Miejsce Pierwsze.

Do czego przydają się koleżanki z pracy? To złożone zagadnienie, wykraczające poza ramy tematyki bloga kulinarnego. Daleko. Zbyt daleko. Jednak rozpatrując tę kwestię w jego ramach, odpowiedź znacznie się upraszcza. To oczywiście wspólne gotowanie, wspólne jedzenie oraz, co mnie najbardziej interesuje, dzielenie się przepisami. Bezpieczna, najbezpieczniejsza z możliwych, forma współpracy.

Grillować podobno można wszystko, ale nie jestem zwolennikiem tej teorii. Moim zdaniem niektóre produkty spożywcze nie powinny przekraczać granicy rusztu. Mając na uwadze moje preferencje, lista jest długa. Na pierwszym jej miejscu są oczywiście owoce. Potem słodycze, warzywa i niektóre produkty nabiałowe. Uważam, że grill powinien być miejscem zarezerwowanym tylko i wyłącznie dla wszelkiego rodzaju mięs i kilku specjalnie wyselekcjonowanych dodatków. Czy jestem zacofany i żyję w mylnym przeświadczeniu? Okazuje się, że tak.

Reakcją na zupełnie nowe, nieznane mózgowi bodźce jest oczywiście sprzeciw. Wyraża się o na wiele sposób, ale zawsze ma jeden cel: zapewnienie bezpieczeństwa organizmowi. Stąd strach czy wstręt są jedynie sugestią mózgu, który daje do zrozumienia, że należy albo odpuścić, albo zmienić taktykę. Gdy kilka tygodni temu zapytałem koleżankę z pracy, co poleca na grill, jej odpowiedź wywołała we mnie wszystkie te emocje na raz. Dlaczego? Bo to co zaproponowała nie mieściło mi się w głowie. Wykroczyło daleko poza ramy mojego sposobu pojmowania jedzenia z grilla.

Przepis, z którego skorzystałem:

pierś z kurczaka
puszka ananasów w zalewie
śliwki
1 łyżeczka kurkumy lub curry

Pierś z kurczaka pokroić w kostkę. Odlać połowę zalewy z ananasów i wymieszać z pokrojonym kurczakiem i łyżeczką curry lub kurkumy. Odstawić kurczaka w marynacie na godzinę. Ananasa pokroić w kostkę równą kostkom kurczaka. Śliwki przeciąć na pół i pozbawić pestek. Przygotować szaszłyki nadziewając na zmianę kolejne składniki. Grillować, polewając od czasu do czasu pozostałą zalewą z ananasa.

Ilość śliwek jest uzależniona od ich wielkości, a przypraw można dowolnie zmieniać wedle upodobań.

Ciepłe owoce nie znajdują się zbyt wysoko w mojej hierarchii żywieniowej. Nie ma tam też połączenia syropów owocowych z wyrazistymi przyprawami. Mieszaniem owoców z mięsem niekiedy się zajmuję, ale to incydentalne przypadki. Nic więc dziwnego, że poczułem brak pewności, gdy usłyszałem przepis na tę potrawę. Zostałem w niej bezkompromisowo zaatakowany ze wszystkich kierunków jednocześnie! Mój mózg niczego już nie sugerował. Dał wyraźny sygnał do ucieczki. Przeładował magazynek i za pomocą impulsów w połączeniach nerwowych wywalił we mnie całą serię strachu, wstrętu we wszystkich możliwych odcieniach i konfiguracjach. Do momentu aż potrawa nie znalazła się na talerzu. Wstępnie nie na moim.

Na szczęście pierwszymi osobami, które spróbowały szaszłyki z kurczaka z ananasem, śliwką i kurkumą lub curry były zaproszone na urodziny mojej żony przyjaciółki, moja żona i mama. Ich reakcja nie była dla mnie zaskoczeniem. Zdziwiła mnie jej skala. Wszystkie po kolei, wliczając w to najbliższe mi osoby, piały wprost z zachwytu. Szaszłyki bez cebuli! -słyszałem z każdej strony. Genialne połączenie! – dodawały, wspominając o delikatności, soczystości, wyjątkowym aromacie i nietypowym ale doskonale harmonizującym zestawieniu smakowym. Pyszne! Chcę jeszcze! – superlatywom nie było końca.

Zachwytom było też końca, gdy zamiast kurkumy dodałem curry. Pomimo tego, że kurkuma nie wpływa znacząco na smak, a curry wręcz odwrotnie, oba te zestawienia cieszyły się identycznym uznaniem. Osobiście z dwojga złego wybrałem wersję z curry. Uwielbiam tą mieszankę i jako jedyny składnik dania był w stanie mnie do niego przekonać, gdyż, co podkreślam z całą stanowczością, fanem tych szaszłyków nie jestem do dziś.

Na szczęście nie ja się liczę i nie moje zdanie jest najważniejsze. Okazało się bowiem, że szaszłyki z kurczakiem, ananasem i śliwką już stały się naszym domowym hitem. Są doskonałą propozycją dla osób, które nie przepadają za tłustym, mięsnym rusztem. Są też doskonałym materiałem do dalszej obróbki. Można je podawać z każdym ulubionym sosem i każdym ulubionym dodatkiem. Doskonale smakują z sosem barbecue, pikantnym czy czosnkowym. Doskonale komponują się też z batatami, cukinią, a nawet pomidorami.

