Czysta Robota.

Mamy taki zwyczaj, że spotykając się z przyjaciółmi  nie kupujemy jedzenia. Kupujemy tylko kawę, herbatę, cukier, ewentualnie paluszki i chipsy. Skąpstwo w czystej postaci? Nie. To sposób organizowania spotkań, oparty na domowej kuchni i wyrobach, wykonywanych w skromnych ilościach. Po co? Między innymi for fun!

Nie jestem w stanie w tym momencie policzyć i wymienić wszystkich potraw, które robiliśmy. Za każdym razem jest to coś zupełnie innego. Wspomnę tylko o sushi, opisanym w tekście Sushi Is Fun czy chicken tikka masala z tekstu British Masala. Na szczęście nasi najbliżsi znajomi są równie otwarci jak my. Możemy dzięki temu realizować praktycznie każdy pomysł. Te powstają zresztą nie tylko w mojej czy mojej żony wyobraźni. Nie bez powodu naszych najbliższych znajomych nazywamy przyjaciółmi.

Ostatnie spotkanie nie mogło więc wyglądać inaczej. Od samego początku wiadomo było, że poświęcone będzie kolejnemu kulinarnemu szaleństwu. Zmasowanej domowej produkcji hamburgerów na skalę jednego, kameralnego przyjęcia. Pomysł kiełkował już od bardzo dawna. Urodziny Ani, autorki Bezarchitekta, stały się więc doskonałym pretekstem, by w końcu go zrealizować.

Do zrobienia hamburgerów przygotowywaliśmy się od dłuższego czasu. Zarówno pod względem psychicznym jak i merytorycznym. Temat ten przewijał się przez nasze rozmowy już prawie rok. Albo i dłużej. Odkąd Ania i Łukasz stali się posiadaczami niewielkiego ogródka wyposażonego w wypasiony grill oraz przepisów na wyśmienite kotlety, a ja posiadaczem doskonałego przepisu na bułki i sosy oraz odwagi, by je zrobić. Nie wyobrażałem sobie bowiem, że ruszymy z tematem, opierając naszą ucztę na innych składnikach niż te, które wykonamy własnoręcznie.

Podstawą każdego hamburgera jak wiadomo jest oczywiście bułka i kotlet. Albo kotlet i bułka. Jedno nie ma bowiem prawa bytu bez drugiego i ani jedno, ani drugie nie jest mniej lub bardziej istotne. To znaczy w innym wypadku jest, ale wtedy nie stanowi tej jednej nierozerwalnej całości. Bułka oczywiście ulubiona, a kotlet oczywiście pyszny. Nie ma bowiem znaczenia z czego wykonane są te dwa składniki. Ważne, żeby miały określony kształt i zostały zrobione w określonym celu. Ze wszystkich możliwości my postawiliśmy na oczywistość i prostotę oraz na to, co lubimy i umiemy robić. W ten sposób podczas tego wyjątkowego wieczoru powstały: bułki pszenne, kotlety wołowe oraz wegańskie, wykonane w tym wypadku na bazie kaszy jaglanej. Piszę powstały, gdyż każde z nas stało się częścią tego sukcesu. Kotlety wegańskie robiła Ania, wołowe Łukasz, a bułki i sosy ja.

Przepisy, z których skorzystaliśmy:

Bułki:
20 g świeżych drożdży lub 10 g suchych (instant)
½ łyżeczki cukru
2 łyżki letniej wody
400 g jasnej  mąki  pszennej  np. typ 550
50 g mąki pszennej razowej typ 1850 lub 2000
1 łyżeczka soli
25 g oleju
250 g letniej wody
3-4 łyżki oliwy do posmarowania bułek
2-3 łyżki maku
2-3 łyżki sezamu

Drożdże pokruszyć do miseczki, dodać cukier i 2 łyżki letniej wody. Dokładnie wymieszać do rozpuszczenia się drożdży. Jeśli dajemy drożdże suche należy je od razu dodać do mąki, wraz z cukrem, ale pomijając te 2 łyżki wody. Oba rodzaje mąki połączyć z solą, dodać olej oraz rozpuszczone drożdże. Na koniec dodać letnią wodę i zagnieść ciasto (mikserem z hakiem chlebowym ok. 5 minut, ręcznie ok. 7-8 minut). Pod koniec wyrabiania ciasto powinno wciąż delikatnie lepić się do dłoni. Ciasto przełożyć do miski wysmarowanej olejem, przykryć szczelnie np. folią spożywczą i pozostawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia na ok. 1 godzinę, lub do czasu gdy ciasto przynajmniej podwoi swoją objętość. Wyrośnięte ciasto podzielić na 8 części. Z każdej uformować w miarę równe i gładkie bułki. Aby miały ładny kształt najlepiej z kawałka ciasta uformować nieduży placek i zawinąć jego brzegi do środka (tak jakbyśmy chcieli bułkę czymś nafaszerować). Bułki ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia – łączeniem do dołu. Lekko spłaszczyć . Przykryć ściereczką i pozostawić do wyrośnięcia na ok. 30 minut lub do czasu, gdy wyraźnie urosną. Wyrośnięte bułki posmarować oliwą. Wierzch posypać makiem i sezamem. Piekarnik nagrzać do temperatury 200 stopni C, program „góra + dół”. Wyrośnięte bułki wstawić do nagrzanego piekarnika i piec ok. 30 minut, do czasu gdy bułki się zrumienią.

