Bez Piekarnika – Część Pierwsza.

IMG_3378

Jestem święcie przekonany, że gdybym trafił na te przepisy wcześniej, to pewnie nie zwrócił bym na większej uwagi. Kolejne ciastka, niezbyt intrygujące, niezbyt ładne, niezbyt apetycznie wyglądające, wręcz pospolite. Jednakże teraz, gdy nauczyłem się podporządkowywać intuicji i ulegać pragnieniu zdobywania nowych doświadczeń, sprawy maja się zupełnie inaczej. Spojrzałem na nie bowiem nie z perspektywy tego, co już wiem, ale przez pryzmat tego, czego jeszcze się nie dowiedziałem.

Ciasteczka smażone na patelni, bo o nich tu mowa, wzbudziły od samego początku mój zachwyt. Pierwszy raz słyszałem o tym sposobie przygotowywania wypieków. Byłem wręcz zdumiony, że ktoś mógł wpaść na taki pomysł. Zrobienie jakiegokolwiek wypieku bez użycia piekarnika nadal wydaje mi się co najmniej kuriozalne czy wręcz sprzeczne z naturą wypieków. Wtedy wydało mi się po prostu niedorzeczne. Przepisy znalazłem jednak na blogach znanych mi osób, które cenię, uznałem więc że nie mogę ulegać uprzedzeniom tylko przystąpić do pracy. Pomimo wątpliwości i ogromnego zdumienia.

Na pierwszy ogień, lub raczej na pierwszą patelnię, wziąłem singing hinny. Pochodzące z północnej Anglii, niewielkie ciasteczka o bardzo dźwięcznie brzmiącej nazwie. Nazwie, która zresztą nic mi nie mówiła. Jak podaje autorka bloga, z którego zaczerpnąłem przepis, singing hinny (singing honey) to nic innego jak poetyckie określenie dźwięku, jaki powstaje podczas przygotowywania tych ciasteczek. Delikatnego skwierczenia. Przypadek?

Przepis, z którego skorzystałem:

mąka pszenna 120g
soda oczyszczona 1/3 łyżeczki
kwasek cytrynowy 1/3 łyżeczki
masło w temperaturze pokojowej 55g
rodzynki 40g
mleko 65ml
olej do smażenia

Wszystkie składniki odważyć do miseczki i dokładnie ugnieść ręką. Wyłożyć na rozgrzany olej ciasteczka i smażyć po 5 minut z obu stron. Podawać z dżemem lub miodem.

Przepis znalazłem na blogu Rabarbarowo.pl, we wpisie Singing Hinny.

Na efekt swojej pracy nie musiałem długo czekać. Ciastka te robi się bardzo szybko. Dosłownie w piętnaście minut. Gotowe do zjedzenia tuż po zdjęciu z patelni. Można oczywiście poczekać aż ostygną lub położyć na ręczniku papierowym, by odsączyć je z tłuszczu. Niestety w moim wykonaniu aż ociekały od jego nadmiaru. Ja uległem emocjom i oleju wylałem na patelnie zbyt dużo. Obawiałem się, że wyjdą surowe lub spalą się podczas kontaktu ze zbyt suchą patelnią. Nic bardziej mylnego. Duża zawartość masła w cieście natłuszcza delikatnie jej powierzchnię, przez co nie wymagają one smażenia w olejowej kąpieli. Dosyć długi czas smażenia, w sumie około dziesięciu minut, wystarcza by ciastka nie wyszły surowe. Tego jednak nauczyłem się dopiero, gdy robiłem drugą porcję ciastek z patelni, ale już z zupełnie innego przepisu.

Singing hinny nie spełniły pokładanych w nich oczekiwań. Nie okazały się moim przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. Wyszły smaczne, chrupiące, przez mój błąd nieco za tłuste, ale zbyt, jak na mój gust, wytrawne. To co jest ich niewątpliwą zaletą, w moich oczach stało się wadą. Przed ich zrobieniem nie zastanowiłem się nad ich ostatecznym smakiem. Nie zastanowił mnie nawet brak cukru w przepisie. Dopiero, gdy swoim zwyczajem spróbowałem gotową masę, zdziwiłem się, że nie jest słodka. Ciastka wyszły więc takie jakie być powinny. Dopisek pod przepisem, informujący o możliwości podawania ich z dżemem lub miodem to tak naprawdę dopisek, informujący o konieczności podawania ich z dżemem lub miodem. Przynajmniej w moim wypadku, gdyż w moim wypadku nawet spora ilość rodzynków nie ratowała sytuacji.

