Chińska Zupka.

Czy jadłaś, jadłeś kiedykolwiek zupkę chińską? Oczywiście! To pytanie ekstremalnie retoryczne. Każdy jadł i każdy we, że to synonim zła. Ja też jadłem. Wczoraj. I zapewne zjem jutro i będę jadł jeszcze wiele razy w życiu. Dlaczego? Bo moja zupka była pyszna, pożywna i zdrowa. Niemożliwe? A jednak!

Samo zło. Też tak myślałem. Jedyne co mogłem powiedzieć o tych zupkach to, że są pozbawione wartości, przepełnione chemią spożywczą, wywołujące problemy układu trawiennego, nieprzyjemnie pachnące i dwuznacznie wyglądające. Jak karma, a nie pożywienie. Glutaminian sodu, syrop glukozowy, konserwanty, emulgatory, regulatory kwasowości, substancje przeciwzbrylające i do tego woskowany, wywołujący niestrawność makaron. Lista grzechów jest długa. Ostatnio zmieniałem jednak zdanie. Odbija mu na starość – można by powiedzieć. Nic z tych rzeczy. Ja po prostu dotarłem do sedna sprawy, lub raczej do jej źródła.

Wczorajszy obiad był dla nas wszystkich zaskoczeniem. Niezwykle aromatyczna zupa. Bardzo intensywna w smaku, pikantna, zachwycająca subtelną nutą orientalnych przypraw, treściwa, ślicznie wyglądająca, podana z bardzo dobrym makaronem i kilkoma nietuzinkowymi dodatkami. Całe mieszkanie od wielu godzin wypełniał jej aromat. Mnie samego skrajna ekscytacja. W domu nie panowała jednak nerwowość. Powolne przygotowanie tej zupy przygotowało nas na jej królewskie wejście.

To czym zachwycaliśmy się było niczym innym jak domowym odpowiednikiem, pierwowzorem, niedoścignionym protoplastą owianej złą sławą zupki chińskiej. Mam tu na myśli zupę ramen. Sam oczywiście tego związku nie wymyśliłem. To potwierdzony fakt. Nawet coś takiego jak chińska zupka, miało swojego twórcę, który kierował się przy jej tworzeniu pewną bardzo szczytną ideą.

Jej twórcą był Japończyk Momofuku Andō, który chciał stworzyć produkt łatwo dostępny i pozwalający zwalczyć niedobór żywności. Pierwowzorem był japoński ramen. (https://pl.wikipedia.org/wiki/Zupa_b%C5%82yskawiczna)

Według Japończyka zupy miały pomóc zwalczać powojenne niedobory żywności. Wynalazek Andō zdobył popularność na całym świecie; w 2000 roku w japońskich sondażach produktów został uznany za najważniejszy wynalazek XX wieku. (https://pl.wikipedia.org/wiki/Momofuku_And%C5%8D)

Ramen w odróżnieniu od pierwszej lepszej zupki chińskiej wymaga wielu godzin przygotowań i nieco więcej składników niż zawartość kilku plastikowych torebek. Nie jest zupą specjalnie trudną w przygotowaniu, ale wymaga cierpliwości i co najważniejsze świeżych produktów dobrej jakości. Nie ma oczywiście jednego, oficjalnego przepisu na ramen. Jako zupa należąca do kanonu codzienności, ma tyle sposobów ile osób, które ją przygotowują. Musi jednak składać się z kilku podstawowych elementów: mięsnego lub warzywnego rosołu, wzbogacających smak i wygląd dodatków oraz makaronu. Najlepiej domowego. Rodzaj użytego mięsa wpływa na cały charakter konkretnego ramen. Inaczej będzie smakować baza wołowa, inaczej wieprzowa, jeszcze inaczej drobiowa czy rybna. To oczywiste. Jeśli chodzi o dodatki, to podstawą ich wyboru jest rodzaj rosołu oraz gust i wyobraźnia kucharza. Z moich obserwacji wynika, że najczęściej używane są: jajka, grzyby, szczypior, ostra papryka, kukurydza, różnego rodzaju glony i paluszki krabowe w wersjach rybnych czy tofu w wersjach wegańskich.

