składniki doskonale się wymieszały i skomponowały w jedną całość bez wyraźnego, dominującego elementu. Nawet duża ilość garam masali nie spowodowała, że smak szaszłyku był jej podporządkowany.

Próba zakończyła się pełnym sukcesem. Podczas przedstawienia inauguracyjnego oba rodzaje zebrały owacje na stojąca. Każdy z nich, ze względu na swoje specyficzne cechy, zebrał tak samą ilość adoratorów jak i sceptyków. Ja osobiście z coraz większą chęcią wgryzałem się w kolejne porcje ostrzejszej i bardziej aromatycznej wersji. Jestem nieprzejednanym zwolennikiem wszystkich składników seekh kebaba i wprost drżę z rozkoszy delektując się egzotycznym smakiem i aromatem tej niepowtarzalnej mieszanki. Doskonale jednak rozumiem tych, którym one niezbyt smakowały. Wersja łagodna podkreśla smak mięsa, jego świeżość i soczystość, podczas gdy pikantniejsza nieco tuszuje. Wersja łagodniejsza może być uzupełnienia dowolnymi sosami lub deepami, pikantnej niczego nie brak. Ogranicza to jednak nieco jej możliwości, skazując na monotonię doznań. Monotonię, według mnie, wręcz porywającą czyli każdemu według gustu.

Wpisu tego nie zakończę żadną spektakularną pointą. Zrobione przeze mnie i opisane szaszłyki powinny za nią wystarczyć. Smaczne, pachnące, bardzo łatwe w przygotowaniu są doskonałym przykładem na to, jak w prosty sposób można urozmaicić potrawy z grilla. Są też przykładem na to jakie bogactwo kryje się w najzwyklejszym mięsie mielonym, któremu wystarczy tylko nadać nieco inny od zwykłego kształt, doprawić nieco innym niż zwykle zestawem przypraw, poddać nieco innej niż zwykle obróbce termicznej, by powstała potrawa niezwykła pod każdym względem. Niezwykła przynajmniej dla mnie. Europejczyka z centralnej Polski.

Postanowiłem wziąć udział w akcji kulinarnej i zgłosić ten wpis do konkursu, którego organizatorem jest sklep alma24.pl oraz durszlak.pl

04

GRILL PIKNIK Menu

  • Dobrze, że jadłam późną kolację i jeszcze jej resztki czuję w brzuchu, ale i tak aż jęknęłam. Weź Ty tak tego wszystkiego nie opisuj. Wróć. Opisuj jak najwięcej,jak najczęściej, opisuj wszystko co gotujesz. Nawet wodę w czajniku. 🙂 Piszesz tak, że czuję zapach, widzę to, a nawet słyszę jak skwierczy. Niestety żeby poczuć smak muszę to zrobić sama. Ech. Wypróbuję te przepisy na pewno. Czy dodanie tego garam cośtam jest konieczne? Bo przyznam, że w sklepach czegoś takiego nie widziałam. I w ogóle co to? 🙂

    • Bardzo serdecznie Ci Basiu dziękuję 🙂 Twój apetyt będzie niedługo wyznacznikiem mojego zaangażowania w kolejne wpisy 😀 Super! To dla mnie największy komplement! A co do Garam Masali to hinduska mieszanka przypraw, mniej popularna niż curry. Jest według mnie niezbędnym elementem tych szaszłyków. Przepisy się od siebie różnią, ale pewne elementy są stałe i niezbędne dla pełni doznań. Garam Masaal do nich należy. jeżeli jej nie dodasz, to nic się nie stanie, ale nie poczujesz Tego smaku i Tego zapachu. Garam Masalę można kupić w sieci lub sklepach z egzotycznymi składnikami. Jest na pewno w „Kuchniach Świata”. Warto ja mieć w kuchni. To doskonały dodatek do wszystkiego co ma nosić znamiona egzotycznej magii 😀 Aż ślinotoku dostaję jak o niej piszę 😀 😀 W sumie… może spróbuję ja zrobić sam? To doskonała myśl! Dziękuję Basiu! Jesteś fenomenalna! Otworzyłaś kolejną szufladkę w moim umyśle 😀 Pozdrawiam serdecznie!

      • Na mojej prowincji takich wynalazków nie ma, a w większym świecie ostatnio nie bywam. Także poczekam aż zrobisz ją sam. Cieszę się z otwarcia szufladki. 😀

  • Far Minka

    Niech tylko skończą się te deszcze,a wypróbuję na pewno 🙂

    • Będzie mi bardzo miło 🙂 Warto zacząć od tych przepisów, ale warto też szukać własnych smaków. Jest tyle możliwości, że na pewno przynajmniej jeden spełni Twoje wszystkie wymagania. Przecież nikt nikomu nie broni eksperymentować 😀 Pozdrawiam serdecznie!

