Czysta Sprawa.

Lato sprzyja nawiązywaniu relacji damsko-męskich. To prawda stara jak świat. Nie jestem w tej kwestii wyjątkiem. Rozwijająca się od kilkunastu miesięcy relacja, przybrała ostateczną formę i nabrała realnego kształtu. Napiszę wprost. Nawiązałem relację pozamałżeńską. I to nie byle jaką! Taką, o której moja żona nie tylko wie, ale i bardzo się z niej cieszy. Głównie z jej efektów.

Wiolę znam od niedawna. Większość zna ją jako autorkę fanpage’a Ruda Paskuda. Paręnaście miesięcy temu zauroczyła mnie groźbami, które złożyła mi w jednym z komentarzy. Znajomość na szczęście nie zakończyła się w sądzie. Trwała dalej, rozwijała w najlepsze, aż przybrała formę regularnych spotkań w sieci. Jak regularnych? Z wynikającą z rachunku prawdopodobieństwa częstotliwością raz na jakiś czas. Czysta sprawa.

Naszą znajomość można przyrównać do relacji jaka łączy mnie z koleżankami z pracy. Pisałem o tym w tekście Miejsce Pierwsze. Z Wiolą łączy mnie najbezpieczniejsza z możliwych forma współpracy: dzielenie się przepisami. Na ich podstawie raczyłem się wspaniałymi, ale trudnymi w wykonaniu drożdżówkami (Drożdżówka. Level Hard), czy przepyszną paschą wielkanocną (Od Nowa). Nawet przez chwile nie przyszło mi do głowy, że można je wykorzystać do stworzenia partnerskiej relacji, polegającej na współpracy blogerskiej. Aż do ubiegłego tygodnia.

Ostatnia wiadomość od Wiolki nie zawierała przepisu. Zawierała kulinarne wyzwanie. Wrzuciła mi kilka zdjęć, przedstawiających proces powstawania nieznanej mi potrawy, opatrując je zdawkowym: Pytania na końcu. Cierpliwie przeczekałem aż wrzuci wszystkie zdjęcia, zbadałem je, rozwiałem wątpliwości kilkoma pytaniami i poczułem jak w moim umyśle klaruje się nowa idea, która by dojrzeć, potrzebowała jedynie kilka sekund. W ciągu kilku następnych napisałem o niej Wiolce. Po kilkunastu kolejnych miałem już gotowy pomysł i plan: blogerska współpraca kulinarna.

W ciągu kilku następnych dni przygotowałem potrawę, której zdjęcia przesłała mi Wilka i od razu się w niej zakochałem. Nie w Wiolce rzecz jasna. Prosta, niezwykle urozmaicona pod każdym względem potrawa, zauroczyła mnie swoim bogactwem, możliwościami i urodą. Nie od razu zorientowałem się, że podany przez Wiolkę przepis to tylko czubek góry lodowej.

Przepis, z którego skorzystałem:

sałatka (proporcje dowolne, mniej więcej równe):
pierś z kurczaka (jajko, płatki kukurydziane, pieprz, sól)
kasza bulgur
mix sałat
kiełki rzodkiewki
pomidorki koktajlowe
mieszanka ziaren

sos:
łyżeczka miodu
2 łyżki oliwy z oliwek
pół łyżeczki musztardy Dijon
odrobina wody (opcjonalnie)

Pierś z kurczaka pokroić w plastry, posypać solą i pieprzem. Otoczyć w jajku i skruszonych płatkach kukurydzianych. Smażyć na złoto na rozgrzanym oleju. Po wystygnięciu pokroić w paski. Ugotować kaszę według przepisu na opakowaniu. Pozostawić do wystygnięcia. Pomidorki pokroić w ćwiartki lub połówki. Wszystkie składniki sosu dokładnie wymieszać. Na talerzyk lub do miseczki układać kolejno składniki: kasza, mix sałat, kiełki, pokrojona pierś z kurczaka, pomidorki, ziarna, sos. Podawać na zimno.

Kolejność składników może być dowolna. Składniki po ułożeniu można wymieszać lub nie. Jeżeli nie będą mieszane, należy dodać do sosu wody.

O dużych możliwościach tej sałatki Wiolka wspomniała już podczas pierwszej konwersacji: baza, czyli kasza i sałata zostają. Potem dajesz mięso albo ser. Możesz dać sezam i sos imbirowy, a zamiast pomidorów kawałki pomarańczy – napisała tuż pod zdjęciami. Ja oczywiście szybko o tych słowach zapomniałem. Jednakże, gdy kilka dni później kończyłem robić pierwszą sałatkę według jej przepisu wróciły do mnie jak rozpędzony bumerang.