Przepis znalazłem na blogu Przepis Na Chleb, we wpisie Bułki Śniadaniowe.

Kotlety wegańskie:
2 szklanki startej marchewki
1 ½ szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
½ szklanki prażonego słonecznika
½ szklanki prażonego sezamu
1 czerwona cebula
½ szklanki bułki tartej
¼ szklanki oleju
3 łyżki mąki
2 łyżki sosu sojowego
2 łyżeczki kolendry
2 łyżeczki pietruszki
łyżeczka suszonego imbiru albo 3 cm świeżego korzenia startego drobno na tarce
¼ łyżeczki chili
sól i czarny pieprz

Wszystkie składniki wrzucić do dużej miski i mieszać rękami, aż do uzyskania klejącej masy. Jeżeli masa nie klei się wystarczająco, wystarczy dodać jeszcze więcej oleju i mąki. Lepić kotlety i układać je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Piec 30 minut w temperaturze 200 stopni, w połowie czasu pieczenia (albo po upływie 20 minut) delikatnie obracając kotlety na drugą stronę.

Przepis pochodzi z bloga Jadłonomia. Znaleźć go można we wpisie Najlepsze Wegaburgery Na Świecie.

Kotlety wołowe:
1 kg mielonej wołowiny (10-20% tłuszczu)
sól, pieprz do smaku
łyżka sosu Worcesteshire

Przyprawy i sos dodać do mięsa. Mięso wyrobić rękami, aż do uzyskania jednolitej masy. Pozostawić na godzinę w temperaturze pokojowej jeżeli kotlety mają być dobrze wysmażone, do lodówki jeśli mają być krwiste. Formować płaskie kotlety o grubości około 2 cm i średnicy bułek. Po uformowaniu zrobić na środku każdego z nich wgłębienie. Rozgrzać patelnię grillową lub grill. Posmarować ruszt oliwą. Układać kotlety na ruszcie i smażyć po kilka minut z każdej strony. Można przełożyć kilkukrotnie, by uzyskać wzór kratki. Czas smażenia jest uzależniony od indywidualnych preferencji. Należy oprzeć to go trochę na własnym doświadczeniu. Optymalnie jest 5-6 minut. Nie wolno nakłuwać kotleta podczas smażenia. Będzie wówczas za suchy. Po usmażeniu odłożyć na chwilkę na deskę lub talerz, by odpoczął.

Autorem tego przepisu jest Łukasz.

Sosy barbecue i chilli:
O tych sosach, oraz o jeszcze dwóch innych pisałem już w tekście Cztery Twarze Sosu.

Podawanie:
Przygotowane w ten lub w inny sposób składniki należy połączyć ze sobą z kilkoma ulubionymi dodatkami. Mile widziane są: sałata, pomidory, cebula, ogórki kiszone. W tej kwestii nie ma żadnych zasad i ograniczeń. Nie ma też umiaru. Ważne jest, by całość trzymała się razem i trafiała do ust, a nie na części garderoby. Ważne jest też, by po pierwszym kęsie źle dobrane dodatki nie odebrały chęci na kolejne. Liczy się natomiast kolejność łączenia składników. Bułki przed podaniem należy przekroić i położyć na rozgrzany ruszt, by je ogrzać. Na dolną część przekrojonej bułki powinien najpierw trafić sos barbecue, następie sałata, później kotlet. Dodatki zwieńczają dzieło, a całość przykrywa górna część bułki posmarowana od spodu pikantnym sosem. Te można oczywiście wymienić na dowolne ulubione.

Domowe hamburgery nie mają sobie równych. Według opinii osób, które tego wieczoru wspólnie z nami delektowali się ich smakiem, zapachem i wyglądem, mogą z powodzeniem konkurować z dziełem każdego zawodowca. Chrupiąca, pachnąca i puszysta bułka. Soczyste, aromatyczne i dopasowane do wymagań kotlety. Intensywne, ale nie dominujące sosy. Świeże dodatki. Wszystko to sprawiło, że hamburgery stały się prawdziwą ucztą, potęgując rozkosz zmysłów przy każdym kęsie.

