Blok Ekipa.

Nie ważne gdzie się wychowałeś. Nie ważne skąd pochodzisz i z kim się zadawałeś. Nie ważne w czym chodziłeś, ani jakiej słuchałeś muzyki. Nie ważne po czyjej stronie stawałeś podczas szkolnych bójek. Ważne kiedy się wychowałeś. W jakiej, bezpowrotnie zakończonej epoce. Po czym to poznać? Nie po numerze PESEL, czy po jakości zdjęć z podstawówki. Po tym czy wiesz czym jest blok. Smakołyk z czasów, gdy w słowie brak zawierało się prawie wszystko.

Nie znam historii bloku. To jedna z tych, które giną w mrokach kuchennych zakamarków. Być może i ten genialny przysmak powstał w wyniku pomyłki czy niedopatrzenia. Najbardziej prawdopodobne jest jednak to, że będąc ściśle związany z epoką, w której był najbardziej popularny, powstał po prostu z braku. Braku składników, braku zaopatrzenia, braku niemalże wszystkiego oprócz braku wyobraźni.

Blok był najprostszą możliwą formą odpowiedzi na społeczne zapotrzebowanie na czekoladę. Powstał i był masowo wyrabiany w czasach, gdy trudno było o wszystko. Stworzony niemalże z niczego, robiony z dostępnych składników miał przede wszystkim czekoladę zastępować. Z tego co pamiętam z marnym efektem, co oczywiście w niczym, nikomu nie przeszkadzało. W zasadzie każdy, komu dane było przetrwać dzieciństwo w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, wspomina blok nie tylko z sentymentem. Deklaruje ogromną do niego sympatię. Niemalże każdy z kim o tym rozmawiam z nostalgią powraca do wspomnień chwil zajadania się tym jedynym w swoim rodzaju smakołykiem. Niepowtarzalnym, ale związanym nie tylko z jedną epoka i nie tylko z jednym zaradnym narodem.

Podczas szukania przepisu na blok natrafiłem na informację, że podobne, niemalże identyczne przysmaki produkowane były w wielu miejscach na świecie. Runęło kolejne moje przekonanie. Byłem oczywiście pewien, że blok, jak wiele elementów poprzedniego ustroju politycznego, łączy wspomnienia tylko, wychowanych w tych czasach Polaków. Jak podaje autorka wpisu Prosty przepis na domowe łakocie, czyli jak zrobić blok czekoladowy?

Blok (…), nie jest popularny jedynie w Polsce. Dla przykładu na Litwie nazywany jest tinginys, czyli „leniuch”, co odnosi się do łatwości jego przygotowania. Z kolei m.in. we Włoszech i Portugalii możemy spotkać się z blokiem w kształcie walca (…), nazywanym „czekoladowym salami”.

Mało tego. W tym samym miejscu dowiedziałem się, że przepis na blok można znaleźć również poza Europą:

W Anglii oraz USA do bloku czekoladowego dodaje się (…).

Nie zdziwiłem się więc, gdy podczas ostatniej imprezy sylwestrowej poznałem Marię z Nowosybirska. Zna i lubi blok. Nazwała go Шоколадная Kолбаса, ale po spróbowaniu mojego stwierdziła, że smakuje inaczej niż ten, który robi się w jej okolicy. Okazuje się bowiem, że pomimo zbieżności ogólnej koncepcji każdy kraj, czy naród, wypracował swój własny niepowtarzalny sposób przygotowywania bloku. Na czym polegają różnice? To oczywiście skrajnie istotne detale.

Najistotniejsze jest to, że w polskiej wersji bloku, podstawą jego smaku jest połączenie kakao z mlekiem w proszku. Bloki z pozostałych regionów świata wykonywane są w w większości oparciu o gotową czekoladę. W Polsce tego  kluczowego składnika nie było. Dlatego został on bardzo umiejętnie zastąpiony przez to co w ogóle było dostępne. Polskie gospodynie domowe nie mogły też bloku wzbogacać o obecne w przepisach innych krajów dodatki: rum, porto, pianki marshmallows czy bakalie. Mogły natomiast dodawać tyle herbatników ile dusza zapragnie. Blok był więc rozwiązaniem niemalże idealnym.

