Final Cut.

Nie ustalałem sobie żadnego terminu, ani granicy. Nie stawiałem też przed sobą żadnych wymagań. Rozpocząłem w najmniej oczekiwanym dla siebie momencie i w takim samym zapewne zakończę. Kiedy to jednak nastąpi? Nie wiem. Wiem, że teraz gdy poczułem, że ten moment się zbliżył, nie próbuję z nim walczyć.

Jestem w trakcie procesu. Procesu, który zawsze ma jeden kształt: wznoszącej się sinusoidy. Moje życie, moja praca, mój blog są tylko mikroskopijnym jej fragmentem. Jak niezliczona ilość innych. Wiem jednak, że beze mnie, bez mojej pracy, bez bloga ta linia przestała by istnieć. Życie bowiem nie toleruje pustki. Nawet wielkości okrucha. Wielkości mojego życia, mojej pracy, mojego bloga.

Punkt do, którego doszedłem jest miejscem, w którym nie ma wyjście. Nawet w najśmielszych wyobrażeniach, nie przypuszczałem, że będzie tak wyglądał. Zrozumiałem to już na szczęście w trakcie pracy nad kolejnym wpisem. Początkowo nic nie przykuwało mojej uwagi. Kolejne zaskoczenie, kolejna inspiracja, kolejny temat, kontynuacja rozpoczętej kilka tygodni wcześniej myśli i nie zauważyłem kiedy znalazłem się w ślepej uliczce. Jak zwykle zdziwiony. Tą ślepą uliczka okazały się być naleśniki. Zrozumiałem, że zbliża się nieuchronny koniec, lub nieuchronna zmiana.

Podobno w chwili śmierci wszystkie nawet najśmielsze jej wyobrażenia okazują się być błędne. Tak silnego doświadczenia fizyczno-duchowego nie da się zawrzeć w ramach ludzkiego sposobu pojmowania. To ponad język, ponad myśl, ponad uczucie. Ponad sztukę, kulturę, cywilizację, religię. Ponad smak, zapach, dotyk. Ponad pełnię i pustkę.

Na szczęście nie umarłem, nie umieram i póki co nie planuje umierać. Postawiłem na rozwój. Niekoniecznie w tym samym co do tej pory kierunku. W trakcie powolnego opadania walczyłem ze zniechęceniem, przymusem, poczuciem nadmiernej odpowiedzialności. Dopiero, gdy uświadomiłem sobie że jestem właśnie na etapie przygotowania wpisu o naleśnikach zrozumiałem, że doszedłem do punktu zwrotnego. Mojej osobistej ściany.

Nie mam zamiaru stawiać wszystkiego na ostrzu noża. Zwłaszcza dobrego ostrza kuchennego. Nie chcę definitywnie rozstawać się z miejscem, które tworzyłem przez kilkadziesiąt miesięcy. To miejsce jest i nadal będzie. Poczułem jednak, że mój ogień przygasł, a jego blask przestał przynosić ukojenie. Podjąłem decyzję o stworzeniu zupełnie nowego miejsca w sieci. Miejsca otwartego na na świat poza kuchnią.

Postępując zgodnie z tym co mi podpowiada intuicja nie chcę i nie mogę walczyć z tym co się właśnie dzieje. Zwłaszcza, że nie przeczą temu fakty. Wpisy na blogu pojawiają się coraz rzadziej, coraz mniej miejsca w social media zajmują kulinaria. Spośród gęstwiny aromatów i smaków wyłania się nowa droga. Roztaczają się z niej widoki. Nowe, ale doskonale mi znane moja codzienność, moje zamiłowanie do biegania, muzyka, moje fascynacje, irytacja. Wszystko to czego dotykam każdego dnia i co zaczyna być dla mnie nad wyraz intrygujące. Wywołujące we mnie ostatnio natrętne zdziwienie.

