Ciasto z Mięsem.


Pochylony nad blatem kroję w kostkę kolejne składniki. Szatkuję i miażdżę inne. Z szuflady wyjmuję potrzebne przyprawy. Do emaliowanego kubka, w starym stylu, wlewam wrzątek. Wrzucam do niego intensywnie pachnąca kostkę. Do miseczki odmierzam dwie łyżki ciemnego płynu. Za plecami grzeje się patelnia, na którą za chwile wyleję słonecznikowy olej. Ostatni rzut oka na przepis. Ostatnie spojrzenie na blat. Jestem gotów. Wszystko jest gotowe. Stało się. Lub raczej się stanie. Mięsne ciasto.

Coś co jeszcze kilka lat temu wydawało mi się raczej śmieszne niż możliwe, zaczęło stawać się w tamtym momencie faktem. W mojej kuchni, pod moim własnym dachem zaczęło powstawać prawdziwe, najbardziej realne, mięsne ciasto. Twór jakby żywcem wyjęty z surrealistycznych obrazów katalońskiego mistrza. Sam nie mogłem do końca w to uwierzyć i nadal jak o tym pomyślę, to muszę chwilkę pomyśleć i skompletować fakty. Najbardziej zaskakujące jest jednak to, że od dawna nie miałem zamiaru go robić. Idea powstała jak zwykle w najmniej oczekiwanym momencie.

Ciasto mięsne tkwiło we mnie jako jeden z tych planów, których realizacje odkładałem na dogodny moment. Poznałem je wraz z prezentem, który dostałem od mojej siostry. Wraz z książką Classic Recipe Collection by Sainsbury’s, o której pisałem już w tekście British Masala. Szaleje w niej cała masa nietuzinkowych potraw, wśród których prym wiedzie właśnie ta jedna konkretna. Ciasto wypełnione mięsnym farszem, steak pie.

Nie wiem dlaczego nie miałem zamiaru go zrobić. Samo zdjęcie powinno było mnie przekonać, sama lektura przepisu uruchomić do działania. Maszyna jednak nie zatrybiła. Silnik nie odpalił. Brakło paliwa? Smarowania? Nie sądzę. Wszystko było we mnie jako efekt dotychczasowej pracy. Przecież nie raz przekonywałem się o tym, że zadając pytanie od dawna znałem odpowiedź. Przecież mój umysł od dawna pracował na określonych obrotach. W pełnej gotowości czekał tylko na jakieś bodźce. Zdjęcia, teksty, rozmowy, ludzi, miejsca, słowa. No właśnie. przy wszystkich tych ważnych elementach zabrakło jednego, być może najważniejszego, iskry zapłonowej. Tego jednego słowa, które zmieniłoby wszystko.

Gdy to słowo padło nie było już odwrotu. Tak jak w wiele razy wcześniej nie miałem oprzeć się ogarniającej mnie fali emocji i myśli. W ciągu kilku zaledwie godzin dopracowałem przepis do własnych potrzeb i możliwości, zebrałem składniki i w ciągu dwóch zaledwie dni zrobiłem to wyjątkowe, przepyszne i bardzo intrygujące ciasto.

Przepis, z którego skorzystałem:

Farsz:
1 kg wieprzowiny lub wołowiny (gulaszowej)
1 średnia cebula
2 marchewki
300 g pieczarek
2 łyżki koncentratu pomidorowego
2 ząbki czosnku
2 łyżeczki suszonego tymianku lub dwie gałązki świeżego
1 listek laurowy
2 łyżki sosu Worcestershire lub sosu sojowego
1 kostka rosołowa rozpuszczona w 500 ml wody lub 500 ml wcześniej przegotowanego domowego bulion wołowego
4 łyżki maki pszennej
sól, pieprz

Kostkę rosołową zalać wrzątkiem. Mięso, cebulę, marchew i pieczarki pokroić w kostkę. Czosnek zmiażdżyć. Pokrojone mięso posolić i dopieprzyć. Smażyć mięso na patelni, na oleju, przez kilka minut aż się zarumieni. Przełożyć do większego garnka. Na tą sama patelnię wrzucić cebule, marchew  pieczarki. Smażyć przez 10 minut. Na ostatnią minutę dołożyć czosnek. Przełożyć do garnka z mięsem. Zalać rosołem z kostki/bulionem, dodać sos sojowy/Worcestershire, koncentrat pomidorowy, tymianek, listek laurowy i mąkę. Zagotować. Zmniejszyć ogień i dusić przez 1,5 godziny aż mięso zmięknie, sos się zredukuje i zgęstnieje. Odstawić do wystudzenia.

Kruche ciasto:
225 g maki pszennej
110 g masła
1 jajko
duża szczypta soli
3 łyżki lodowatej wody
dodatkowo: jedno roztrzepane jajko do smarowania ciasta przed pieczeniem

Mąkę wsypać do miski. Wkruszyć masło. Zmieszać razem, rozgniatając masło. Dodać roztrzepane jajko, szczyptę soli i wodę. Wszystko razem delikatnie wymieszać aż do uzyskania jednolitej masy. Odstawić do lodówki na koło 30 minut.

UWAGA! Kruche ciasto można zastąpić gotowym ciastem francuskim. Jest on powszechnie stosowane w wielu przepisach.

