Meisterwerk.

13391083_1203540929677505_557378699_n

Jest taka bajka o biednym rzemieślniku, który w magicznych okolicznościach staje się posiadaczem niewyobrażalnej fortuny. Może dosłownie wszystko. Poza jednym. Nie może się tym skarbem podzielić. Konsekwencją za złamanie zakazu jest utrata majątku. Bieda. Stałem się ostatnio posiadaczem skarbu. Przepisu na przepyszne ciasto. Przepisu, z którym mogę zrobić prawie wszystko. Poza jednym. Nie mogę się nim z nikim podzielić.

Moje pierwsze w życiu brownie było zrobione właśnie według tego przepisu. Zachwyciło mnie. Było pyszne. Intensywnie czekoladowe. Niezapomniane. Gdy po kilku latach miałem okazję zostać poczęstowany nim po raz drugi, oczekiwałem na ten moment w napięciu. Wiedziałem, że znów doświadczę kontaktu z niezwykłej jakości wypiekiem. Teraz, gdy jem je po raz trzeci nie mam już żadnych wątpliwości, że jest to ciasto wyjątkowe pod każdym względem. Tak samo wypełnione po brzegi smakiem, o idealnej wręcz konsystencji, odurzającym zapachu. Zrobiłem je tym razem sam. Na podstawie tego samego, autorskiego przepisu. Receptury, która została mi podarowana w zaufaniu.

Autorka przepisu jest właścicielką firmy cukierniczej. O lat zajmuje się wytwarzaniem oryginalnych wyrobów, różniących się pod każdym względem od produkcji masowej. Nie robi wagonów pączków, ciężarówek drożdżówek czy worków chrustów. Nawet jeżeli piecze dwieście muffinek, to są one nadal niepowtarzalnie indywidualne, dopasowane do konkretnego zamówienia. Jej zajęcie to praca mistrza cukiernictwa, który traktuje ją jako efekt pasji. Dlatego, gdy poprosiłem ją o przepis na brownie, od razu zadałem pytanie, czy jest to w ogóle możliwe. Przeczuwałem, że jest ona jego autorką. Domyśliłem się, że nie ma zamiaru go udostępniać. Miałem nadzieję, że nawet jeżeli na ścisłe określonych warunkach, ale zostanę nim obdarowany. Przeczucie mnie nie myliło. Zanim przepis otrzymałem zostałem poproszony o zachowanie w tajemnicy jego treści. Zastrzeżenie to w ogóle mnie nie zdziwiło. Wręcz odwrotnie. Obdarzanie mnie tak ogromnym zaufaniem uznałem za zaszczyt. Moim jedynym zadaniem jest teraz tego zaufania nie zawieść.

Wbrew dręczącemu mnie pragnieniu poklasku i aprobaty nie ma zamiaru złamać danego słowa. Przyjęcie tego przepisu wiąże się bowiem z odpowiedzialnością. Jest nią oczywiście kwestia szacunku do wysiłku i pracy jego autorki. Moje ambicje nie mają w tym wypadku żadnego znaczenia. Chwilowa uległość wobec osobistych aspiracji nie jest warta utraty zaufania. W końcu to nie jest tylko przepis. To dzieło. Ściśle określony układ elementów, skomponowanych w określonych proporcjach, poddanych działaniu określonych czynności w określonym czasie. Jego skomponowanie kosztowało autorkę czas, uwagę, emocje, zmusiło do podejmowania kolejnych prób, pracowania nad urzeczywistnieniem określonej wizji. Złamanie danego słowa, przekazanie przepisu dalej, bez wyraźnej zgody autorki, byłoby niczym innym jak tylko kradzieżą.

Teraz kilka faktów. Brownie jest niezwykle prostym i bardzo popularnym ciastem. Znane jest od ponad stu lat. Pierwsze wzmianki na jego temat sięgają początków XX wieku: Pierwsze opublikowane przepisy na brownie pochodzą z 1904. (https://pl.wikipedia.org/wiki/Brownie). Należy się więc domyślać, że znane i pieczone było znacznie wcześniej. Ciasto to jest wyrobem cukierniczym, którego rodowód wiąże się ściśle ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki Północnej. Tam powstało, tam zyskało ogromną popularność i stamtąd powędrowało w świat. Sukcesem tego niezbyt okazałego wyrobu jest prostota jego wykonania, dostępność tanich i niewyszukanych składników oraz wyjątkowa głębia jego smaku i aromatu. Ciasto to bowiem przygotowuje się z (…) gorzkiej czekolady, jajek, cukru, masła i niewielkiej ilości mąki. Z których nadrzędną role odgrywa właśnie gorzka czekolada.