Wyobrażam sobie, że chwili śmierci, tak samo jak chwili narodzin towarzyszy właśnie to jedno, pierwotne i bardzo silne uczucie: zdziwienie. Poprzedza ono wszystkie inne emocje, które wywołują te najsilniejsze wstrząsy fizyczno-duchowe, jakie doświadcza istota ludzka. Nie porównuję oczywiście mojej decyzji o założeniu nowego bloga z aktem narodzin nowego życia, ale czuję, że ten moment jest nieuchronny. Że jestem wobec niego tak bezsilny jak noworodek w chwili narodzin, czy umierający w agonii. Pozostaje mi tylko robić to co do tej pory robiłem. Obserwować siebie i poddawać się strumieniowi mojej energii. Uznać swoją bezsilność wobec kierunku jaki obiera.

Wpis o naleśnikach i tak powstaje. Zostanie opublikowany za niedługą chwilę. Nie wyobrażam sobie, żeby nie powstał i nie ujrzał światła dziennego właśnie tu, gdzie jego miejsce. W miejscu, w którym czas płynie wolnej, a wszystko odbywa się w zupełnie innym tempie. W zwolnionym tempie. Powoli. Po prostu.

Na imię mam Artur. Moje życie jest proste i takim je uwielbiam. Pod każdym względem. Uwielbiam się na nim skupiać i przyglądać mu. Wszystko czego dotykam każdego dnia jest dla mnie nad wyraz intrygujące. Wywołuje we mnie natrętne wręcz zdziwienie. Cenię sobie komfort zdziwienia. Uwielbiam stabilizację i przewidywalność, w której jest skąpane. To dzięki niej czuję spokój. Żyję wolno, bez pośpiechu delektując się każdą chwilą. Smakuję je Powoli. Po Prostu.

Więcej na na moim nowym blogu arturkierzek.pl. Strona ruszy na początku października. Wtedy też cała kategoria „W Życiu” zostanie przeniesiona na nowe miejsce.

  • Zmiany są potrzebne:) Ściskam mocno kciuki za nowe przedsięwzięcie, nie mogę się doczekać!

    • Dziękuję! Bardzo mi miło 🙂 Jak tylko ruszy, to dam znać 😀

  • Gratulacje 😉 Ja sama jestem w trakcie zmian !

    • Super! Wiesz, więc, jak się czuję 🙂 Jakbym dostał prezent na gwiazdkę 🙂 Pozdrawiam i życzę Ci powodzenia!

  • Powodzenia Arturze!

  • Aaa, trzymamy kciuki 🙂
    Ale nie oraj tego tu poletka, co? Jak mi czasem źle na tej mojej niby diecie, to lubię sobie do Ciebie zajrzeć i nawet jak wychodzę tak samo głodny, to chociaż zaspokajam swój głód dobrego pisania. Znaczy czytania Twojego dobrego pisania 🙂

    • Dziękuję Jacku! Jeśli miałem kiedykolwiek wątpliwości to znów ich nie mam 🙂 Nie rezygnuję z tego bloga. Za bardzo go lubię.Będę tu publikował tak często jak pozwoli mi na to Muza 🙂 Pozdrawiam!

  • To super decyzja! Ale eeej, dlaczego nie rozbudujesz tego bloga? :>

    • Myślałem o tym sporo i doszedłem do wniosku, że znacznie lepiej zacząć od nowa. Zmiana szablonu tutaj wiązałaby się z ogromnym nakładem pracy. Lubie proste rozwiązania. Nowy blog, nowa treść, nowy wygląd. Tylko człowiek ten sam 😛

