Męski Sernik.

12317708_642506732555353_966813082_n

Parafrazując powiedzenie, że mężczyzna nie choruje tylko walczy o przetrwanie, mężczyzna nie robi sernika, mężczyzna go wytwarza. Produkuje. Podejmuje się wykonania zadania, wyznacza cel i zamierza osiągnąć sukces, przechodzi przez proces twórczy i zabiera się do roboty.

Zanim mężczyzna zabierze się jednak do roboty musi wszystko starannie przygotować. Zdybać sposób, elementy składowe, narzędzia. Poświęcić temu odpowiednią ilość czasu oraz energii, wykazać się należytym zaangażowaniem, pokonać trudności… Jednym słowem zdobyć wszystko co niezbędne. W przypadku normalnych czynności, takich jak prace remontowo-budowlane, mechanika samochodowa czy obsługa platform wiertniczych, mężczyzna instynktownie porusza się w gąszczu przeciwności i z precyzją łowcy podejmuje decyzje. W przypadku wypieków domowych jest zupełnie inaczej. Mężczyzna porusza się bowiem po terenie mu nieznanym, zupełnie obcym. Tym, od którego zawsze stronił.

W pierwszej kolejności, by nie utracić orientacji, musi więc zdobyć element przewodni. Coś co jest mu zupełnie obce, gdyż w jego naturze nigdy nie leżało pytanie o drogę. Pewien określony sposób postępowania, instrukcję montażu i obsługi, tutorial, wzór, know-how. Coś co pozwoli mu zrealizować cel bez błądzenia po omacku. Coś co nie będzie jednak zbyt łatwo zdobytym, zwykłym przepisem. W wykonaniu mężczyzny bowiem zwykła codzienna czynność musi zawierać choćby posmak karkołomnej przygody, a słowo przepis nie funkcjonuje na kartach jego słownika czynnego. Nie wchodzi więc w grę wertowanie książek kucharskich czy witryn internetowych. Zasięganie języka u bliskich lub dalszych krewnych też jest zbyt pospolite. Natomiast wykonanie telefonu do siostry mieszkającej w miejscu odległym o kilka tysięcy kilometrów, w pełni zaspokaja ambicje mężczyzny. Będzie mógł na zakończenie z satysfakcją oznajmiać, że wzorzec pochodzi z Wielkiej Brytanii. Bez znaczenia jest fakt, ze siostra wyjechała tam zaledwie rok temu, a swoje serniki robi na podstawie przepisu cioci z Wielkopolski.

Mężczyzna wykonuje więc telefon i zdobywa taki oto tutorial:

Masa:
1,5 kg sera
2 śmietany kremówki (2 x 250 ml)
olejek cytrynowy (około połowy jednej fiolki)
8 jajek
2 budynie waniliowe (bez cukru)
2 szklanki cukru pudru
rodzynki i skorka pomarańczową

Spód:
2 szklanki maki tortowej
2 jajka
0,5 kostki margaryny
2 łyżeczki proszku do pieczenia
0,5 szklanki cukru pudru

Ser kilkakrotnie zmielić. Żółtka utrzeć z 1,5 szklanki cukru. Partiami dodawać ser, wsypać budyń oraz wlać olejek cytrynowy. Czystymi widełkami ubić kremówki i dodać do masy. Białka ubić na pianę z połową szklanki cukru pudru i dodać do masy. Rodzynki przed dodaniem do ciasta zamoczyć w gorącej wodzie, a później odsączyć, np. wycisnąć w papier kuchenny i obtoczyć w mące. W mące otoczyć też skórkę pomarańczową. Wyrobić wszystkie składniki na spód. Można je ubić mikserem. Wyłożyć blachę papierem do pieczenia. Włożyć spód i wlać masę. Piec w temp. 170 stopni, nie dłużej niż 50 min. Wyłączyć piekarnik, ale sernik zostawić w środku na ok. 10 minut. Po wyjęciu objechać nożem dookoła blachy. Sernik ostygnie wtedy równomiernie, zachowując równy kształt.

Już pobieżna analiza instrukcji wykonania sernika, sugeruje, że nadrzędną rzeczą w jaką należy zaopatrzyć się jest ser. Można go zdobyć na wiele sposobów. Kupić gotowy, przygotowany specjalnie do zrobienia sernika. To nie męskie i zbyt łatwe. Można ser kupić i samodzielnie go zmielić tak by nadawał się do zrobienia sernika. To również mało ekscytujące. Można wreszcie samemu zrobić ser, przemielić go i użyć do sernika. Dopiero to rozwiązanie wydaje się być sensowne. Można by było do niego dołożyć jeszcze zdobycie krowy, jej wykarmienie, wydojenie i wykonanie sera z mleka pozyskanego w ten sposób, ale mężczyzna kieruje się w życiu nie tylko ambicją, ale również zdrowym rozsądkiem i zna pewne granice.