Zabierając się do zrobienia bloku, postanowiłem wykonać go z przepisu, który łączy oryginalną, ascetyczną recepturę z jej nieco bogatszymi wersjami. Nie opierać go na gotowej czekoladzie, ale tez nie unikać ogólnie dziś dostępnych dodatków. Szybko trafiłem na przepis, który idealnie spełniał wszystkie te warunki.

Przepis, z którego skorzystałem:

500 g mleka w proszku, niegranulowanego
150 g dowolnych bakali
200 g herbatników
250 g masła
4 czubate łyżki kakao
pół szklanki cukru
200 ml wody

Do dużej miski wsypać bakalie, mleko w proszku i pokruszone na mniejsze części herbatniki. Wymieszać. Do rondelka włożyć masło, cukier, kakao i wodę. Zagotować i zdjąć z ognia. Jeszcze gorącą masę przelać do miski z mlekiem i bakaliami. Należy robić to w kilu porcjach, za każdym razem dokładnie całość mieszając, by uniknąć powstania grudek. .Powstałą masę przelać do kwadratowej formy, o wymiarach 24 na 24 cm wyłożoną folią spożywczą. Dobrze ugnieść, aby wyrównać powierzchnie. Przykryć folią i odstawić do wystudzenia, a następnie przełożyć do lodówki na kilka godzin do stężenia masy.

Przepis znalazłem na blogu Marta Gotuje, we wpisie Blok czekoladowy z bakaliami.

I w tym momencie nastąpiło największe zaskoczenie. Tak przygotowany blok nie smakował mi. Mdławe, przesiąknięte smakiem mleka w proszku, twarde, bardzo sycące kawałki nie powieliły zachwytu chłopca, biegającego całymi dniami przed blokiem. Zrozumiałem, że moje kubki smakowe nie były już dziś tak złaknione i niewybredne jak kiedyś. Na szczęście było to tylko moje i tylko pierwsze wrażenie. Na szczęście, gdyż blok zrobiłem na życzenie żony i z myślą o sylwestrowej imprezie. Kilka kawałków, które podałem zniknęło w mgnieniu oka. Większość, którą zostawiłem w domu została objęta ścisłą ochroną. Blok zrobił tak dużą furorę, gdyż okazał się być nie za słodki. Coś co początkowo wydało mi się jego największą wadą, okazało się największą zaletą.

Gdy sam sięgnąłem po blok po kilku dniach nie miałem już wątpliwości, że mi smakuje. Spojrzałem bowiem zupełnie inaczej na nieco wytrawną, urozmaiconą pod względem konsystencji, masę. Dodałem do niej, oprócz herbatników, migdały i rodzynki, co spowodowało, że przy każdym niemalże kęsie przyjemnie chrupała i zaskakiwała bardo słodkimi akcentami. Nie była tym samym, co jadłem jako dziecko. Ten blok zamknął jedną epokę i otworzył nową. Nie zatarł wspomnień, ale też przesadnie ich nie ubarwił.  Stworzył zupełnie nowe pole eksperymentu i możliwości smakowych.

Nie wiem jak smakują bloki wykonane według przepisów z innych krajów. Są zapewne równie wyjątkowe i zapewne równie skutecznie wywołują uśmiech na twarzach większości dzieci i dorosłych. Mogą być nazwane Chocolate Sausage, Salame de Chocolate, Salame di cioccolato czy Шоколадная Kолбаса. Mogą pochodzić z najodleglejszych zakątków świata. Mogą być robione w blokach, domkach, wśród miejskiego gwaru lub wszechobecnej zieleni. Ale zawsze i wszędzie będą wyjątkowe i niepowtarzalne. Niezależnie od tego gdzie się wychowałeś, skąd pochodzisz i z kim się zadawałeś. W czym chodziłeś, czy jakiej słuchałeś muzyki. Niezależnie od tego po czyjej stronie stawałeś podczas szkolnych bójek oraz jak się okazuje, niezależnie od tego kiedy.