  • Hahaha. Aż się roześmiałam.Ty chyba jesteś moją bratnią duszą, jakimś blogowym bratem bliźniakiem czy cóś. :-):-)
    Mam u siebie w kopiach roboczych wpis pod tytułem Koniec. 😀 Pewnie niedługo go opublikuję.
    Nie, nie zamierzam zamykać bloga, ale też kiełkują we mnie nowe pomysły. W zasadzie nie kiełkują jeszcze. Na razie to posiane ziarenka nowych pomysłów. Taka krótka myśl- a może by tak stworzyć coś nowego? Albo rozbudować stare? Nie wiem. Odrzucam tę myśl ale ona wraca. Myślę że kiedyś dojrzeje do realizacji. Albo zniknie. Wszystko z tym związane niech się dzieje powoli. I po prostu. 🙂
    Dlatego myślę że wiem co czujesz i rozumiem Cię dobrze. Trzymam mocno kciuki za Twój nowy pomysł. I jak już wspomniałam niżej, niech Powoli.Po prostu żyje dalej, bo to jest miejsce wyjątkowe, drugiego takiego w sieci nie znalazłam. ❤
    Ps. A takbw ogóle to ja bym Cię w jutubach chciała zobaczyć. 😀

    • Dzięki Basiu za bardzo miłe i budujące słowa. Każda decyzja wymaga ode mnie bardzo dużo wysiłku, a decyzje, których efekty mogą ujrzeć światło dzienne to istna gehenna! Zawsze wiążą się z przerażeniem. Ja nie potrafię po prostu coś zrobić i nie zwracać uwagi na podstępne wyobrażenia. Co inni powiedzą? Jak na to spojrzą? Kto i jak wyśmieje? Jak wielka fala krytyki się wyleje? To moja codzienność. Emocjonalne corridy z tropikalnymi wichurami. Ta decyzja dojrzała we mnie wciągu kilku sekund i wywarła na mnie tak ogromne wrażenie, że oniemiałem z zachwytu! Chyba już wiesz co było dalej… Tornado i paso doble z bykami 😛 Cieszę się, że mnie rozumiesz 🙂 Wiedz, że uspokoiłem się dopiero, gdy wypowiedziałem wszystko na zewnątrz. Wtedy iluzje przestały mnie dręczyć. Spojrzałem na wszystko trzeźwym okiem i zrozumiałem, że to ma sens. Dziś nie mogę się doczekać pierwszych publikacji. Wpisy są już gotowe, czekają na odpowiedni moment 🙂

      P.S. Jutube powiadasz 😀 😀 😀 Będziesz mnie mieć na sumieniu jak się zabloguję na śmierć 😀

  • No, no, odważna decyzja! Podziwiam i zazdroszczę pasji, by utrzymywać dwa miejsca jednocześnie przy życiu:)

    Też chciałabym więcej niż te piękne zapachy, ale z czasem pewnie po prostu zacznę dodawać nową tematykę. Zabrakłoby mi oddechu między dwoma blogami, dwoma instagramami i fanpage’ami… Dlatego bardzo podziwiam decyzję i chylę czoła.

    Powodzenia<3

    • Dzięki Kasiu! Ta decyzja to nie akt odwagi, ale brak innej możliwości. Ja naprawdę nie widzę innego wyjścia. Pragnienie ekspozycji, na pewnych płaszczyznach, tkwi we mnie tak głęboko, że nie potrafię się mu oprzeć. Nie chcę jednak tworzyć chaosu. To właśnie te dwa miejsca zaprowadzą porządek w tym co mam do opowiedzenia. Co do social media, to nad tym jeszcze pracuję. Tylko to może być za trudne i być może skończy się na ujednoliceniu wszystkich kanałów. Jeszcze nie znalazłem rozwiązania. Ściskam i pozdrawiam 🙂 🙂

  • Kasia Motyka Kocikowa Dolina

    Artur, nie wyobrażam sobie braku wpisów… takich wpisów… Obojętnie gdzie się znajdziesz, Twoja energia podąży wraz z Tobą a czytelnicy za wami 🙂

    • Dziękuję Kasiu 🙂 To bardzo ważne dla mnie słowa 🙂 Pozdrawiam Cię serdecznie!