Jeżeli mężczyzna nie wie, lub nie umie przemieniać mleko w ser, może skorzystać oczywiście z doświadczenia innego mężczyzny, który taki ser wykonał własnoręcznie. W wyniku czasochłonnych poszukiwań udaje się znaleźć kogoś, kto już tego dokonał i nie poniósł klęski. Mało tego. Skrupulatnie opisał cały proces i zobrazował go zdjęciami. Nie będzie więc niczym wstydliwym gdy skorzysta z pracy kogoś bardziej doświadczonego. Wręcz odwrotnie. Ma to głęboki sens. Gdyby tego nie zrobił,  to tak jakby próbował przebić się przez gęstwinę, która prowadzi obok ścieżki wydeptanej przez innego mężczyznę. A to nie ma zupełnie sensu. To strata czasu i energii. Poza tym ten sposób postępowania nie ma nic wspólnego z proszeniem o pomoc, której przecież mężczyzna nie potrzebuje. To nawiązywanie współpracy. Owocem tej współpracy jest oczywiście wykonanie sera. Podziękowania są zbędne. Zamiast nich mężczyzna wyraża pozytywną ocenę uzyskanych efektów.

Mężczyzna uzyskał ser postępując w ten oto sposób:

8 litrów mleka pełnotłustego
podpuszczka

Mleko należy podgrzać do temperatury 37 stopni. Odmierzyć wskazaną przez producenta ilość podpuszczki, wymieszać ją z odrobina letniej wody i dodać do mleka. Całość należy dokładnie mieszać przez kilka minut. Mleko odstawić na około 30 minut, do momentu aż wytworzy się skrzep. Pokroić go pionowo ostrym i długim nożem w kostkę o bokach około 0.5 cm, a następnie na ukos, tak by pociąć słupki. Odstawić całość na około 30 minut, tak by skrzep oddzielił się od serwatki. Całość można jeszcze podgrzać, nieustannie mieszać. Następnie łyżką cedzakową wyjąć skrzep na sitko wyłożone gazę i pozostawić do ocieknięcia.

Ser na sernik można uzyskać stosując zamiast podpuszczki sok z cytryny. Pół cytryny na litr mleka. Pozostałe czynności bez zmian.

Mleko nie musi pochodzić prosto do krowy. Do tego sera nadaje się pełnotłuste, którego temperatura pasteryzacji nie przekroczyła 74 stopni. Czasami producenci podają te informację na opakowaniu. Na pewno doskonale nadaje się mleko pakowane w folię. Mleko UHT jest zupełnie bezużyteczne.

Zaopatrzony wreszcie w zbiór systemów postępowania może przystępować do dalszych czynności. Zdobycie elementów składowych sernika nie wymaga niestety żadnych poświeceń. Ten etap pracy mężczyzn więc przemilcza. Kompletuje produkty po prostu w jednym miejscu i wykonując czynności zgodnie z instrukcjami przechodzi do ostatecznego etapu pracy. Wykonanie sera nie sprawia mu żadnych trudności. Podobne robił wielokrotnie. Jego własne doświadczenia są mu więc pomocne. Poza tym opiera się na opisie pracy innego mężczyzny, co nie wywołuje w nim żadnych wewnętrznych konfliktów. Po kilkudziesięciu minutach ser jest gotowy i czeka na dalszą obróbkę. Tu pojawia się chwilowe wahanie, gdyż dalszą pracę mężczyzna musi oprzeć na przepisie otrzymanym nie od innego mężczyzny. Zgrzyt, pomieszanie emocji i myśl rozstrzygając: cel uświęca środki.

Na tym etapie nie ma jednak już odwrotu. Dalsze czynności pamięta jak przez mgłę… Rozbijanie jajek, bicie piany, ubijanie śmietany, tarcie żółtek, warkot miksera. Składniki łączą się w określonej kolejności, zmieniają konsystencje, kolor. Stają się masą o niezwykłym aromacie, spodem o doskonałej strukturze. Lądują w wyłożonej papierem blasze i zanurzają w nagrzanym do 170 stopni piekarniku. 50 minut oczekiwania. Krótka konsultacja z żoną na temat działania tego urządzenia i wreszcie… Niewielki niepokój i minimalne przyspieszenie rytmu serca nikną w chwili, w której z kuchni, oprócz sygnału minutnika, dobiega głos zachwyconej żony – Kotek! Ale piękny sernik wyszedł! Niczego więcej mężczyzna już nie potrzebował. Cel został osiągnięty.

