Cieszyńskie Śledztwo.

Trafiliśmy tu przez „zupełny przypadek”. Wracaliśmy z urlopu. Mamy w zwyczaju przedłużać go w nieskończoność i zatrzymywać się po drodze w jak największej ilości ciekawych miejsc. Tym razem trasa powrotu była bardziej niż nieciekawa. Aż do chwili, w której Ewa nie powiązała ze sobą kilku wątków: Czechy, Czeski Cieszyn, Cieszyn, kanapki ze śledziem, cieszyńskie kanapki ze śledziem.

Żeby rozwiać wszelkie wątpliwości do razu napiszę, że nie podam przepisu na te kanapki. Nie znam go, nie poznam i nawet nie będę próbował odtworzyć. Nie tylko nie łudzę się, że mi się to uda. Uważam wręcz, że nie wolno mi tego robić. Ideał to ideał. Tym bowiem są oryginalne cieszyńskie wyroby. Idealnie dobraną kompozycją, która pozornie wydaje się wręcz oczywista.

Producenci cieszyńskiego specjału zdają sobie doskonale sprawę z tego ile emocji wzbudzają ich kanapki. Internet co chwila próbuje rozgryźć tajemnicę tego wyrobu. Nikomu nie udało się tego jednak dokonać, a kontrwywiad nie śpi.

Wiele osób pragnie odtworzyć jej smak. Naśladowców nie brakuje także wśród blogerów kulinarnych. Z czego jest zrobiona – każdy widzi, a jednak jej unikalny smak pozostanie naszą tajemnicą. (Cieszyńskie Kanapki)

Dlatego moje śledztwo zanim się jeszcze zaczęło musiało się już na dobra sprawę skończyć. Producenci kanapek ucinają jakiekolwiek dyskusje. Nikomu nie udało się i po prostu nie uda wyjawić na światło dzienne tajemnicy wyjątkowego smaku tego wyjątkowego wyrobu. Opiera się on bowiem na zbyt wielu zmiennych. To tajemnica receptury marynowania śledzia, tajemnica receptury samodzielnie wyrabianego majonezu, to tajemnica ilości i proporcji składników.

A gra jest pozornie oczywista. Kanapki śledziowe, pozornie, wydają się proste do przygotowania. Składają się z dosłownie z kilku elementów: pieczywo, śledź, cebula, majonez, gotowane jajko i natka pietruszki. Wystarczy jednak chwilkę pochylić się nad nimi, by dostrzec zawiłości. Cebulka nie jest zwykłą cebulką wyciągniętą z marynaty. Majonez ma wyjątkowy posmak i barwę. Śledź jest intensywny w smaku, ale nie dominuje nad całością. Wystarczy też spojrzeć na długość kolejki, zachłanność osób, które obok pochłaniają kolejne kanapki i na statystyki.

Codziennie spod rąk pań pracujących w Zakładzie Garmażeryjnym wychodzi około 4 tysięcy kanapek. W piątki ich liczba wzrasta do 7 tysięcy. (Wiadomości OX PL)

Takie ilości mogą świadczyć tylko o tym, że o popularności kanapek z Cieszyna ma wpływ nie tylko cena. Muszą mieć w sobie coś co, dosłownie, codziennie przyciąga tłumy. I mają! Niepowtarzalny, oryginalny, niemożliwy do odtworzenia smak.

Moje nieudolne śledztwo kończy się zanim się jeszcze na dobre zaczęło z jednego jeszcze powodu. W internecie krąży wiele informacji i legend, dotyczących historii powstania cieszyńskich kanapek. Producenci zadbali jednak też o tę część ich działalności. Na oficjalne stronie podane są wszystkie dokładne informacje, które rozwiewają wszelkie wątpliwości. Nie wiadomo bowiem dokładnie kiedy i w jakich okolicznościach powstały kanapki ze śledziem. Nie wiadomo też skąd w cieszyńskiej kuchni śledź i jego aż tak ważne miejsce. Nie brakuje w tej historii oczywiście Islandczyków i wafelków w czekoladzie.

Skąd śledzie w Cieszynie? Prawdopodobnie z Islandii. Dzieje Cieszyńskiej Kanapki łączą się w pewnym punkcie z historią pewnego wafelka produkowanego w Cieszynie od 1955r. W czasach Polski Ludowej, Islandczycy w ramach wymiany handlowej zaproponowali Polakom właśnie śledzie. Płynące w naszym kierunku statki z islandzkimi rybami mijały jednostki załadowane polską wódką, drewnem oraz wafelkami oblanymi czekoladą. 

(…) w Cieszynie rosła popularność znanych już wtedy kanapek, które pojawiły się w nowej, śledziowej odsłonie. (…) Dokładna data powstania pierwszej Cieszyńskiej Kanapki pozostaje jednak tajemnicą. Najstarsi pracownicy Spółdzielni wspominali, że kanapki na pewno były robione już w 1946 roku. (Cieszyńskie Kanapki)

Żeby spróbować cieszyńskie kanapki ze śledziem nie wystarczy pójść do marketu wrzucić do koszyka kilka oczywistych rzeczy. Nie wystarczy też odpalić internet, wpisać w wyszukiwarkę kilka wyrazów i zassać  pierwszy lepszy przepis. Trzeba czegoś więcej.

Żeby spróbować cieszyńskie kanapki ze śledziem trzeba pojechać do Cieszyna, znaleźć jeden z kilku sklepów cieszyńskiego Społem, stanąć w niemałej niekiedy kolejce, kupić kilka i dopiero wtedy poznać o czym piszę i o co tyle hałasu. Nie da się tych kanapek ot tak po prostu zrobić. Ich wyjątkowość to efekt ponad siedemdziesięcioletniej pracy kilku pokoleń pracowników, którego ot tak sobie nie da się i nie wolno podrabiać.

Na zakończenie dodam, że miłym dla mnie zaskoczeniem był nie tylko smak kanapek ze śledziem. Bardziej chyba zdziwiłem się kto jest ich twórcą i producentem. To wspomniany już przez mnie cieszyński Społem, a dokładnie Zakład Garmażeryjny Społem Powszechnej Spółdzielni Spożywców Konsum Robotniczy. Instytucja, która jednoznacznie kojarzyła mi się z PRL-em, stanowiła dla mnie synonim zacofania i tandety. Dzięki cieszyńskim kanapkom poznałem ją z zupełnie innej strony. Oddają ją najlepiej słowa, których nie powstydziły by się najlepsze zakłady produkcyjne z całego świata. To: tradycja, jakość, świeżość, doskonały smak, dbałość o szczegóły oraz przemiła, profesjonalna obsługa.

Nasze wyroby garmażeryjne produkowane są tylko z naturalnych składników i nie zawierają konserwantów. (Ulotka informacyjna na blacie sklepu przy ul. Głębokiej 1 w Cieszynie)