Ta sałatka jest jak muzyczny temat, wokół którego można improwizować na dowolnych instrumentach, z dowolnym tempem, rytmem, akcentami. Kasza, może być dowolna. Tutaj bulgur, ale najlepsza z kuskusem. Kiełki najlepsze z rzodkiewki albo jarmużowe. Dwie łyżki oliwy z oliwek, ale może też być olej (aromatyzowany) – uwagom Wiolki nie było końca. Swoje dwie pierwsze wersje zrobiłem w oparciu o podany przez nią przepis na sos oraz w oparciu o sos smaku truskawka z chilli, który uwielbia moja żona.

Rzadko się zdarza, żebym aż tak zachwycił się wyglądem potrawy. Skomponowana według przepisu Wiolki sałatka jest po prostu śliczna! Wielobarwna, urozmaicona. Ułożona na dopasowanej kolorystycznie miseczce, cieszy nie tylko podniebienie, ale również oczy. Ze względu na dowolność składników komponowaniu smaków może, w przypadku tej sałatki, towarzyszyć komponowanie wizualne. Bez żadnych narzuconych schematów i ograniczeń.

Czy wobec tego obowiązują podczas tworzenia tej sałatki jakiekolwiek zasady? Według mnie najistotniejszą jest jej prostota oraz kilka innych, które z niej wynikają: świeżość składników, minimalizacja tłuszczu i cukru, minimum obróbki termicznej i dobór składników do własnego stylu żywienia. Czysta sprawa. Jak najmniej składników, które szkodzą, jak najwięcej wartościowych. Dzięki tym zasadom każda zrobiona sałatka będzie wyjątkowa. Składniki nawzajem się przenikną, zachowując jednocześnie swój niepowtarzalny charakter, a dodatek sosu sprawi, że ukryte w nich walory smakowe wydobędą się ze zdwojoną siłą. Sam byłem zaskoczony, że sałata może być tak dobra, a kiełki rzodkiewki tak doskonale smakują z pomidorami.

Wiem, że do tej sałatki będę wracał nie raz. Sam na sobie sprawdziłem, że jest ona doskonałym pomysłem na nieco szybsze i bardzo pożywne danie. Jest też ratunkiem na niemalże pustą lodówkę. Przepis można urozmaicać, rozbudowywać, ale też można upraszczać lub wręcz ograniczać. Mięso eliminować lub zastępować. Kaszę eliminować lub zastępować. Stosować dowolne sosy lub zastępować je samymi przyprawami. Możliwości jest nieskończenie wiele.

Proste, dostępne od ręki składnik, niewyrafinowana konstrukcja, nieskomplikowany proces przygotowania. Ta sałatka jest dowodem na to, jak dosłownie z niczego wyjątkowego można stworzyć coś wyjątkowego. Każda miseczka czy talerzyk może stać się zaskakującą kulinarną niespodzianką. Doskonała w swojej prostocie i prosta w swojej doskonałości. Bez zbędnych związków chemicznych, bez uzdatnień smakowych. Bez tajemnic i dwuznaczności. Bez ukrytych intencji. Czysta jak składniki, z których jest zrobiona.

W menu głównym pojawiła się nowa zakładka W Duecie. To miejsce spotkań z Wiolką. Znajdziesz tam przepisy, które wspólnie przetestujemy. Mam nadzieję, że z czasem stanie się miejscem spotkań z innymi blogerkami, a może nawet blogerami. Zaglądaj tam, inspiruj się i komentuj! Będzie nam bardzo przyjemnie gościć Cię!

 

  • Wygląda pysznie i brzmi tak samo! Aż chce się zjeść wzrokiem. Wypróbuję przepis i pewnie kilka innych, które tu zamieściłeś.
    Powodzenia w nowym duecie kulinarnym!:)

    • Bardzo się cieszę, że tu trafiłaś 🙂 To dla mnie wielka radość i nie ukrywam zaszczyt! Będzie mi niezmiernie miła, gdy podzielisz się swoją opinią po spróbowaniu któregoś z przepisów. Nie jestem wolny od błędów i pomyłek, a Twoje zdanie jest dla mnie szczególnie ważne 🙂 Pozdrawiam!

  • Genialny pomysł! A Was uwielbiam! <3

    • Dzięki 🙂 Nie wiem jak Wiolka, bo za kogoś nie mogę się wypowiadać, ale odwzajemniam 😀 No i nie mogę się doczekać naszego występu 😀

      • W tym tygodniu dam Ci wskazóweczki 😀