Wiedząc to wszystko i znając wiele przepisów długo zwlekałem ze zrobieniem własnej ramen. Odstraszała mnie przede wszystkim spora ilość nieznanych mi składników, których używa się w wielu przepisach. Wolałem nie ryzykować i  nie tracić czasu. Istniało duże prawdopodobieństwo, że po wielogodzinnym oczekiwaniu wyleję wszystko do śmieci. Ramen to nie zupka, którą zalewa się wrzątkiem i je po 3 minutach. Dlatego zdecydowałem się na jej zrobienie dopiero, gdy trafiłem na przepis, który nie wzbudził moich żadnych wątpliwości, w miejscu, które darzę stuprocentowym zaufaniem.

Przepis, z którego skorzystałem:

Zupa
1 kg wołowiny (szponder z kością) lub wieprzowiny (łopatka, golonka, żeberka)
2,5 litra wody
1 średnia marchewka
1 korzeń pietruszki
łyżka ziaren pieprzu
2 płaskie łyżki soli

Dodatki
250 g suchego makaronu pszennego udon
5 jajek ugotowanych na twardo
2 cebule dymki ze szczypiorem
20 g suchych grzybków moon
1 świeża papryczka chilli – lub łyżka suszu
20 ml sosu sojowego

Opcjonalnie
kawałek świeżego korzenia imbiru – ok 2-3 cm
pół łyżeczki ziaren kuminu
duża szczypta cynamonu

Makaron udon
1 łyżeczka soli
1 szklanka ciepłej wody
3 3/4 szklanki pszennej mąki
mąka do podsypania

Do garnka wlać 2,5 litra wody. Wołowinę umyć i umieścić w garnku. Marchewkę oraz pietruszkę umyć, obrać i również umieścić w garnku. Dodać ziarna pieprzu oraz sól. Gotować rosół pod przykryciem, na małej mocy palnika przez 6 godzin. W międzyczasie ugotuj jajka na twardo. Grzybki moon zalać wrzątkiem i zostawić pod przykryciem na 5 minut, aż napęcznieją. Potem drobno je poszatkować. Opcjonalnie: imbir obrać i zetrzeć na tarce, kumin zgnieść w moździerzu, przyprawy dodać na pół godziny przed końcem gotowania.

Przygotować makaron: wsypać sól do wody i dokładnie wmieszać, aż się całkowicie rozpuści. Wsypać mąkę do dużej miski. Wlewać wodę do mąki porcjami. Wyrabiać ciasto, aż do uzyskania jednolitej masy. Uformować kulkę. Włożyć ciasto do szczelnej, foliowej torebki, zawiązać ją i ugniatać stopami (tak stopami!) przez kilka minut. Ciasto jest twarde i ugniatanie go rękami jest bardzo trudne. Za każdym razem, gdy kulka się rozpłaszczy, ponownie ją formować i ugniatać dalej. Na koniec uformować kulkę i pozostawić, w torebce, na 3-4 godzin w temperaturze pokojowej. Po tym czasie ponownie ugnieść stopami. Rozwałkować ciasto na stolnicy oprószonej mąką, podzielić na porcje i pokroić w paski. Każdą porcję należy dokładnie prószyć mąką. Ciasto bardzo się klei. Grubość i długość zależy od indywidualnych upodobań. Można to robić ręcznie lub za pomocą maszynki do makaronu. Gotować we wrzącej wodzie od 3 do 6 minut tuż przed podaniem. Czas gotowania zależy od grubości makaronu. Makaron musi być całkowicie ugotowany, nie może być ani al dente, ani rozgotowany. Po ugotowaniu wylać na durszlak i dokładnie przepłukać zimną wodą.