Powstaje w tym momencie pytanie, skoro brownie jest taki nieskomplikowane, tak niewyszukane, i jednocześnie tak popularne, to czym więc ciasto mojej znajomej rożni się od setek, a może nawet tysięcy innych? Odpowiedź jest tak prosta jak jego skład. Jest wyśmienite. Tak proste i tak popularne ciasto ma niezliczoną ilość przepisów, które oparte są na niezliczonej ilości kombinacji jego głównych składników. Gdy rozpocząłem szukanie przepisu na własną rękę szybko zagubiłem się w ich gąszczu. Zawłaszcza, że wiele jego odmian opiera się na dodatkowych składankach, takich jak orzechy czy modyfikacjach składu. Pojawiają się odmiany fasolowe, buraczane, jaglane. Mnie interesował najprostszy możliwy i jednocześnie najbardziej zbliżony do oryginału przekaz. Dlatego zwróciłem się  pomoc do samego źródła. Aktywnie pracującego cukiernika, mistrza w swoim fachu, którego praca jest jednocześnie jego pasją. Autorki przepisu na brownie, które znałem i obdarzyłem uwielbieniem.

Teraz, gdy znam już sekret ciasta mojej znajomej mogę bez wątpliwości, że złamię dane słowo podać przepis, który nie jest jej autorstwa, ale który jest do niego bardzo zbliżony. Ogólnie dostępna receptura przypomina pod wieloma względami tą, na podstawie której ja robiłem brownie, różni się jednak ona w kilku szczegółach. Nie wiem czy detale te mają znaczący wpływ na ostateczny efekt. Ufam jednak doświadczeniu i wiedzy mojej znajomej. Wierzę, że zanim stworzyła swoją recepturę, pracowała z wieloma innymi i nie bez powodu pragnie, by tajemnica jej wypieku pozostała jej własnością.

Przepis na brownie:

200 g masła
300 g gorzkiej czekolady
3 jajka
270 g cukru
135 g mąki
szczypta soli

Piekarnik nagrzać do 160 stopni C. Przygotować małą prostokątną foremkę o wymiarach 21 cm x 28 cm. Posmarować ją tłuszczem i wyłożyć papierem do pieczenia. Masło włożyć do rondelka i na minimalnym ogniu roztopić. Dodać 2 gorzkie czekolady (200 g) połamane na kosteczki i cały czas mieszając roztopić, odstawić z ognia. W oddzielnej misce rozmiksować lub wymieszać rózgą jajka z cukrem. Dodać do nich roztopioną czekoladę z masłem i zmiksować lub wymieszać rózgą na gładką masę. Dodać mąkę, sól oraz wanilię i grubo posiekane orzechy jeśli ich używamy, zmiksować na jednolite ciasto. Wyłożyć do przygotowanej blaszki, wyrównać powierzchnię. Resztę czekolady (100 g) zetrzeć na tarce lub posiekać w kosteczkę i posypać po wierzchu ciasta. Wstawić do piekarnika i piec przez ok. 35 minut, aż ciasto lekko urośnie. Po upieczeniu i ostudzeniu pokroić na małe kawałeczki.

Przepis znalazłem na blogu Kwestia Smaku, we wpisie Brownie.

Tak przygotowane brownie można podawać samo lub z ulubionymi dodatkami. Mogą to być lody, owoce, syropy lub musy owocowe. Ja uwielbiam te ostatnie. Zwłaszcza zrobione ze świeżych truskawek.

300-350 g truskawek
100 g wody
3 łyżki cukru
1 łyżka skrobi ziemniaczanej

Z przygotowanej wody odlać 3-4 łyżki i wymieszać ją z mąką, resztę wody zagotować z cukrem. Do wrzątku dodać truskawki i gotować około 15 minut na dużym ogniu do czasu aż truskawki się rozpadną i płyn zgęstnieje. Pod koniec wlać wodę z mąką ziemniaczaną, dokładnie wymieszać i zdjąć z ognia.

Przepis znalazłem na blogu Kuchnia Nastrojowa.

Przepisy podobne do tego, który przedstawiłem oraz do tego, który otrzymałem od znajomej wypełniają internet po brzegi. Jest ich mnóstwo. Znajdują się one również w książkach kucharskich, czasopismach, prywatnych notatnikach czy pamięci niezliczonej ilości kucharek. Być może znajdują się wśród nich takie, dzięki którym można zrobić jeszcze smaczniejsze i jeszcze bardzie aromatyczne brownie. Tego nie wiem i nigdy się nie dowiem. Aby to sprawdzić musiałbym poświęcić zbyt dużo czasu i energii. Zwłaszcza, że osobiście znam osobę, która zapewne zrobiła to już za mnie, posuwając się nawet o krok dalej. Sporządziła swój własny, niepowtarzalny i wyjątkowy przepis. Dlatego nie tylko końcowy efekt jest w moich oczach godny uznania. Godne najwyższego szacunku jest dla mnie poszukiwanie ideału. Oparta na pasji praca, której celem jest osiągnięcie doskonałości lub przynajmniej zbliżenie się do niej. Praca, której nie sposób już w takim kontekście tak nazywać. To proces twórczy. Zwłaszcza, że jego przedmiotem jest proste i popularne, wykonane z prostych i popularnych składników ciasto, którego zrobienie nie wymaga żadnej specjalistycznej wiedzy, wyjątkowego doświadczenia czy narzędzi.

