Kogut Domowy.

Ostry nóż, deska, miski, miseczki, talerze, talerzyki, mięso, przyprawy, patelnia, garnek, piec, kuchnia, misja… Wszystko jest! Kilka dni przygotowań nareszcie przyniosło efekt. Po kilku niezbyt udanych próbach nadszedł czas, by osiągnąć cel. Dziś w domu rządy sprawuje mężczyzna. Może nie do końca w całym, bo głównie w kuchni i nie do końca dziś, bo tyko na czas obiadu. Ale to nie ma znaczenia. Nadszedł czas Domowego Koguta!

Lata praktyki i osobiste doświadczenie dowodzą, że dla mężczyzny nic nie odbywa się ot tak, po prostu. Wszystko musi mieć swój cel i znaczenie. Inaczej pozbawione jest tego czegoś. Dlatego, gdy stanął w obliczu perspektywy przejęcia, przynajmniej na chwilę, władzy w kuchni, nie mógł pozwolić sobie na najmniejsze potknięcie. Wszystko musiało być doskonałe. Przepełnione perfekcją. Wysublimowane i niepodlegające najmniejszej nawet formie krytyki. Na tę chwilę gotował się od dawna.

Ten dzień zapowiadał się zupełnie normalnie. Zwykła niedziela, rozpoczęta może niezbyt zwykle, ale bez perspektyw na niezwykłe zakończenie. Mężczyzna wyszedł rano i wrócił do domu po kilkugodzinnej nieobecności. Nie było to spontaniczne wyjście. Planowane od tygodni nie zaskoczyło nikogo z domowników. Zaskoczyło natomiast samego mężczyznę. Nie samo wyjście oczywiście, ale to co zastał, lub raczej czego nie zastał po powrocie do domu. Kobieta bowiem w tym samym czasie, korzystając z wolnej części dnia, zajęła się swoimi sprawami. Stawiając jego potrzeby tam, gdzie ich w tym momencie miejsce, na planie drugim.

Mężczyzna po chwili irytacji, widząc obojętność kobiety, podjął jedyną słuszną w tamtej chwili decyzję. Bez słowa przywdział spojrzenie rewolwerowca i ze stanowczością funkcjonariusza wlepiającego mandat, wziął sprawy we własne ręce. Po krótkiej analizie zawartości lodówki, bardziej szczegółowej zawartości szafek kuchennych, i niezwykle wnikliwej zasobów własnej pamięci, miał już obraz możliwych rozwiązań. Wybór nie był łatwy: mielone, spaghetti, seekh kebab, kafta, hamburgery. Wszystko albo już było, albo było zbyt pospolite, albo zbyt wyszukane. Nie znalazł w pierwszym momencie niczego co pobudziło by jego instynkt. Co wywołałoby błysk w oku i drżenie nozdrzy. Aż nagle!

W takich momentach w filmach akcja zwalnia tempo. W umyśle bohatera przewijają się migawki z jego życia. Obrazki jak z prześwietlonych fotografii wypełnione jasnym światłem, uśmiechami pięknych kobiet, kosmykami włosów muskającymi zalotnie twarz. Drżące, wilgotne usta. Zabawa na plaży. Rozbłyski świateł. Podróż w nieznane. Punkt zwrotny w jego życiu. Subtelna melodia w tle. W umyśle mężczyzny zapadła głęboka cisza. W przestrzeni pomiędzy jego uszami nie zadrżał ani jeden dźwięk, nie pojawiła się ani jedna barwa, nie zrodził najsubtelniejszy aromat. Za to z otchłani pamięci, jak kometa przemierzająca wszechświat, wydobył się jeden kształt. Jeden smak. Jeden aromat. Wszystko połączone w jednym kluczowym słowie. Wyrazie, który miał się okazać jego punktem zwrotnym. – Na obiad będą… pulpety – wycedził przez zaciśnięte usta i odwrócił się w stronę rozświetlonej lodówki.

Pulpetami zainteresował się stosunkowo niedawno. Latami gardził tradycyjnymi potrawami, uważając je za zbyt oczywiste. Gdy jednak jakiś czas temu spróbował sam, bez asekuracji, rzucić się w otchłań kulinarnej codzienności, poczuł respekt i smak porażki. A raczej brak smaku. Brak zapachu. Brak doświadczenia. Okazało się bowiem, że nie ma dla niego nic trudniejszego niż zrobienie tego, co przez lata wydawało się trywialne, oczywiste i pozbawione tego czegoś. Aż do tej pory.