Po 6 godzinach gotowania się wywaru przy pomocy cedzaka wyłowić wszystkie składniki. Mięso zdjąć z kości. Do zupy dodać tylko chude, ładne kawałki, bez tłuszczu. Reszta składników nie będzie potrzebna. Można wykorzystać ewentualnie marchewkę. Do rosołu z mięsem dodać sos sojowy, poszatkowane grzybki moon, poszatkowaną dymkę ze szczypiorem. Szczypior można również dodać bezpośrednio na talerz. Na talerzach zaś dodawać indywidualnie po pół jajka, makaron oraz chilli w takiej ilości, jakiej dana osoba lubi.

Makron można oczywiście kupić i ugotować według instrukcji podanej na opakowaniu. Nie musi to być też koniecznie makaron udon. Może być chown mein lub inny azjatycki. Podejrzewam, że ramen będzie również wyborny z naszym, jajecznym, rosołowym.

Przepis na ramen znalazłem na blogu jednaj z moich ulubionych blogerek, Ani Wrońskiej, AniaGotuje.pl, we wpisie Zupa Ramen Wołowy. Prostota tego przepisu, jego oczywistość i przejrzystość od razu do mnie przemówiły. Nie mogłem się wprost doczekać, aż w końcu zrobię według niego mój pierwszy ramen. Wszystkie składniki doskonale znałem, nie było wśród nich żadnego, którego bym się choć trochę obawiał. Mało tego. Krótka wymiana zdań z autorką bloga utwierdziła mnie w przekonaniu, że trafiłem na właściwy przepis. Ania w odpowiedzi na moje pytanie, dotyczące orientalnych przypraw i elementów odpowiedziała jasno i wyraźnie: Im mniej, tym lepiej… taką mam zasadę. Ja oczywiście nie umiałem się opanować i dodałem imbir, kumin i cynamon. Decyzję podjąłem jednak wbrew sugestii autorki.

Przepis na makaron znalazłem na blogu Rachael Hutchings, La Fuji Mama, we wpisie How to make handmade udon noodles. Ten prosty i bardzo czytelny sposób nie pozostawił we mnie nawet krztyny wątpliwości. Zwłaszcza, że w przepisie nie ma żadnych kruczków. Tylko mąka, woda i sól. Makaron oparłem na zwykłej, zakupionej w markecie mące pszennej i wyszedł doskonały. Zrobiony z podanej przez Rachel mieszanki mąk musi być jeszcze lepszy.

O smaku, zapachu i ogólnym wrażeniu, jakie zrobiła nie tylko na mnie ramen, już pisałem. Więcej napisać się nie da. Dodam tylko, że warta jest poświęconego jej czasu i energii. Każdej minuty. Efekt zdumiewa i zachęca do dalszych poszukiwań. Już nie mogę się doczekać na ramen z kaczki czy kurczaka, z dodatkiem przyprawy pięciu smaków czy curry. Na rybne długo się jednak nie zdecyduję. Poczekam aż ktoś mi je najpierw poda. Chyba, że trafi we mnie przepis który nie wzbudzi moich żadnych wątpliwości, w miejscu, które darzę stuprocentowym zaufaniem.

  • natasza c

    Uwielbiam chińską kuchnie. Mogłabym makaron i ryż jeść każddgo dnia. Super przepis…postaram sie zrobić takie danie

    • Wspaniale 🙂 Czekam z niecierpliwością na Twoją opinię 🙂

  • ka ja

    To ja chyba jestem jakaś dziwna bo nigdy nie jadłam zupki chińskiej.

    • Naprawdę? Super! Pozostań zatem w tym stanie i sięgnij do oryginału. Ramen jest niesamowita pod każdym względem. Nie warto sobie psuć kubków smakowych chińskimi podróbkami 🙂 Pozdrawiam!

  • Ciekawa propozycja! Brzmi zdecydowanie intrygująco! 🙂

    • Bardzo ciekawa 🙂 Z początku nie byłem przekonany do tej spy, ale efekty przerosły moje najśmielsze oczekiwania. Pozdrawiam 😀