  • ja nie jestem fanem kolendry, ale w tych kebabach jest ona koniecznoscia, aby mieso smakowalo tak jak powinno:)))
    ja spotykam sie z takimi kebabami z miesem z baraniny, tez smaczne

    • Właśnie… kolendra jest specyficzna, ale do mięsa pasuje idealnie. Ja baraniny jeszcze nigdy nie jadłem, ale słyszałem że w Polsce trudno o dobra więc nie ryzykuję. Poczekam. Może nadarzy się okazja za granica kiedyś… 🙂 Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za odwiedziny!

      • Ej no weź, jak to trudno o dobrą? To co ja jem w tych kebabach, że to takie dobre i mówią, że to baranina? 😀

        • Nie wiem 🙂 Nigdy baraniny nie jadłem, a w „Grocie” nie sprzedają więc nie mam porównania, ale byłbym ostrożny 😀 Pozdrawiam!

  • Genialny pomysł na urozmaicenie grillowego menu. Przyznaję, że kiełbaski i karkówka ju trochę mi się przejadły. Zabieram sobie przepisy. 🙂

    • Bardzo się cieszę. Zabierz i rozpowszechniaj ku uciesze tłumu 😀 Teraz uważam, że grill bez mielonego jest jakiś niepełny… Bardzo się cieszę, że udało mi się przełamać hegemonię karkówki i zwyczajnej 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

  • Uwielbiam dobrze zrobione mięso mielone. Jak dla mnie podstawa to mnóstwo przypraw, a Ty użyłeś właśnie tych, które pasują mi najlepiej. Cudowne muszą być te szaszłyki <3

    • Są cudowne! Są wspaniałe i wyśmienite! Przepraszam, ale nie będę się rozpisywał gdyż od razu dostaje ślinotoku! Na samą myśl 😀 😀 Pozdrawiam serdecznie!

  • no i wreszcie rozwiązałem pewien problem. Problem co zrobić, żeby nie dostać ślinotoku podczas lektury Twoich kulinarnych opowieści. Otóż miałem śniadapki sztuk dwie. I wiesz co jest miarą Twoich zdolności kulinarno-przygodowych? Że zacząłem czuć smak mielonych na patyku. A w kanapce ser 😀 Znać rękę mistrza pióra i kuchni!

    • Dziękuję Pawle za miłe słowa 😀 Tak doskonale opisujesz swoje wrażenia, że aż mam ochotę przeczytać kolejny raz ten tekst 🙂 Bardzo się cieszę, że wywołał u Ciebie To uczucie 😀 Dzięki niemu mam cel i odczuwam sens 😀 Pozdrawiam serdecznie!

  • genialny pomysł, aż zrobiłam się głodna, jutro na obiad miałam robić mielone i z pewnością wykorzystam Twój przepis, dziękuję 🙂 pozdrawiam i zapraszam do nas https://siostrydajarade.blogspot.com/

    • Dziękuję! Bardzo się cieszę, że zainteresował Cię ten przepis. Mam nadzieję, że niezależnie od Twojej ostatecznej oceny, podzielisz się ze mną wrażeniami po jego zrealizowaniu. Będzie mi szalenie miło 😀 Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za zaproszenie! 🙂

  • Kat

    Okazuje się, że nawet zwykły mielony może być fascynujący 😉 Dzięki za super wpis!

    • Bardzo dziękuję za uznanie 🙂 Bardzo się cieszę, że mogłem podarować Ci tę chwilkę radości. Pozdrawiam Cię serdecznie!

  • Ale to musi smakować;) Ja uwielbiam mielone, więc dzięki za tą inspirację…ale człowiek jest ograniczony, że ja na to nie wpadłam:))

    • Bardzo, ale to bardzo mi miło 🙂 Przyznam, że ja lata całe żyłem w przekonaniu, że nic więcej nie da się z mielonego zrobić poza kotletem i sosem do makaronu. No może jeszcze pulpety i gołąbki. A tu okazuje się, że mielony, jak kanapka, łączy ludzi na całym świecie. 😀 Pozdrawiam!