Życie mężczyzny opiera się na kilku prostych zasadach. jedną z nich jest zasada ograniczonego błędu. Głosi ona, że jeżeli mężczyzna popełnił błąd lub się pomylił, to znaczy, że żartował. Żartem okazało się więc przeoczenie w serniku rodzynków i skórek pomarańczy. Bez nich przecież sernik jest smaczniejszy i doskonalszy. Z nimi być może nie. Tego już rozstrzygnąć nie można. I w zasadzie nie ma po co. Zadowolenie żony, która z tego właśnie powodu unika serników, napełnia mężczyznę dodatkową porcją samozachwytu i wywołuje grymas kontrolowanego entuzjazmu na jego twarzy. Przecież wszystko było od początku do końca zaplanowane. Przecież wiedział.

Sernik wyszedł wyśmienity. Nie za słodki. Jak na standardy cukiernicze – półwytrawny. Brak rodzynek i skórki pomarańczy spowodował, że dominującym smakiem była masa. Cytrunowo-waniliowa puszystość. Delikatne grudki sera to detal, który wymaga poprawienia. Trzykrotne mielenie ser to jednak za mało.

Proces wykonania sera na sernik znaleziony na blogu serowar.pl.

  • Kotek!! Pyszny ten sernik 😀

  • Własny serek! Szacunek:D ten wyprodukowany sernik to musi smakować…. ;p

    • Dziękuję pięknie 😀 To bardzo miłe z Twojej strony. A sernik… wszyscy, którzy próbowali twierdzą, że pyszny 😀 Myślę, że to kwestia przepisu ale nie będę się kłócił 😀 Pozdrawiam!

  • Buehehe!! Artur tekst po prostu świetny! Piszesz tak dobrze i ciekawie o żarciu jak Bookworm on the run o bieganiu. Faceci chyba po prostu sa dobrzy w te blogowe klocki 😉
    Co do sernika- ja akurat nie znoszę rodzynek i skórki wiec dla mnie wyszło idealnie. No i szacun za własną produkcje sera! 🙂

    • Będę teraz szczery aż po uszy… BAAAARDZO mi miło! Dziękuję 🙂 Znów z całego serca!

      • Zupełnie nie ma za co- piszę co myśle 🙂

  • Ambitnie.. chylę czoła 🙂

    • Dziękuję serdecznie! Nie mi się należą brawa! To moje piękne i mądre Panie są prawdziwymi gwiazdami tego widowiska. Ja… rzemieślnik, który skrzętnie wykonał pracę pod okiem mistrza. Lub mistrzyń 🙂

  • Przy opisie działań bohatera wpisu – bezimiennego mężczyzny jakich na świecie wielu – czuję, że stopień mojego zaawansowania w robieniu serników sięga stopnia dżdżownicy. Sernik bowiem robiłam raz, na swoją osiemnastkę, na dodatek była to wersja na zimno, do której potrzebowałam serków homogenizowanych, galaretek, żelatyny, biszkoptów i chyba brzoskwiń z puszki. No cóż, przynajmniej nikt się nie skarżył, że niedobry.

    • Cóż mogę napisać. Sukces tego sernika nie ma wielu ojców tylko kilka matek. A ja w tym układzie byłem jedynie wykonawcą mądrości ogółu. Nic by mnie zrobił gdyby nie doświadczenie moich kochanych dam. Stąd pomysł na taki autoironiczny wpis 😀 Tak naprawdę to miarą męskości jest według mnie nie samowystarczalność ale umiejętność współistnienia. A to, z moją nadmuchaną dumą niekiedy bardzo trudne 🙂

  • Zabiłbym za dobry sernik. Dosłownie.

    • Ciekawa deklaracja 🙂 Proponuję może najpierw przekonać 😀

  • Jesteś niesamowity:) Podbieram patent i od dzisiaj namawiam męża do produkcji ciast:)

    • Dziękuję 🙂 🙂 Jeszcze rok temu namówienie mnie do zrobienia jakiegokolwiek ciasta graniczyło z cudem. Natomiast jak dołożyłem sobie do tego „męską” otoczkę, to sprawa wygląda zupełnie inaczej! Bo na przykład do muffinek jakoś mnie nie ciągnie 😀 No chyba, że z boczkiem i pleśniowym serem 🙂

  • Kulinarna Fuzja

    genialny ! I sernik i ten Twój męski wpis 😀

    • Dziękuję serdecznie 🙂 🙂 Sernik lepszy niż najtrafniejsze słowa, które go opisują 🙂

  • Hm.. na IG widziałam ten ser i zaczęłam zazdrościć. Uwielbiam serniki, każdy na ciepło, zimno, gotowany… wszystko co z serem. Naprawdę cie podziwiam, że tobie się chce to wszystko robić od podstaw – kocham jeść takie swojskie produkty, ale lubię wyjść z kuchni przed północą 😉 Ciekawe czy dożyję czasów, kiedy mój mąż zapoda mi sernik ?:)

