Coś Z Niczego.

Prościej się nie da! – pomyślałem gdy pierwszy raz czytałem przepis na domową, sezamową chałwę. To niemożliwe! – zadudniło echem w mojej głowie. Dwa składniki, kilkanaście minut pracy, kilka godzin leżakowania. To koniec. A jednak. Myliłem się, myśląc że nie ma rozwiązań alternatywnych. Okazuje się, że są, że jednak się da.

Wyobraź sobie taką sytuację. Przepełnia Cię pewność, nie masz żadnych wątpliwości, że masz rację. Wszystko wiesz i nie przyjmujesz do wiadomości, że może być inaczej. Dokładnie w takim przekonaniu żyłem. Gdy opanowałem sposób na zrobienie jednego z moich ulubionych smakołyków, byłem tak pewny swego, że nie dostrzegałem potrzeby poszukiwania innych możliwości. Tego co się ostatnio wydarzyło po prostu się nie spodziewałem. Zresztą jak mogłem, zamknięty w ciasnej klatce moich własnych przekonań.

Najprostsze możliwe rozwiązanie okazało się mieć swoją jeszcze bardziej prostą wersję. Coś czego nie dało się już w mojej opinii uprościć, uprościło się do granic możliwości. O tej najprostszej z najprostszych wersji domowego wyrobu cukierniczego pisałem już ponad rok temu, we wpisie Po Prostu Chałwa. Zachwycałem się wtedy genialnym rozwiązaniem, jakim jest zmielenie ziaren sezamu i dodaniem do niego miodu, by uzyskać jeden z moich ulubionych smakołyków. W jaki więc sposób można uprościć coś co składa się z dwóch składników, a proces wytworzenia trwa krócej niż podroż windą na 30 piętro Pałacu Kultury? Stało się to nie poprzez minimalizację, ale poprzez wymianę składników.

Pierwszym, które przychodzi na myśl jest oczywiście zamiana sezamu na słonecznik. Rozwiązanie znane w większości krajów dawnego bloku wschodniego, do dziś stanowi podstawę produkcji chałwy na przykład w Ukrainie. Rozwiązanie to sam testowałem i pomimo, że nie jestem fanem uzyskanej w ten sposób chałwy, chylę czoła przed nim jako doskonałą alternatywą. Pierwszym to znaczy nie jedynym. Kolejne rozwiązanie jest równie proste, ale o wiele bardziej zaskakujące. Polega na wymianie sezamu na jeszcze bardziej dostępny surowiec. Składnik wtłoczony wręcz w polską kuchnię.

Sezam jest ziarnem, który można obecnie kupić bez żadnego problemu. Nie jest wprawdzie dostępny w każdym sklepie, ale większość, zwłaszcza w dużych miastach, ma go w swojej ofercie. Większość, nie w każdym… właśnie. To słowa klucze, które zasługują na szczególną uwagę. Sezam nie jest bowiem surowcem tradycyjnie wpisanym w nasza kulturę co powoduje, że nie można go dostać wszędzie, w każdym sklepie. Globalizacja w tym zakresie niewiele zmieniła. Powodem jest oczywiście klimat.

Głównymi producentami sezamu są Indie i Chiny. W dalszej kolejności plasują się: Meksyk, Gwatemala i inne kraje Ameryki Środkowej oraz Sudan (https://pl.wikipedia.org/wiki/Sezam_indyjski). Sezam indyjski jest uprawiany w rejonach tropikalnych na całym świecie, został introdukowany również do Europy, gdzie występuje w Belgii, Francji, Grecji, Turcji oraz na Cyprze (https://pl.wikipedia.org/wiki/Sezam_(ro%C5%9Blina).

Inaczej ma się sprawa z owsem. To roślina, której tradycje uprawy na ziemiach polskich sięgają czasów bardziej niż odległych i można ja w Polsce uprawiać praktycznie wszędzie. Tak jak praktycznie wszędzie można ja kupić.

Na terenach polskich pierwsze ślady owsa tj. ziarniaki owsa głuchego (Avena fatua) pochodzą sprzed ok. 700 lat p.n.e. (…) Większość upraw tego zboża zlokalizowane jest na półkuli północnej, pomiędzy 35 a 50 stopniem szerokości geograficznej. (…) Warunki klimatyczne Polski umożliwiają uprawę owsa na terenie całego kraju (https://pl.wikipedia.org/wiki/Owies).

Zastosowanie płatków, wytwarzanych z ziaren owsa, do zrobienia chałwy, lub raczej wyrobu podobnego do chałwy, zaskoczyło mnie kompletnie. Nie stronię od alternatywnych rozwiązań, jednakże to wykroczyło daleko poza moje wyobrażenie.