  • Ja protestuję. Ja się ślinię. Ja muszę przez Ciebie Arturze przestać udawać, że jestem na diecie 🙂

    Ale bym zjadł, łomatko…

    • Jacku! Rzuć dietę w diabły! Najedz się i dopiero do niej wróć. Potem rzuć, najedz się i wróć! W życiu trzeba sobie radzić 😀 😀

  • Dawno nie robiłam:) Czas najwyższy nadrobić zaległości, jutro zakupię mleko w proszku i do dzieła! Dzięki za przypomnienie o tym boskim smakołyku (R.I.P. dieta – znowu:D)

  • Mój blok czekoladowy powstał spontanicznie, więc oczywiście nie miałam wszystkich składników.:-) Było mleko w proszku, kakao, cukier i masło… roślinne (tak wiem, profanacja ) :-). Wszystko więc wymieszałam i oczywiście pojawiły się grudki z mleka, nie do rozmieszania. Rozczarowana tym faktem, przełożyłam masę do formy i próbowałam o niej zapomnieć. Na drugi dzień próbuję masę wyjąć z formy, a ona nie bardzo chce wyjść. W sumie nawet mnie to nie zdziwiło. A co mi w kuchni wychodzi. 😛 Jakoś się jednak udało i w efekcie miałam na talerzu czekoladową kupę. Z białymi grudkami. No dobra, ale przecież nie wyrzucę. Nabralam na łyżkę i… niebo w gębie. Mój blok, a w zasadzie jego imitacja, był dość mocno słodki, ale to mi bardzo pasowało. Smakiem i konsystencją przypominał nutellę, a białe grudki dodawały mu smaczku. Domownikom smakował, ale to ja zjadłam większość. 🙂 Pychota. 🙂

    • I się nie podzieliłaś? Ładnie to tak? 😉

      • Prawo dżungli, kto pierwszy ten lepszy. 🙂

        • Be quick or be dead? 😉

          • Be quick or be hungry. 🙂

          • Ja będę za długo slow to w końcu będę i dead, bo mi wszystko zeżrą 😉

          • Nieprawda. Spójrz na Artura. On jest slow, ale dead mu nie grozi. 🙂

          • Ale On tez jest selfservice w kwestii jedzenia 🙂

          • Ale ma w domu wyjadaczy. 😀 Slabych bo słabych, ale ma. (słabych w sensie że mało jedzą, bo generalnie są zajebisci). 🙂

          • Ja mam takich, że jakbym był slow, to byłbym tez dead, bo bym się nie załapał 😉

    • boszz, jakbym czytała swoje kuchenne wyczyny 😀

    • Ekstra! Najważniejsze, że smakował 😀 Ja ostatnio miałem kilka kulinarnych wpadek, a najlepsza z nich nazywała się… jabłecznik 😀 Ewa poprosiła bym specjalnie dla niej zrobił „normalny” jabłecznik: dwie warstwy puszystego ciasta, jabłuszka pomiędzy. Żadnych osobliwości. Efekt: na talerzyk trzeba było nakładać dużą łyżką, a jeść małą 🙂 Totalna klapa, ale jaki dobry! 😀 Pozdrawiam!

  • Artur- poemat wręcz patriotyczny wokół bloku! <3
    Uwielbiam Twój spokój, refleksje nad życiem i światek, które powstają w kuchni :).
    I przyznam, że nie wiedziałam że blok jest wręcz international 😀
    ps. Jadłam ale nigdy nie robiłam sama- jeszcze 😉

    • Dzięki 🙂 Ja sam się zdziwiłem, że nie tylko moja ekipa zajdała sie blokiem 😀 Ale to już chyba taka nasza Polska zaleta, że lubimy sobie przypisywać wszystkie zasługi 😀 W końcu ktoś musi być the best 😛 Pozdrowionka!

      • Polacy są dziwni, niby uważają za the best ale też mają bardzo niską samoocenę..jakie to dziwne wszystko 🙂