Kolorowa Rewolucja.

Jak powinien wyglądać najkrótszy wpis na blogu kulinarnym? Składać się oczywiście z samego przepisu. Czy ja jestem gotów, żeby podjąć takie wyzwanie? Jasne, że nie. Udział w konkursie, który wymaga ode mnie tworzenie własnych przepisów na razie wystarczy.

Zasady są jasne. Kilkunastu blogerów staje do walki o nagrody, pojedynkując się stworzonymi i wykonanymi przez siebie potrawami. O zwycięstwie decyduje publiczność. O szansie na zwycięstwo decyduje pomysłowość. Każdy pojedynek, jak przystało na pojedynek, nie jest pretekstem do naparzanki na oślep, ale rozgrywa się według ściśle określonych reguł. Obok warunku oryginalności przepisu, musi on być zgodny z zadanym tematem. Dla mnie to przecież żaden problem!

Do konkursu dostałem się dzięki Agnieszce, właścicielce wspaniałych tatuaży, hologramowych włosów i bloga o wszystko mówiącej nazwie Blogierka. Napisała, że jest taka możliwość, podała adres mailowy do odpowiedniego człowiek i życzyła powodzenia. Znam ją nie od dziś, więc nie podejrzewałem, że podda mnie tą propozycja najtrudniejszej próbie kulinarnej w jakiej miałem okazję być. Okazało się bowiem szybko, że konkurs wymaga czegoś więcej niż tylko wykonania i opisania określonej potrawy. Przełknąłem ślinę i pomyślałem: dla mnie to przecież żaden problem!

Po kilku mailach, dwa dni później zadzwonił telefon. Utwierdziłem się po nim, że może jednak tak łatwo nie będzie. Miły męski głos opowiedział mi o zasadach, poprosił o szybką decyzję i zapewnił, że nadal życzy mi miłego dnia. Nie wątpię, że o tym wspomniał, a mi to umknęło, ale dopiero po przeczytaniu regulaminu dotarło do mnie w czym biorę udział. Organizatorem konkursu jest bowiem firma specjalizująca się w promowaniu żywienia opartego na warzywach i owocach Federacja Branżowych Związków Producentów Rolnych. Nie propaguje unikania mięsa. Podkreśla tylko wartość roślin. W końcu umiem już dodawać rośliny do mięsa, uznałem więc że w sumie to też dla mnie żaden problem!

Schody zaczęły się po analizie harmonogramu pojedynków. Okazało się, że tutaj tkwi prawdziwe wyzwanie. Dostałem się bowiem do rubryki, z której wynikało że mam przygotować danie nie mniej, ni więcej tylko wegańskie. To, jak się okazało jest dla mnie problemem. Nie będę rozwodził się nad tym co działo się później. Kilka dni spędziłem nad wymyślaniem dania, które oprócz tego, że wegańskie musiało być jeszcze zjadliwe i ładne. W końcu publiczność wybierze przede wszystkim zdjęcie. Dzięki pomocy kilku bardzo pomysłowych osób wpadłem w końcu na pomysł, który rozwiązał ten tak naprawdę jedyny problem!

Przepis, który wymyśliłem:

Czerwona:
2 czerwone papryki
1/2 czerwonej cebuli
1 łyżka oliwy
2 marchewki
250g pomidorów
2 ząbki czosnku
1 łyżeczka kuminu w proszku
1 łyżeczka oregano
1 łyżeczka imbiru w proszku
1/2 łyżeczki chilli w proszku
2 łyżki sosu sojowego
1 łyżeczka cukru
100g czerwonej fasoli z puszki
sól, pieprz

Cebulę posiekać. Czosnek wycisnąć przez praskę, posiekać lub zetrzeć na tarce o małych oczkach. Marchew obrać i zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Pomidory sparzyć, obrać ze skórki i pokroić w kostkę. Wlać oliwę do rondelka lub na dużą patelnię. Rozgrzać. Cebulę zeszklić na oleju. Dodać czosnek. Smażyć, ciągle mieszając przez minutę. Posolić. Dodać przyprawy: kumin, oregano, imbir, chilli. Podsmażyć chwilę, stale mieszając. Dodać marchew, pomidory, cukier, pieprz i sos sojowy. Dusić pod przykryciem, na wolnym ogniu przez 15 minut. Dodać czerwoną fasolę. Dusić przez 2 minuty. Dosolić i dopieprzyć do smaku w razie potrzeby. Papryki przekroić w poprzek na dwie, równe części. Wydrążyć gniazda nasienne. Nałożyć farsz do środka. Ułożyć na płasko w żaroodpornym naczyniu.