Przygotowanie ciasta:

Rozgrzać piekarnik do temperatury 200 stopni C. Wyjąc ciasto z lodówki i podzielić na dwie równe części. Pierwsze z nich rozwałkować tak by była większa od naczynia żaroodpornego, w którym będzie ciasto robione. Posmarować naczynie jajkiem i wyłożyć dokładnie ciastem, tak by wystawało poza brzegi. Farsz wyłożyć na całej powierzchni naczynia. Rozwałkować kolejna część ciasta, tak by była większa od naczynia. Nawinąć na wałek i delikatnie rozwinąć na naczyniu, tak by przykryła cały wyłożony farsz. Poprawić tak by ciasto szczelnie zakrywało farsz. Połączyć brzegi dolnej i górnej części, formując dookoła „wianuszek”. Wierzch ciasta posmarować dokładnie jajkiem. Nakłuć całą powierzchnię, kilkakrotnie widelcem, lub zrobić na środku dwa przecinające się nacięcia. Włożyć do nagrzanego piekarnika i piec około 35-40 minut, aż się ciasto zarumieni. Podawać na gorąco.

Porcja ciasta starcza na średniej wielkości, okrągłe lub owalne naczynie żaroodporne. Moje naczynie ma około 17 cm szerokości, 23 długości i 5 głębokości. Zrobiona według tego przepisu porcja to obiad dla 3-4 osób. Fakt jest taki, że potrawa tak popularna nie ma ściśle wyznaczonych zasad przygotowywania. Należy do tych, które mają tyle przepisów ile robiących je osób. Zmieniają się wielkości i kształt naczyń, ilość użytego ciasta i proporcje składników. Przepis, który przedstawiłem odbiega nawet do tego, który podano w książce. Dopasowałem go do moich potrzeb. Farsz można oczywiście podawać z innymi dodatkami. Doskonale smakuje z kaszą lub ziemniakami. Proszę jednak pamiętać o tym, że nie będzie to już wtedy ciasto.

Przepis na farsz jest nieco zmodyfikowana wersją przepisu na Steak & Ale Pie, pochodzącego z książki Classic Recipe Collection by Sainsbury’s. Kruche ciasto zrobiłem według przepisu Short crust pastry.

Technikę nawiania rozwałkowanego ciasta na wałek i nakładania go na naczynie z farszem pokazuję na filmikach.

Steak pie zarówno w odmianie wieprzowej, jaki oryginalnej wołowej, jest pełnym posiłkiem. Dodatek mąki i ciasta sprawia, że jest bardzo sycącym daniem, które doskonale może sprawdzić się jako wartościowy i pożywny obiad. Niezwykle aromatyczne, słodkawe, niezbyt pikantne, wypełnione miękkim i soczystym mięsem, gęstym i bardzo wyrazistym sosem, wzbogacone marchewką i pieczarkami ciasto wprost wypełnia pomieszczenie w którym się znajduje. Nie może być dodatkiem. Jego obecność powoduje, że dosłownie po królewsku skupia na sobie całą uwagę. Zarówno przed podaniem, jak i w trakcie jedzenia i długo po nim.

Okoliczności przygotowania Steak pie zostaną w mojej pamięci na bardzo długo. O wiele dłużej niż okoliczności przygotowania innych potraw. Gdyby nie znów tylko jedno słowo, które padło podczas jednej z internetowych rozmów. Słowo, które pobudziło mnie do działania nie byłbym najprawdopodobniej w stanie ruszyć z tym ciastem. Jak kropla wody, która przepełniła czarę. Bez niego, bez tej jednej iskry steak pie byłby nadal tylko planem, który płowiałby z czasem i spadał na mojej liście rzeczy do zrobienia na coraz bardziej odległe miejsca.

Zdaję sobie w pełni sprawę z tego, że wobec tego impulsu, jak i całego procesu twórczego jestem absolutnie bezsilny. Na każdym jego etapie może wydarzyć się coś, co spowoduje, że trafi on do folderu nigdy niezrealizowanych pomysłów. Dlatego uczę się nadal nie popadać w rozpacz, gdy zbyt długo nie pojawi się w moim otoczeniu ani jeden napędzający bodziec. Wiem, że zjawia się on zawsze bez względu na moją wolę i świadomość. Bez względu na to jak bardzo emocjonalnie angażuję się w pracę. Pozostaje mi czekać i normalnie funkcjonować. Bez oczekiwań i napięcia. Czytając, rozmawiając, oglądając, stwarzając poprzez to okazję, zbierając tylko wszystkie elementy. Bo gdy iskra się pojawi, musi mieć przecież na czym zapłonąć. I musi mieć dzięki czemu zbyt szybko nie zgasnąć.

Nie jestem zwolennikiem pisania pod jakiekolwiek dyktando. Nie jest to kwestia oportunizmu, z natury jestem konformistą, jest to tylko i wyłącznie sprawa moich umiejętności. Proste dla mnie pisanie pod wpływem emocji i w wyniku zachwytu nad jakimś tematem staje się udręką, gdy tylko temat ten jest w jakikolwiek sposób wymuszony. Mój proces twórczy opiera się na składowej wielu elementów, z których najistotniejsza jest emocja oraz ściśle związana z nią intuicja. Chyba, że… Proces ten zostanie na jakimś etapie, w wyniku kontaktu z jakimś bodźcem pobudzony. Stanie się innymi słowy coś, czego nie zaplanowałem i czemu mogę się jedynie podporządkować. Tak też stało się i tym razem.