Obdarowany tym wyjątkowym przepisem czułem się początkowo jak biedak z bajki. Teraz już wiem, że jest zupełnie inaczej. Nie otrzymałem skarbu, którym nie mogę się z nikim podzielić. Otrzymałem przecież wiedzę i doświadczenie osoby, która w moich oczach jest mistrzem w swoim fachu. Wraz z tymi kilkoma linijkami tekstu podarowała mi swoją świadomość oraz umiejętność. Umiejętność oceny innych tego typu ciast, przepisów na nie oraz umiejętność jego wykonania. A tym przecież podzielić się mogę. Chociażby poprzez robienie go dla moich bliskich.

  • Piękny tekst. Najsmaczniejsze w tym jest to, że wstęp przygotował mnie do tego, że to będzie przepis bez przepisu. Że próżno będzie czekać na listę składników i proporcji. Przyjąłem to z uśmiechem, bo chciałem dać się poprowadzić Twojej balladzie o niezrównanym smaku. I nie zawiodłem się a jeszcze okazało się, że „koniec wieńczy dzieło” czyli jednak przepis jest. Taki akurat dla mnie – amatora wyrobów cukierniczych – też lubię odkrywać tajemnice smaku, bardzo jedna lubię gdy tymi tajemnicami pozostają. Czasem ważne jest to, co jest ukryte a nie na scenie w blasku jupiterów 🙂 Pozdrawiam!

    • Myślałam dokładnie tak samo. 🙂 Przepis bez przepisu. 🙂 Zwłaszcza, że już raz pojawił się wpis z przepisem na makaron a przepisu dokładnego nie było. 😛

      • Po fali hejtu, która mnie ostatnio zalała nie umiałem się podnieść przez kilka dni. Dlatego wolałem nie prowokować kolejnej 😛 😀 Pozdrawiam!

        • Hmmm, przegapiłam koci dzień lizania tyłka, może mogłabym Ci jakoś pomóc w ten sposób. 😀 No nic, grunt, że się podniosłeś. 😀

    • Pozdrawiam i dziękuję :)) Nie mogłem już tym razem nie podać przepisu w ogóle. Bardzo mnie korciło, żeby pójść na łatwiznę. Musiałem jednak się trochę bardziej postarać i poszukać taki, który byłby najbardziej zbliżony. To uratowało sytuację. A z tajemnica to tak właśnie jest, że dopóki jest nieodkryta ma wyjątkowy smak 🙂

  • Zdecydowanie to zaszczyt ze powierzyła Ci ten przepis i zaufała!
    A co do brownie: wyjdzie z białej czekolady?:)

    • Dziękuję :* Bardzo dziękuję 🙂 A co do białej czekolady to nie wiem. Nie robiłem. Ale wtedy to już na pewno nie będzie brownie 🙂 Cały smak tego ciasta opiera się na ciemnej, gorzkiej czekoladzie. Poszukam i pewnie zrobię, ale raczej z ciekawości 🙂 Pozdrawiam!

      • Jakbyś się natknął na przepis z białą to koniecznie daj znać! 😀

  • Jesteś wyjątkowy, dlatego zupełnie nie dziwi mnie fakt, iż zostałeś obdarowany sekretnym przepisem. Uwielbiam takie cista, po prostu uwielbiam. Niestety to prawdziwa bomba kaloryczna, dlatego wystrzegam się niczym diabeł święconej wody:)

    • Dziękuję Justyna! Bardzo mi miło 🙂 Twoje słowa sprawiają mi ogromną radość. To prawda, że brownie jest strasznie kaloryczne, ale na szczęście znika bardzo szybko więc wyrzuty sumienia też trwają krótko 😛 Ale kto tu mówi o wyrzutach! Przecież kawałek, czy dwa, czy cztery to nie grzech 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

  • Czy to ciasto udaje się zawsze? Bo jest bardzo zachęcające. 🙂 Ja się wcale nie dziwię, że ludzie mają do Ciebie zaufanie i powierzają Ci tajemnice. Wcale się nie dziwię. 🙂

    • Dziękuję Basiu! Bardzo to miłe z Twojej strony. Doświadczenie nauczyło mnie pokory wobec decyzji innych osób. Teraz to dla mnie oczywiste, że taka prośba jest jak zapis w umowie. Jej złamanie musi się wiązać z jakimiś konsekwencjami. Nawet jeżeli będzie to „tylko” moje samopoczucie. Pozdrawiam! 🙂

  • Jak to brownie się na mnie wymownie patrzy – toż to prawie jak „50 twarzy brownie” 😉 Jak nic zarządzam pieczenie brownie w weekend 😀