Na welsh cakes natrafiłem dosłownie kilka dni później. Zachęcony przez singing hinny i nieco już dzięki nim doświadczony, przed wykonaniem jakichkolwiek czynności dokładnie przeanalizowałem przepis. Odetchnąłem z ulga, gdy obok rodzynek znalazłem w nim cukier. Dużą jego ilość. Nie zwlekałem ani chwili. Tego samego popołudnia skompletowałem wszystkie niezbędne składniki i aptekarską skrupulatnością wykonałem wszystkie zawarte w w przepasie czynności. Wszystkie.

Przepis, z którego skorzystałem:

23 dkg mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
10 dkg masła
5 dkg drobniutkiego cukru
5 dkg malutkich rodzynek
1 jajko ubite z 3 łyżkami mleka

Wymieszać w misce mąkę z proszkiem i solą. „Wetrzeć” masło, dodać cukier i rodzynki, dokładnie wymieszać. Ubić jajko z mlekiem i dodać do reszty składników. Połączyć mikserem lub przy pomocy łyżki i wyrobić ciasto (powinno być dość zwarte i sztywne, łatwo się wyrabia). Rozwałkować na stolnicy, delikatnie posypanej mąką, na grubość ok. 5 mm. Wycinamy okrągłą foremką ciastka. Patelnię delikatnie i cieniutko nacierać masłem, rozgrzać i położyć ciastka (podczas smażenia będą troszkę „rosnąć”). Po ok. 3- 4 minutach, gdy zrobią się złote, przewrócić je na drugą stronę i dalej smażyć. Gotowe ciastka można posypać cukrem pudrem. Jeść ciepłe lub zimne. Przechowywać w słoiku lub pod przykryciem.

Bardzo ważna jest informacja podawana w przepisie, że należy użyć patelni z grubym dnem, lub podkładki pod patelnię. Smażenie powinno odbywać się na minimalnym ogniu, ale na bardzo rozgrzanej powierzchni. Tak, by nie dopuścić do palenia się masła i przypalenia ciastek.

Przepis znalazłem na blogu Babownia.pl, we wpisie Welsh Cakes czyli ciastka z patelni.

Tak jak podczas poprzedniej próby nie byłem zachwycony efektami, tak teraz z zachwytu oniemiałem. Welsh cakes to ciasteczka podawane tak samo jak singing hinny na terytorium Wielkiej Brytanii, tylko że w innych jej rejonach. Jak sama nazwa wskazuje pochodzą z Walii. Tam jeszcze nie byłem, ale po zjedzeniu już dwóch potężnych porcji, pochodzących z tego kraju ciasteczek, nie mam wątpliwości, że chce się tam wybrać. Ciastka wyszły dokładnie takie jakie chciałem żeby wyszły. Wiem. To niefortunny zwrot. Retoryczne masło maślane. Ale takie właśnie są welsch cakes! Nie wyobrażam sobie użyć w ich opisie innego zwrotu. Intensywnie aromatyczne, delikatne, wprost rozpływające się w ustach ale… nie tłuste. Postępowanie zgodnie z zaleceniami przepisu zaowocowało doskonałym efektem. Ciastka te nie smakowały jak smażone, ociekające tłuszczem placki, ale jak pełnowartościowe pieczone kruche cudeńka. Użycie patelni zamiast piekarnika przyspieszyło tylko proces ich przygotowywania i znacznie obniżyło jego koszty.

Nie byłbym sobą oczywiście gdybym nie dokonał pewnych drobnych zmian w obu przepisach. W przypadku singing hinny zmiany narzuciły się same. W misce z ciastem wylądowały dwie łyżki cukru i łyżeczka wody różanej. W przypadku wels cakes zmiany nie były konieczne, ale ich kosmetyczny charakter wypłynął pozytywnie na ostateczny efekt. Dodałem tylko łyżkę różanej wody. Skąd ten pomysł? Ten zupełnie nowy dla mnie dodatek okazał się idealnym uzupełnieniem maślanych wypieków. Gdy użyłem go po raz pierwszy, podczas robienia Arabskich Ciasteczek, zaskoczyło mnie to jak te dwa elementy doskonale ze sobą współistnieją. Jakby były dla siebie stworzone. Nie miałem więc wątpliwości, że ani jednym, ani drugim ciasteczkom nie narobię w ten sposób szkody.