  • Ula z prostoofinansach

    Znam podobne smaki. Moja córa wyszukuje przeróżne przepisy szczególnie azjatyckie bądź marokańskie. Kofty robiłam już nawet osobiście, tyle, że na patelni grillowej. Czas wypróbować podobne przepisy na grillu, skoro sezon grillowy rozpoczęty 🙂

    • Osobiście też uwielbiam te szaszłyki z patelni i piekarnika. Niestety te dwa elementy nie mają tego co ma grill… Przestrzeni, świeżego powietrza, szumu drzew, gwaru rozmów i kąśliwych uwag innych specjalistów od grillowania! 😀 Oczywiście tych co najmniej wiedzą, bo ja wiem wszystko 😛 Pozdrawiam i życzę smacznego!

  • Miałem okazję jeść podobne mielone na patyku dodatkowo z grilla i muszę przyznać – to jest naprawdę świetne danie i napisałem to ja – osoba która za mięsem nie przepada 😉

    • Wow! Jestem naprawdę pod wrażeniem! Twoje uznanie granicy z moim, wyrażonym dla wegańskich pasztetów 🙂 Musi być naprawdę smaczny, żebym wypowiedział się o nim w superlatywach 🙂 Dziękuję za komentarz i pozdrawiam Cię Adrianie bardzo serdecznie!

  • MImo że z mięska to ja kurczaka głównie lubie to Twoje kebaby #jadłabym 😀
    Przepis, przepisem ale to Twoje wpisy: dobór słów, rozterki, poszukiwania i dążenie do perfekcji jest tym co uwielbiam! :))
    ps. Powodzenia! Czy można Cię jakoś wspomóc głosem or sth w tym konkursie?
    pps. Artur- jak wstawić do wpisy zdjęcie z insta jak tutaj u Ciebie ? (jestem debilem technicznym 🙂

    • Hahaha, ja też. tzn ten debil techniczny. 😀
      Artur, świetny pomysł z tym konkursem. Trzymam kciuki. :*

      • Barbaro! Nie wyrażam zgody na używanie wobec siebie takich niekulturalnych określeń. Poproszę o edycje komentarza! 😛 Przeczytaj proszę komentarz powyżej. Mam nadzieję, że z instagramem pomogłem. Jakbyś miała jakieś wątpliwości, to służę pomocą :*

        • Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, komentarz edytowany. 😀
          Bardzo dziekuję za te wskazówki. Wydaje się to bardzo proste nawet dla takiego technicznego deb…ups :P… amatora jak ja. 😀 Dziękuję pięknie. :*

      • Hehe, no bo jak wiadomo że #bloggowesoulmates :*

    • Dziękuję :* Bardzo dziękuję 🙂 Okazuje się, że tak jak kebaby przygotowałem, intuicyjnie z myślą o Basi, tak kolejny wpis, przygotowałem z myślą o Tobie 😀 Uwielbiam te wspaniałe, magiczne zbiegi okoliczności 🙂 Twórcza inteligencja w czystej postaci! Konkursu chyba nie da się wspomagać. Nie wczytywałem się w regulamin 🙂 Ale w takim wypadku poświęcę chwilkę i sprawdzę.
      A z Instagramamen sprawa jest bardzo fajna. To się robi w kompie. Po wejściu na interesujący Cię profil (widok siatki, nie lista), wybierasz interesujące Cię zdjęcie. Klikasz w trzy kropki obok miejsca na komentarz. Pojawiają się opcje. Wybierasz „kod osadzania”. Kopiujesz kod, który się generuje (możesz odznaczyć ptaszek „dołącz opis”) i wklejasz ten kod w kod postu. Trzeba wybrać widok „tekstowy” w wordpressie lub „html” w bloggerze. Jak coś to pisz na priv 🙂 Pozdrawiam Cię serdecznie i ściskam!

      • Super! Bardzo dziękuję za pomoc 😀
        A z tym trafianiem w gusta- nie ma czegoś takiego jak przypadek! Ty po prostu trochę chyba nas już znasz 😀

  • mniam! mielone to zdecydowanie mój smak! 😉 P.S. Powodzenia w konkursie! 😉

    • Dziękuję serdecznie! Jak się uda to będzie mój praktycznie drugi wygrany konkurs w życiu 😀 😀 A jak się nie uda to bardzo fajna zabawa 😀 Pozdrawiam Cię serdecznie!

  • OJE-ZU!!
    Zdjęcie zdjęciem, ale opisujesz to w taki sposób, że pędzę poszukać gdzieś worka z węglem, bo chociaż majówkę spędziłem bezgrillowo, to teraz czuję niepowstrzymaną potrzebę podymienia trochę 🙂

    • Bardzo Ci Jacku dziękuję 🙂 Poczekaj może do weekendu. Kolejne pomysły już ujrzły światło dzienne, a kroją sie następne 😀 Może nie będziesz musiał dawkować sobie przyjemności 😀 Pozdrawiam Cię serdecznie!