Aż do tej pory każda próba zrobienia zwykłych pulpetów w sosie pomidorowym kończyła się co najmniej porażką. Dlaczego tym razem stało się inaczej? Tego nigdy się nie dowie. Kierowany instynktem, opierając się na własnych błędach oraz internetowych książkach kucharskich, po kilkudziesięciu minutach wytężonego wysiłku, wyłonił się z wypełnionej chaosem przestrzeni kuchennej, z grymasem satysfakcji igrającym w kącikach zaciśniętych ust. O radości oczywiście nie mogło być mowy. To uczucie zarezerwowane na inne okazje.

Przepis, z którego skorzystał:

Pulpety:
500 g mięsa mielonego
3 łyżki kaszy manny
50 ml wody
1 średnia cebula
2 ząbki czosnku
sól, pieprz do smaku

Sos:
0,5 litra wody
przecier pomidorowy 500 g
1 mała cebula
2 listki laurowe
3 ziarnka ziela angielskiego
garść świeżego, posiekanego koperku
łyżeczka cukru
sól, pieprz do smaku

Przygotować mięso na pulpety. Cebulę bardzo drobno posiekać. Czosnek wycisnąć przez praskę. Wszystkie składniki wymieszać i bardzo dokładnie wyroić mięso, aż do uzyskania jednolitej masy. Posolić, dodać pieprzu i jeszcze raz wyrobić. Przykryć folią i odstawić do lodówki na około godzinę.

Przygotować sos. Cebulę obrać i przekroić na pół. Wszystkie składniki wymieszać w garnku. Dodać połowę koperku i cebulę. Dodać sól i pieprz do smaku. Doprowadzić do wrzenia i gotować aż cebula zmięknie. Wyjąć cebulę, ziele i lisek laurowy. Dodać resztę koperku.

Przygotować pulpety. Z mięsa uformować pulpety dowolnej wielkości. Wrzucać je porcjami do gotującego się sosu, tak by go nie wystudzić. Po dodaniu wszystkich dusić pulpety, pod przykryciem, przez kilka minut. Im większe tym dłużej. Nie więcej niż 10-15 minut. Podawać z gotowanymi ziemniakami i surówką.

Pulpety wykonane według tego przepisu charakteryzują się przede wszystkim prostotą i wielką elastycznością. Ich zrobienie zajmuje nieco dłużej niż chwilkę, ale nie wymagają żadnych wyszukanych składników czy umiejętności. To idealne rozwiązanie dla nieprzywiązującego uwagi do szczegółów mężczyzny. Doda za mało soli. Można dosolić. Doda za dużo pieprzu. Będą pikantniejsze. Nie da się w zasadzie podczas ich robienia popełnić błędu. Można nawet przez zupełny przypadek wzbogacić je o ulubione zioło. Tak, by sprawiały więcej radości.

Wielką ich zaletą jest również konsystencja. Dodatek kaszy manny powoduje, że są one bardzo sprężyste i puszyste. Zachowują jednocześnie swój pierwotny kształt i idealnie się formują. Można dzięki temu nadawać im dowolną wielkość, dostosowując do własnych potrzeb. Mężczyzna osobiście uznał, że im większe tym lepsze, ale biorąc pod uwagę gust innych domowników, poszedł na jedyny w tej sytuacji kompromis i stworzył pośrednie. Mniej więcej wielkości piłeczki pingpongowej.

Mężczyzna dopiął swego. Osiągnął cel, spełnił misję i zdobył cenne doświadczenie. Poznał już smak porażki, dziś mógł święcić triumfy delektując się smakiem sukcesu. Pulpety nie do końca wywarły takie same wrażenie na pozostałych domownikach, ale to już nie miało żadnego znaczenia. Różnice zdań, ukryte w szczegółach, świadczą tylko i wyłącznie o odmienności gustów, a nie o braku kunsztu. A o gustach, jak mężczyźnie już wiadomo, ponoć się nie dyskutuje.

  • Z kaszą manną? W sosie pomidorowym? Przetestuję. 🙂 Kiedyś uważałam że pulpety należy obsmażyć przed wrzuceniem do sosu., bo inaczej się rozpadną. A potem dostałam przepis, w którym wrzuca się te mięsne kulki (mięso przygotowane jak na mielone) w startą podduszoną marchewkę i dusi się wszystko razem. Kulki się nie rozpadly a pulpety w marchewce były pyszne. Kurcze, jak dawno ich nie robiłam. 🙂
    Ps. Świetna historia z pulpetami w tle, a właściwie o pulpetach, z niezadowolonym mężczyzną w tle. 😉

    • Obsmażam. Bardzo lubię obsmażane. Nawet bardziej. Na szczęście, gdyż podobno obsmażane nie jest zdrowsze, Ewa woli gotowane. Stąd ten pomysł 😀 Dzięki Basiu! Pozdrawiam :*