Kuleczki Rozkoszy

14156388_1821517418084404_920290063_n

Stanąłem ostatnio przed bardzo trudnym zadaniem: w jaki sposób sprawić przyjemność pięciu kobietom jednocześnie? Kobietom, z których tylko jedna jest moją żoną i aż jedna weganką? Czy to zadanie mnie przerosło? Oczywiście,że nie. Może nie wspominałem o tym do tej pory, ale natura wyposażyła dość obficie w niektóre przymioty. Ostatecznie nie miałem więc czego się wstydzić.

Mam tu na myśli oczywiście tylko i wyłącznie pewien określony sposób kontaktu z rzeczywistością, spojrzenia na nią i czerpania z jej zasobów. Mam tu na myśli oczywiście również cechy mojego charakteru i określoną postawę. Chodzi mi o nic innego, jak tylko o dociekliwość, cierpliwość i otwarty umysł. Nic innego. Sposób na wykonanie tego trudnego zadania znalazłem więc bardzo szybko. Przewertowałem własne zasoby i czerpiąc z własnej wiedzy oraz doświadczeń niemalże natychmiast znalazłem rozwiązanie. To oczywiście słodycze. Na marginesie tego odkrycia dokonałem jeszcze jednego. Znalazłem potrawę, lub raczej przekąskę, która zauroczyła mnie i kilka osób z mojego najbliższego otoczenia. Zwrot zauroczyła, to oczywiście świadomie użyty eufemizm, a bliskiego otoczenia, niewyszukana przenośnia.

Cała historia rozpoczęła się kilka miesięcy temu dzięki Pawłowi z Bokkworm On The RunNa swoim profilu na Facebooku napisał, że z początkiem września w całej Polsce rusza charytatywna akcja, której celem jest zbieranie pieniędzy na zakup protez dla osób z odjętymi kończynami. To cykl biegów organizowanych przez fundację Poland Business Run. Niewiele myśląc rzuciłem hasło wśród kilku znajomych i szybko skompletowałem pięcioosobową drużynę. Bieg rozgrywać się miał bowiem na zasadach sztafety, więc indywidualny występ skazywał mnie na natychmiastową dyskwalifikację. Ostatecznie do zawodów miałem przystąpić wraz z moją żoną i naszymi trzema przyjaciółkami. Startować mieliśmy jako drużyna o wdzięcznej nazwie Artur i Wiewiórki. Mieliśmy, gdyż ostatecznie z mojego startu nic nie wyszło.

Ostatecznie okazało się, że w dniu startu pracuję i nie mogę wziąć udziału w akcji. Moje miejsce zajęła jeszcze jedna nasza przyjaciółka, Kamila, która podjęła się tego zadania, pomimo tego, że dopiero co rozpoczęła przygodę z bieganiem. Składam jej za to serdeczne podziękowania i wyrazy mojego uznania. Dokładny opis biegu można znaleźć na blogu mojej żony we wpisie Business Run Łódź 2016. Ja, dumny niczym paw i wypełniony radością wspierałem Ewę, Anię, Agnieszkę, Kasię i Kamilę oczywiście nie tylko sercem i duchem. Jak już wspomniałem przygotowałem specjalnie dla nich coś wyjątkowego. Tym czymś były jaglane kulki. Kokosowe łakocie, przypominające znany wyrób włoskiej firmy cukierniczej, opisane już przeze mnie we wpisie Jaglana Ekstaza. Tym czymś co znalazłem w między czasie, a co wzbudziło mój jeszcze większy zachwyt, był ekstremalnie prosty, słodki i bardzo atrakcyjnie wyglądający brazylijski smakołyk brigadeiro.

Jak powszechnie wiadomo nadrzędną cechą, która przyciąga mnie do eksplorowania nowych potraw jest ich prostota. Nic tak mnie nie przyciąga i nie ekscytuje. Im mniej składników, im mniej skomplikowany proces przygotowywania, im mniej narzędzi tym więcej emocji wywołuje we mnie to, czym aktualnie mam się zająć. Emocji bezpośrednio związanych z przyspieszonym tętnem, oddechem i wypiekami na twarzy. Brigadeiro zachwyciły mnie od samego początku.

Przepis znalazłem na blogu Just My Delicious, we wpisie Brigadeiro i na jego podstawie zrobiłem swoje kuleczki. Szybko przekonałem się oczywiście, że przepisów jest mnóstwo. Całe setki. Tak popularny przysmak ma bowiem tyle wersji ile osób, które go robią. W jednym jest jednak identyczny. Robiony jest na bazie słodkiego skondensowanego mleka wraz z dodatkiem dowolnej czekolady lub kakao i masła. Efekt jest zapewne bardzo zbliżony, nie ma więc sensu moim zdaniem dociekać, który jest lepszy czy bardziej oryginalny. Zwłaszcza, że kuleczki które przygotowałem nie wymagały poprawek czy dalszej pracy. Były doskonałe. Smaczne. Piękne. Wprost szczyt rozkoszy.