Połączenie owoców z mięsem, polanie ich syropem z orientalnymi przyprawami było i nadal jest na pierwszym miejscu. Zmieniła się tylko klasyfikacja. Nie są już na pierwszym miejscu potraw, które wywołują we mnie sprzeciw, ale na pierwszym miejscu potraw, których obecność sprawia mi radość. Gotując dla siebie, gotuję również z myślą o innych. Ogromną radość czuję, gdy uda mi się znaleźć przepis, który cieszy nie tylko mnie. Zdarza się to nieczęsto. Nie przejmuję się porażką, ale podwójnie ciesze się sukcesem. Zwłaszcza, gdy dotyczy to osób, które były, są i będę u mnie zawsze na pierwszym miejscu.

 

  • Szymon | pomensku

    Ja na słodko-słone, owocowo-mięsne i słodko-kwaśne nawróciłem się dopiero rok temu. Wcześniej byłem zacietrzewionym wyznawcą mięsno-słonego, czyli najbardziej oczywistej i najbardziej sztampowej mieszanki. Pizzę hawajską omijałem szerokim łukiem, na myśl o pieczeni z ananasem kiwałem głową, a dodanie limonki do ostrego mięsiwa nie mieściło mi się w głowie. Dziś wszamałbym takie szaszłyki z trzęsącymi się uszami 😉

    • Czytam, czytam i podpisuję się rekami i nogami. Jakbym sam to napisał 😛 Dzięki za komentarz. Podnosi mnie na duchu! 🙂

  • Cieszę się, że chociaż trochę, za sprawą innych, do tego połączenia się przekonałeś. Ja je bardzo lubię – myślę, że otwierają jakby kolejny level świadomości w gotowaniu (jeśli to ma sens :D). Nagle okazuje się, że można łączyć ze sobą rzeczy w sposób nieskończony, bardzo nietypowy i wszystko może dobrze smakować. Osobiście lubię chyba najbardziej pierś z kurczaka z… Pomarańczami 😉

    Narobiłeś smaka. Mam teraz straszną ochotę na grillowane warzywa na kolację, a lodówka świeci pustkami 🙁

    • Pomarańczami powiadasz? To tak jak kaczka z mandarynkami podobno jest niesamowita. Ja jadłem tylko z jabłkiem i wolę bez. Okazuje się, że nie każdy owoc każdemu mięsu jest pisany 🙂 Pozdrawiam!

  • Kasia Motyka Kocikowa Dolina

    Bardzo lubię takie kombinacje i chętnie eksperymentuję ze smakami, oczywiście tylko wtedy, gdy moja wyobraźnia (bo tak nazywam te sygnały) podpowiada że to będzie uczta….
    Świetny przepis, brawo 🙂

    • Dziękuję serdecznie! Przekaże podziękowania koleżance 🙂 Pozdrawiam!

  • Artur, za każdym razem jak do Ciebie zaglądam robię się taka głodna. Pewnie nie raz to słyszałeś, ale ważniejsze jest to, że powodujesz, że mam ochotę spróbować czegoś nowego. Kiedyś byłam do luftu kucharką, teraz lubię eksperymentować i próbować nowych rzeczy. Uwielbiam zbierać przepisy i mam dla Ciebie pomysł-wyzwanie. Nie myślałeś o tym, żeby stworzyć e-book z przepisami z podziałem np. na słodkie, grillowane, sałatki etc.? Co Ty na to? Jestem pewna, że spotkałoby się to z dużym zainteresowaniem.

    • U! To poważne wyzwanie, ale do ogarnięcia. Zacznę o tym myśleć 🙂 Dziękuję za pomysł. W końcu już ponad setka tego się zebrała. Widzę, że to wypala i działa u innych. W końcu można uczyć się nie tylko na własnych… sukcesach 🙂 Ściskam! 🙂

      • Dokładnie tak. Wiem jak ciężko jest ogarnąć to wszystko czasowo, sama mam z tym duży problem, bo pomysłów wiele i brak czasu na ich realizację, ale może kiedyś pomalutku, powolutku. Tak powoli, po prostu 😉

  • ja bym nie reagowała takim wstrętem, bo lubiłam zawsze połączenie owoców i mięsa. Ale gusta są różne. Ciekawa jestem jak smakuje taki ananas z grilla i te śliweczki… mmm ,już mi ślinka cieknie. A wymiana przepisów w pracy to bardzo ważny, z socjologicznego punktu widzenia, aspekt stosunków służbowych.

    • Ale ładnie to ujęłaś 🙂 W moim przypadku rozmowy kulinarne to czasem jedyne koło ratunkowe 😛 A tak na poważnie temat żywienia zbliża, zwłaszcza w takim wypadku jak ten. Czyli wtedy, gdy przepis wejdzie w życie. Wiele razy już słyszałem „muszę zrobić”. No i na tym się kończyło. I taki niesmak pozostaje 😛 Jak po wizycie nielubianej cioci 😀 Pozdrawiam!

  • Okiem i Dłońmi Blog Kulinarny

    Ze świeżym ananasem byłyby równie pyszne 🙂 i bez zalewy z ananasów 😉 Ale to nasza obsesja eliminacji cukru dodanego pod każdą postacią. Super pomysł, bo lubimy połączenie mięsa i owoców. 🙂

    • Ze świeżym ananasem to na pewno będzie pyszniejsze 🙂 A zalewę można spokojnie pominąć. W końcu to tylko dodatek. Najważniejsze są połączenia owoców z mięsem. Boczuś robi podobno dobra robotę 🙂 Pozdrawiam!