    P.S Póki co u nas placek dyniowo-bananowy do kawki 🙂

    • Dyniowo-bananowy!!! To musi być wspaniały placek. Ok. Podejmuje wyzwanie i w wolnej chwili wyhoduję dynie i bananowce, żeby zrobić ultrameską wersję tego placka 🙂 Z maczetą w zębach 😀

      • Ha ha 😀 no to 3mam cię za słowo, Internety mi świadkiem 😉

  • marzena

    Jejciu ale cudowny sernik. No moje gratulację jest wspaniały 🙂 mistrz wypieków 🙂

    • Brawa i gratulacje, jak już pisałem, nalezą się tylko i wyłącznie moim damom 🙂 Dziękuję w ich imieniu! 😀

  • Sernik na pewno mistrzowski, ale SER, własnoręcznie zrobiony, to jest taka delicja, że nie wiem, czy dałabym radę jeszcze zrobić z niego sernik, czy oszamałabym cały ze szczypiorkiem… Od razu kojarzy mi się lato na działce i mleko od krowy, cudownie tłuste i nieskażone nowoczesnymi procesami technologicznymi 😀

    • Co prawda to prawda 🙂 Na szczęście zrobienie tego serka jest banalnie proste. Raz do sernika, dziesięć razy do miseczki ze szczypiorkiem. Zwłaszcza, że naprawdę nie trzeba mleka prosto od krowy. Oczywiście takie jest zdrowsze, ale czasami zbyt kosztowne i trudne do zdobycia Dziękuję i pozdrawiam!

  • Już sam przepis został podany z takim polotem i finezją, że o rezultat końcowy w postaci sernika nie ma się co obawiać;)

    • Absolutnie! Przepis jest sprawdzony z dwóch źródeł. Ostatnio okazało się, że mała łódzka restauracja robi sernik według tego samego przepisu 🙂 Cieszy się bardzo dużym powodzeniem! Pozdrawiam!

  • Arturze, kiedy Ciebie czytam, to muszę jakieś chlapacze instalować, bo mam taki ślinotok, że grozi mi kolejna edycja powodzi tysiąclecia we Wrocławiu. Zastanawiam się tylko, czy mój własnoręcznie zrobiony ser dotrwałby do sernika, którego przecież mi nie wolno, bo dieta i takie tam… Tym bardziej, że rzodkiewka, szczypiorek… Ciężka sprawa…

    • Hahaha 🙂 Dziękuję 😀 Powodzi z 1997 nikt tu jeszcze nie przywoływał jako przykładu działania tekstu 😀 Dzięki wielkie. A co do sera, to po prostu zrób potrójna porcję: na rzodkiewki, na sernik i na wszelki wypadek 😛 Pozdrawiam!

  • Może Cię teraz zaskoczę, ale kilka razy w życiu zrobiłam sama ser. 🙂 To były czasy kiedy moje dzieci były małe, a u mnie na wsi można było kupić krowie mleko. Dawno. 🙂 Takie mleko świetnie nadawało się na zsiadłe. A że mieliśmy stałego dostawcę i brało się mleko codziennie, (w bańce, ach, wspomnienia ożyły) 🙂 nie dało się zużyć wszystkiego i z tego zsiadłego mleka robiliśmy ser. Zsiadle mleko podgrzewalismy na małym ogniu, mleko łączyło się w grudy, a potem je odcedzaliśmy, na sitku, a czasami bardziej profesjonalnie bo w pieluszce tetrowej lub gazie. Ja oczywiście szłam na łatwiznę i korzystałam z sitka. 🙂
    A tu podpuszczka. Gdzie to można kupić i jak to wygląda? 🙂
    W serniku skórkę bym pominęła, rodzynki mogą być. A do czytania zaopatrzyłam się w ciastki. 🙂

    • No to masz sprawność Serowara! Super 🙂 Podpouszczkę oczywiście w siec bez problemu dostaniesz, a cały myk polega na tym, że z zsiadłego mleka wychodzi twarożek. Ser kwaśny. A jak dodasz do mleka podpuszczki to przyspiesza ten sam proces, tylko mleko nie zdąży skwaśnieć i ser wychodzi słodki 🙂 Można go dowolnie formować: solić, przyprawiać, dodawać kultury bakterii i pozastawiać do dojrzewania. Cuda wianki 🙂 Zabawa jest niesamowita. Polecam Ci lekturę tego bloga http://wposzukiwaniuslowlife.blogspot.com/ Ściskam!

      • Człowiek się całe życie uczy. 🙂 Podpuszczka – fajna nazwa. Podpuszcza mleko a to niechcący staje się serem. 🙂 Jak ją dorwę to przetestuję. A na poleconego bloga zajrzę chętnie. Dziękuję.