Żółta:
2 żółte papryki
1 łyżka oleju
1 biała cebula
2 ząbki czosnku
250g pieczarek
100g kapusty białej
50g selera
1 łyżeczka tymianku
1 łyżeczka kurkumy
1 łyżka posiekanego koperku
1 łyżka sosu sojowego
sól, pieprz

Cebulę posiekać. Czosnek wycisnąć przez praskę, posiekać lub zetrzeć na tarce o małych oczkach. Pieczarki pokroić w kostkę. Kapustę drobno posiekać. Seler obrać i zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Wlać olej do rondelka lub na dużą patelnię. Rozgrzać. Cebulę zeszklić na oleju. Dodać czosnek. Smażyć ciągle mieszając przez minutę. Posolić. Dodać pieczarki, kapustę, sos sojowy, pieprz, tymianek. Dusić pod przykryciem przez 10 minut na małym ogniu. Dodać starty seler i koperek. Dalej dusić przez 10 minut na małum ogniu. Dodać kurkumę i wymieszać. Papryki przekroić w poprzek na dwie, równe części. Wydrążyć gniazda nasienne. Nałożyć farsz do środka. Ułożyć na płasko w żaroodpornym naczyniu.

Zielona
2 zielone papryki
1/2 małej cukinii
1/2 pora
2 ząbki czosnku
1 łyżka oliwy
200 gram mrożonego szpinaku
2 łyżki sosu sojowego
1/4 szklanki wody
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
2 łyżki posiekanej natki pietruszki
sól, pieprz

Por pokroić w półkrążki. Czosnek wycisnąć przez praskę, posiekać lub zetrzeć na tarce o małych oczkach. Cukinię pokroić w kostkę. Wlać oliwę do rondelka lub na dużą patelnię. Rozgrzać. Por zeszklić na oleju. Dodać czosnek. Smażyć, ciągle mieszając przez minutę. Posolić. Dodać szpinak, wodę, sos sojowy, gałkę muszkatołową i pieprz. Dusić pod przykryciem, na wolnym ogniu przez 15 minut. Dodać cukinię, natkę pietruszki i dusić na wolnym ogniu, pod przykryciem przez 5 minut. Papryki przekroić w poprzek na dwie, równe części. Wydrążyć gniazda nasienne. Nałożyć farsz do środka. Ułożyć na płasko w żaroodpornym naczyniu.

Sos:
łyżka koncentratu pomidorowego
1/2 szklanki wody
2 łyżki sosu sojowego
1/2 łyżeczki tymianku
łyżeczka cukru

Wodę podgrzać w rondelku i rozprowadzić w niej koncentrat pomidorowy. Dodać sos sojowy, tymianek i cukier. Zagotować. Wlać do naczynia żaroodpornego, pomiędzy papryki.

Przygotowane papryki, wraz z sosem, wstawić w naczyniu żaroodpornym do piekarnika nagrzanego do temperatury 180 stopni. Piec przez 25 minut.

Łatwo nie było, ale się udało. Kilka dni pracy przy komputerze, z komórką i face to face. Kilka godzin na zakupach i w kuchni i efekt przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Wystarczyło teraz tylko zrobić ociekające zajebistością fotki, spisać przepis, krótko opisać potrawę i wysłać do organizatorów.

O smaku tej potrawy można napisać w zasadzie tylko jedno: jest wielobarwny. Tak różnorodny jak wykorzystane w nim składniki: intensywny, pikantny, delikatniejszy, świeży, pożywny i ciekawy. Każda papryka zawiera przecież zupełnie inne nadzienie i każda stanowi oddzielną potrawę. Już na pierwszy rzut oka widać, że nie należy szukać doznań zawartych w czerwonej papryce w zielonej czy żółtej i na odwrót. To nie tylko rożne kolory. To zupełnie odmienne doświadczenia i wrażenia nie tylko wizualne. Istna kolorowa rewolucja! Ale to już żaden problem.