Batonikowe Love.

IMG_0546

Cel: zaspokoić potrzebę zjedzenia czegoś słodkiego. Wymagania: możliwość samodzielnego wykonania przy użyciu ogólnie dostępnych kuchennych narzędzi, dostępność składników, łatwość wykonania, niska cena. Cecha wspólna i warunek konieczny: brak białego, rafinowanego cukru. Faza pierwsza: batoniki.

Po ostatnim wpisie, Nutella? Nie biorę, zacząłem coraz bardziej myśleć o konieczności dokonania zmian w moim sposobie żywienia. Nie mam na myśli tu rewolucji. Daleki jestem od radykalnych rozwiązań. Zbyt wiele razy przekonałem się, że nie są one w moim wypadku skuteczne. Mało tego. Wywołują we mnie skłonność do przesady. Mam na myśli zmiany, jakiekolwiek by one nie były, stopniowe. A zmiany nastąpić muszą. Jestem teraz tego już pewien. Przekonałem się o tym podczas pisania poprzedniego tekstu. Doszedłem w nim do wniosku, że jestem jedyną osobą bezpośrednio odpowiedzialną za powolną i nieuniknioną degradację mojego własnego organizmu. Jestem też jedyna osobą, która może zahamować jej tempo. Po zakończeniu pisania nie umiałem przestać o tym myśleć.

Całkowite wyeliminowanie cukru z mojego jadłospisu jest w tym momencie dla mnie niewykonalne. Muszę zacząć nie tyle od elementów oczywistych, ile od tych, które są dla mnie najłatwiejsze. Tak by za chwilę nie znaleźć się w punkcie, w którym odczułbym żal po stracie. W którym odczułbym głód. Na pierwszy ogień postanowiłem rzucić przesłodzoną kawę. Kawoszem jestem dopiero od niespełna dwóch lat. Choć pijam jej za dużo, nie zdążyłem od kawy uzależnić się na tyle bardzo, by to zadanie mnie przerosło. Powinno więc wystarczyć, że powrócę do starego zwyczaju picia herbaty, której nie słodzę odkąd rzuciłem palenie. Jestem jednak realistą. Wiem, że kawa łamie mnie skutecznie. Uwielbiam jej smak i aromat. Wiele razu w ciągu tych kilkunastu miesięcy próbowałem ją odstawić. Bezskutecznie. Postanowiłem więc nie żegnać się, jeszcze w tym momencie, z kawą ostatecznie. Na początek ograniczyć jej ilość, ale nie w bilansie dziennym tylko tygodniowym. Zamienić proporcje. Zejście z trzech, czterech dziennie na trzy, cztery tygodniowo.

O wiele trudniejszym zadaniem będzie eliminowanie z moich posiłków bezwartościowych słodyczy. Słodycze uwielbiam. Każde. Może poza marcepanem i markizami, ale im też nie popuszczam, gdy wisi nade mną widmo pustki. Jem ich za dużo i jem je za często. W tym wypadku metoda zmian proporcji z bilansu dziennego na tygodniowy może więc nie wystarczyć. Mało tego. Jestem pewien, że nie wystarczy. Potrzebne będzie zupełnie inne rozwiązanie. W pierwszej kolejności muszę zamienić słodycze z nadmierną zawartością rafinowanego, białego cukru, na takie, które tego cukru nie zawierają w ogóle. To oczywiście w tym momencie żaden problem. Sklepy z tego typu produktami można bez problemu znaleźć w każdym mieście. Internet kipi od ofert. Mnie oczywiście nie interesuje dokonywanie zakupów. Mnie interesuje samodzielnie wykonywanie takich słodyczy. Wprowadzenie pełnowartościowych, wykonanych z dobrych jakościowo składników samodzielnie robionych słodyczy, które być może w konsekwencji całkowicie zastąpią produkty przemysłowe. Nie mam tu oczywiście na myśli rezygnacji z wyrobu ciast, placków, babeczek czy innych łakoci. Te robię rzadko i nie one są problemem w mojej diecie.

Pierwszy, poważny kontakt z samodzielnie wykonanymi słodyczami miałem w ubiegłym roku. Przyciśnięty do muru koniecznością zdobycia wartościowej przekąski przygotowałem Batoniki Dobrego Samopoczucia. Zrobione pod kątem wyjazdu w góry zagościły na chwilę w naszym domu i stały się doskonałym posiłkiem regeneracyjnym. Szybko jednak  mi się przejadły. Dawno ich nie robiłem zwłaszcza, że nie przypadły one do gustu mojej żonie. Moje ostatnie poszukiwania zaowocowały kilkoma nowymi przepisami i opracowaniem dwóch własnych. Wykorzystaniem zupełnie innych składników i innych technik przygotowywania. Wzbogaceniem pod względem smaku i konsystencji, i co się z tym nierozerwalnie wiąże, również przeznaczenia. Oto efekt mojej pracy i przemyśleń.