Najpiękniejsze w domowych hamburgerach jest zresztą nie tylko samo ich jedzenie. To tylko czubek góry lodowej. W tej potrawie najwspanialsza jest, przede wszystkim, ceremonia ich przygotowywania oraz świadomość składników. Bawiliśmy się przy tym doskonale. Samo przygotowywanie hamburgerów trwało przecież o wiele dłużej niż ich jedzenie. Ciasto na bułki czy mięso na kotlety przygotowaliśmy wcześniej, ale same bułki i same kotlety robiliśmy z Łukaszem już w trakcie spotkania. Ubrani w stylowe atrybuty kucharskie: czapkę i fartuch, na oczach gości Ani formowaliśmy kule, nadawaliśmy im pożądane kształty i po obróbce termicznej łączyliśmy z wybranymi dodatkami, tworząc tę jedyną w swoim rodzaju, niepowtarzalną całość.

Całość, składającą się z własnoręcznie wykonanych elementów, które powstały ze świadomie wybranych składników. Tak pierwotnych jak to tylko możliwe. Nikt z nas nie musiał zastanawiać się nad tym co, ile i gdzie zostało dodane? Z czego składa się to, co jemy? Jakim zabiegom zostało podane przed podaniem? Przez ile rąk przeszło? To czego doświadczyliśmy było w czystej postacie domowym dziełem pracy naszych własnych rąk. Sensu stricto homemade, handcrafted. No może poza sadzeniem pomidorów, sianiem zboża i ubojem wołu. To nadal przed nami.

Poza jednym. Z wyjątkiem ostrej papryki, która po raz kolejny rośnie w wielu odmianach, w doniczkach Łukasza. Rośnie i kusi. Obietnicą kolejnego wspaniałego, pikantnego sosu lub dodatku do kolejnej porcji kulinarnej zabawy w wyjątkowym towarzystwie.

  • Pelen czad!!! I to jest rewelacyjny sposob podania hamburgera i ta atmosfera. Szkoda,ze nie mieszkamy w jednym mieście… Ale kolejnym razem jak będziecie w Wawie koniecznie wpadajcie do nas na wspólne gotowanie ❤❤❤

    • Dzięki 😀 To pomysł tak dobry jak hamburgery 😀 Dziękujemy za propozycję 😀 Pozdrowionka!

  • Jeju ale to pysznie wygląda. Świetny pomysł z tym wspólnym gotowaniem, chyba go pożyczę 😀

    • Dziękuję! Pomysł jest genialny! Każdy gość uczestniczy czynnie w pracy. Wybiera takie składniki jakie lubi najbardziej no i oczywiście ich żony puszczają oczka do kucharza oraz chętnie pozują z nim do zdjęć 😀 😛 A ile komplementów przy tym! Wspaniała sprawa 😀

  • Ślinka mi pociekła… Czy otrzymam takiego, gdy będę kiedyś w okolicy? 😀

    A przy okazji tego wpisu zaczęłam się znów zastanawiać nad pewną kwestią. Otóż ostatnio gdzieś mignęły mi domowe hamburgery, które w dodatkach miały owoce, np. mango, brzoskwinię czy awokado. Jestem ciekawa, czy próbowałeś takich kombinacji 🙂

    • Otrzymasz! Nawet dwa! Tylko daj znać wcześniej, żebym zaczął bułki 🙂 A hamburgerów z owocami jeszcze nie jadłem 😀 Dziękują za podpowiedź! Będzie się następnym razem działo 😀

      • Oczywiście, w razie co – dam znać 🙂 A co do owoców – będę wdzięczna, jeśli podzielisz się wrażeniami i efektami, jak już wypróbujesz. Jestem bardzo ciekawa! 🙂

  • No i wszystko Twoja wina Artur! Własnie opędzlowałam burgera?! 😀
    Zartuje- zdjęcie na insta mnie zainspirowało, ale mój byl w brioszce z camembertem, żurawiną i rukolą- mniami 🙂

    • Mmmmm 😀 Super! Nie ważne jaki! Ważne, że z mojego powodu 🙂 😀 O winie w przypadku czegoś tak pysznego przecież nie może być mowy 🙂

  • Koooocham burgery! 😀 W czwartek przyrządzałam z rodzeństwem. I muszę Ci powiedzieć, że duża ilość ketchupu do masy mięsa wołowego, robi robotę!
    W ogóle zrobiłam się głodna od patrzenia na Twój blog – a w święta Wielkanocne, to naprawdę spore osiągnięcie 😀

    • Hahaha 😀 Dziękuję 🙂 Jak już wielokrotnie wspomniałem uwielbiam wywoływać uczucia, a uczuce głodu to największa nagroda za moją pracę 😀 Co do hamburgerów to testowałem wersje z ketchupem, ale koncepcja była taka żeby hamburger smakował głównie mięsem. Wiem, że to niezgodnie z ogólną tendencją. Łukasz nie dodał też musztardy i ziół. Purysta 🙂 Za co go kocham 😀 Pozdrawiam!