Przygoda z nowym sposobem robienia ciasteczek jest dla mnie spaniałą zabawą. Nadal jestem zdumiony genialna prostotą tego rozwiązania. Wiem, że do ciastek z patelni będę wracał wielokrotnie, zwłaszcza, że już czuję w sobie narastające pragnienie poszukiwania kolejnych przepisów i wprowadzania kolejnych zmian w tych, z którymi pracowałem do tej pory. W ruch poszedł już aromat pomarańczowy, pójdą inne, pójdą też inne dodatki. Możliwości jest wiele. Najważniejsze jednak dla mnie nie jest to, że je wykorzystuję. Najważniejsze jest to,że je dostrzegam i nie waham się po nie sięgnąć. Tak jak nie wahałem się sięgnąć do tych poniekąd podszytych drobnym szaleństwem przepisów. Sięgnąć z radością i umysłem otwartym na nową wiedzę i doświadczenia.

  • No jakże się cieszę, że Welsh cakes maja u Ciebie takie dobre notowania Artur 🙂 Ja „zakochałam” się też w lawendowej wersji 🙂 Całkiem inna, ale też delikatna i maślana. Spróbuj 🙂 Napiszę do Sian, która mnie zainspirowała w Oxfordzie i powiem, że co najmniej dwójka kucharzy- cukierników jest zadowolona dzięki niej 😀 Dziękuję za to, że mogłam być „gościem honorowym” na Twojej stronie <3

    • Ciastka są genialne! Uje za największe odkrycie kulinarne od czasu pierniczków wigilijnych 🙂 Przekaż proszę znajomej moje gorące podziękowania! Wersja lawendowa oczywiście będzie. W planach mam wykorzystać wszystkie dostępne na rynku aromaty i zakochać się we wszystkich 🙂 Ciastka same w sobie są przecież moją największą miłością 🙂 Dziękuję Tobie, że podzieliłaś się ze światem tym przepisem 😀 Pozdrawiam Cię Basiu bardzo serdecznie!

  • Wygląda troszkę jak moje pankejki 🙂

    • Tak 🙂 To prawda. Nawet tak samo je się smaży 🙂 Ale smak i zapach… Sam spróbuję 😛 Pozdrawiam Cę Jacku serdecznie!

  • Ciastka z patelni?! Czad! Ja to zrobię 🙂 znaczy welsh, bo ciastki muszą być słodkie 😀
    ps. Kolejny świetny wpis 🙂

    • Dziękuję serdecznie! :* 🙂 Ciastki są genialne! Idealne do kawki po pracy 😛 🙂

      • Ja tam wolę kawkę sote 😛 😉

  • Dobra, zatrzymuję ten drugi przepis, a jak nie będą tak dobre jak obiecujesz, to będę Cię straszyć w koszmarach. Przysięgam, że tak właśnie postąpię.

    • Ok. Pamiętaj tylko, że zanim przsytąpisz do zastraszania złóż reklamacje. Przeslij mi wszystkie ciastak, które uznasz za niesmaczna, a ja dokonam wnikliwej analizy materiału. Jeżeli będziesz miała rację… Pozwolę się straszyć bez słowa sprzeciwu. 😛 Pozdrawiam!

  • No i wiedziałam, że będzie jakiś haczyk. Patelnia z grubym dnem. Ale coś czuję, że ja nawet na takiej je spalę. 😛
    Pierwsze zdanie mnie zaintrygowało. 🙂 Gdybym trafił na przepis wcześniej….Wszystko musi być w swoim czasie. Jak w życiu. 🙂

    • Nie wierzę,że aż tak nie wierzysz we własne możliwości 😀 Tych ciastek nie da się spalić, jeżeli tylko zrobisz je według przepisu. Moja patelnia ie jest specjalna. Zwykła, do naleśników. Dodałem do tego podkładkę z metalowej siatki i jakoś powolutku poszło. minimalny gaz i do przodu 😀 Jak na egzaminie na prawko 🙂 Dziękuję i pozdrawiam!

  • Do wypróbowania 😉

    • Zdecydowanie 😀

  • Aleksandra Kasprzyk

    Już zdjęciem zachęcasz do wypróbowania przepisu!! 🙂 Bardzo fachowy opis. Lubię to! 🙂
    Pozdrowienia http://olamabloga24.blogspot.com/