Przepis, z którego skorzystałem.

szklanka płatków owsianych
40g miodu (bardzo czubata łyżka) – lub mniej
20g oleju roślinnego

Płatki uprażyć w piecu lub na suchej patelni. Zmielić dokładnie. Dodać miód, oleju i dokładnie wymieszać. Formować dowolny kształt, albo włożyć do odpowiedniego naczynia i do lodówki.

W oryginalnym przepisie użyto nierafinowanego oleju z rokitnika, z pierwszego tłoczenia.

Przepis znalazłem na blogu Sielskie Marzenia. Sielskie Miejsce. W wpisie Owsiana”chałwa”. Obłędna.

Tak jak nie spodziewałem się, że jest możliwe inne rozwiązanie niż sezam czy słonecznik, tak też od chałwy owsianej oczekiwałem niestety zbyt wiele i przyznam, że początkowo się zawiodłem. Po nocy spędzonej w lodówce chałwowy batonik nie uzyskał charakterystycznej dla chałwy konsystencji. Nie uzyskał też niezbędnej jednolitości smakowej. W słodkiej, ale niezbyt, masie nadal dało się wyodrębnić poszczególne smaki: płatków owsianych i miodu. Dopiero gdy na kilka godzien, przez nieuwagę, zostawiłem batonik na blacie, w temperaturze pokojowej, smaki wymieszały się. Mączka owsiana wchłonęła miód, a całość zmieniła nieco konsystencją zbliżając się pod tym względem do wschodniego wyrobu.

Chałwa, lub raczej uzyskany w ten sposób batonik chałwowy, okazał się być bardzo ciekawym doświadczenie kulinarnym. Jakkolwiek smaczny, nie przypominał oryginalnego wyrobu. Okazał się być czymś zupełnie innym. Zdecydowanie mniej słodki, nawet nieco mdły, bardziej wytrawny, z bardziej zwartą konsystencją. Wywołał też tyle reakcji ile jedzących go osób. Od zachwytu poprzez obojętne mlaskanie, aż do grymasu zniechęcenia. Doskonale natomiast sprawdził się przed intensywnym wysiłkiem i tuż po nim. Ze względu na brak intensywności smakowej nie przypomina o sobie, na przykład, podczas długiego biegu, za to po nim doskonale zaspokaja pierwszy głód.

No właśnie. Brak. Nie jest istotne co miał, ważne jest czego w nim zabrakło. Mam na myśli brak charakteru. Chałwa sezamowa czy słonecznikowa mają bardzo wyrazisty charakter. Intensywność wynikającą ze smaku i zapachu surowca. Owies jest jaki jest. To ziarno pozbawione wyjątkowych walorów. Uprawiane raczej ze względu na łatwość i wartości odżywcze niż na zniewalający smak i aromat. Nie dziwi mnie więc, że batonik wykonany głównie na jego bazie jest jaki jest. Prosty, wręcz toporny ale za to bardzo pożywny i łatwy w wykonaniu. Z tego co było, jest i będzie wszędzie. Pod ręką.

  • No, powiem szczerze, że chyba też bym była jedną z tych osób, która nie wiedziałaby, jak na taki smak zareagować:) Choć płatki owsiane uwielbiam to jakoś trudno mi je sobie wyobrazić, jako podstawowy składnik chałwy.

    Dobrze jednak, że na ten „nietypowy”:) smak znalazłeś jakiś pomysł dobrego wykorzystania. Lepszy taki batonik regeneracyjny ze względu na wartościowe składniki niż jakieś byle co i de facto „do końca nie wiadomo co” z półki sklepowej.

    • Też bardzo lubię płatki. Gdybym miał zrobić chałwę z np. jarmużu byłoby gorzej 😛 Batoniki regeneracyjne robię od dawna, ale żaden nie był tak prosty. Najważniejsze, że działa a smak… Szybkie popicie robi swoje 🙂

  • Agnieszka Lewandowska

    Nie wszystko co proste jest dobre, ale jak piszesz chałwa ma i swoich koneserów 🙂

    • To prawda. W kuchni jedyną regułą jest to, że nie ma reguł 🙂 Dziękuję i pozdrawiam!

  • Malwina Ropel

    hmmm chałwę uwielbiam, płatki owsiane też, kurcze ale żeby płatki składnikiem chałwy, spróbuję 🙂 jestem mega mega ciekawa 🙂

    • Tej chałwy należy spróbować 🙂 To ewenement, o którym opowiada się historie przy kawie 😛 Bedzie mi bardzo miło jak napiszesz o swoich wrażeniach. Pozdrawiam i dziękuję!