Przepis, z którego skorzystałem:

100g czekolady gorzkiej lub białej
200g mleka skondensowanego
czekoladowa posypka
wiórki kokosowe
kakao

Składniki połączyć ze sobą w rondelku i podgrzewać je na średnim ogniu cały czas mieszając do czasu, aż się roztopią i masa będzie jednolita. Następnie podgrzewać jeszcze dłuższą chwilę mieszając do czasu, aż masa będzie odchodzić od dna i ścianek rondelka. Stężeje i stanie się wyraźnie gęstsza. Wylać masę na duży talerz, aby ostygła. Można włożyć ją do lodówki. Gdy masa stężeje, formować z niej kulki obtaczając je w wybranych dodatkach. Przechowywać w lodówce. Przed podaniem można kulki wyjąć na kilka minut z lodówki.

Kulki brigadeiro są, jak już wspomniałem, ekstremalnie słodkie. Mają konsystencją bardzo gęstej krówki. Dzięki różnorodnym dodatkom potrafią całkowicie zmienić swój charakter, stając się zupełnie inną odmianą samych siebie. Inaczej smakuje biała czekolada obsypana wiórkami kokosowi, a inaczej czekoladową posypką. Inaczej w tym zestawieniu smakuje ciemna czekolada, której obsypanie samym kakaem powoduje powstanie wyjątkowego zestawienia, oscylującego na krawędzi granicy wytrzymałości kontaktu ze zwrotem kontrowersyjny. Możliwości jest kilka. Wystarczająco dużo by wywołać niesłabnącą falę… satysfakcji.

Dawno, żadna potrawa nie wzbudziła bowiem tyle zachwytu i radości nie tylko w moim domu. Rozsmakowała się w niej moja żona, nasze dwie przyjaciółki. Pewnie gdybym zrobił więcej brigadeiro, krąg wielbicielek wzrastałby w tempie geometrycznym. Nie wszystkim jestem w stanie jednak dogodzić. Nie jest to smakołyk wegański, więc niestety tej grupie nie umiałbym nim sprawić tyle przyjemności ile bym chciał. Ale kto powiedział, że muszę za każdym razem. Po biegu każda z obdarowanych przeze mnie jaglanymi kulkami kobiet wyraziła swoją pełną satysfakcję. To wielki sukces. Tym razem sukces jest nieco mniejszy, ale i tak godny zapisania złotymi zgłoskami w dziejach kontaktów damsko-męskich.

Na temat historii powstania brigadeiro można znaleźć w internecie wystarczająco dużo informacji. Głównie na stronach anglojęzycznych. Od siebie dodam, że dla mnie znalezienie przepisu na te kuleczki, to odkrycie sposobu na skuteczne wywoływanie zachwytu u częstowanych osób. Takiej ilości przyjemności, skondensowanej w tak małej przestrzenie, jak się okazało, mało kto jest się w stanie oprzeć. To jak odkrycie punktu, który jest w stanie wywołać zachwyt, przyjemność czy wreszcie falę rozkoszy. Rozkoszy wielkości małej, ręcznie robionej kuleczki.

  • No proszę! Rzeczywiście umiesz dogodzić 😀 Jestem pewna, że wszystkie obdarowane kobiety były zachwycone! Tylko pozazdrościć 😀

    • Oj dziękuję! Wszystkie? Przez skromność nie potwierdzę 🙂 Ja samą próbą sprawienia im przyjemności byłem zachwycony 😀 Dawanie jest fajne! Pozdrawiam 😀

  • marzena

    Po prostu cudowne, do schrupania od zaraz 🙂

    • Na szczęście są tak gęste, że moża na się nimi delektować dłużej niż chwilkę 🙂

  • Pyszne, wspaniałe i bardzo słodkie:-) Może zrobię:-) Póki co moje dzieciaki szaleją na punkcie muffinek czekoladowych, które ostatnio robiłam i dziś znowu muszę:-)

    • Czekoladowe Muffiny?! Mniam 😀 Sama myśl o nich porusza moje zmysły 😀 Dziś zajadałem się włoskim ciastem czekoladowym, więc jestem na czasie. Aż boję się co się stanie jak się te dobra choć na chwilkę skończą 😀 Pozdrawiam Kasiu!