BATONY OWSIANO-ORZECHOWE

Przepis znalazłem jakiś czas temu na blogu Co Tak Pachnie, we wpisie Batony owsiano-orzechowe i kulki mocy. ujął mnie prostotą wykonania i brakiem konieczności stosowania jakiejkolwiek obróbki termicznej. Daktyli można nie zalewać wrzątkiem. Po nocy stania w zimnej wodzie zmiękną wystarczająco. Batony wyszły pyszne, aczkolwiek raziła mnie obecność płatków. Dopiero po kilku dniach przechowywania namiękły one na tyle, bym nie miał do nich już żadnych zastrzeżeń. Mojej żonie batoniki nie smakowały, gdyż ich smak opiera się na kolizji słonego masła i bardzo słodkich daktyli. Tych ostatnich zresztą nie lubi. Batoniki są bardzo treściwe i wilgotne. Grubość ok 1 cm. Łatwo się kruszą i trudno je zjeść bez popijania wodą. Doskonałe na posiłek regeneracyjny.

100g daktyli
1/2 szklanki masła orzechowego solonego
3/4 szklanki płatków owsianych

Daktyle namoczyć we wrzącej wodzie przez 1o minut, odcedzić. Wrzucić do blendera, zmiksować aż zostaną małe kawałki, dodać masło orzechowe i płatki owsiane, zmiksować do połączenia składników. Gotową masę wyłożyć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, uformować z niej pożądanej grubości placek, który następnie pokroić w batony lub uformować kuleczki wielkości orzecha włoskiego.  Przechowywać w lodówce lub w zamrażarce zawinięte w papier śniadaniowy.

BATONY OWSIANO-BANANOWE

Te batoniki są wariacją na temat przepisu na Wegańskie ciasteczka owsiane, który znalazłem na blogu Simplife by Natalia. Tym razem nie ryzykowałem ze smakiem płatków owsianych i od razu zmieliłem je na mączkę. Efekt był taki, że zamiast ciasteczek, z uzyskanej masy mogłem spokojnie zrobić batoniki. Pozostałą część przepisu pozostawiłem bez zmian. Batoniki wyszły wilgotne, elastyczne. Nie kruszą się samodzielnie i można je jeść bez popijania. Grubość ok 1 cm. Doskonałe na przekąskę podczas wysiłku. Dodawanie bakalii lub orzechów sprawia, że daję ogromne możliwości kompozycyjne. Doskonałe pole do dalszych eksperymentów.

1 mocno dojrzały banan
pół szklanki płatków owsianych
opcjonalnie: dowolne bakalie i/lub kawałki czekolady

Płatki owsiane zmielić na mączkę. Banana rozgnieść w miseczce widelcem, dosypać mączkę owsianą i mieszać, aż utworzy się masa. Dosypać dodatki. Masę przełożyć do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia. Dokładnie ugnieść i wyrównać powierzchnię. Piec ok 8-12 minut w temperaturze 180 stopni. Po upieczeniu wyjąć z blachy i pokroić na mniejsze porcje.

BATONY DAKTYLOWO-BANANOWE

Przepis opracowałem samodzielnie na podstawie batoników kupionych w popularnym dyskoncie. Robiłem je raz i wyszły bardzo dobre, aczkolwiek wymagają dopracowania. Smaczne, wilgotne, elastyczne. Łatwo się porcjują, ale nie kruszą. Grubość ok 0.5 centymetra. Doskonałe jako przekąska podczas intensywnego wysiłku. Pomimo dużej zawartości daktyli ich smak nie dominuje. Charakteryzują się przyjemną nutą bananową.

80% daktyli
20% bananów
olej słonecznikowy (łyżeczka na 200 gram)

Daktyle zalać wrzątkiem. Po kilkunastu minutach zblendować. Dodać banany i ponownie zblendować. Dodać olej i dokładnie wymieszać. gotową masę wyłożyć na papier do pieczenia i utworzyć placek o grubości około 0,5 centymetra i wielkości 15 na 15 cm. Powierzchnię wyrównać. Włożyć do piekarnika nagrzanego do temperatury 180 stopni. Piec około 20 minut. Po tym czasie placek wyjąć i delikatnie przełożyć na drugą stronę. Piec przez kolejne 10 minut. Po tym czasie piekarnik wyłączyć i pozostawić placek w środku na 30 minut. Po wyjęciu porcjować na mniejsze części.

BATONY OWSIANO-KAKOWE

Po nieudanym eksperymencie ze zdrową nutellą, jaki przeprowadziłem w ubiegły weekend, zostałem z miską wypełnioną niejadalną dla mnie substancją. Błąd polegał na tym, że do przygotowania nutelli użyłem niedojrzałego awokado. Nie byłem w stanie tego zjeść. Aby uratować sytuację postanowiłem przerobić ją na batoniki. Wsypać, wymieszać, przypiec i ocalić 4 złote, które wydałem na niedojrzałe awokado. O kosztach banana, kakao i miodu nie wspomnę. Czy mi się udało? Według mnie tak. Małżonka spróbowała i do efektu mojej pracy podchodzi raczej sceptycznie. Batonik wyszły twarde i bardzo dobrze się je kroi. Nie są zbyt słodkie. Przypominają w konsystencji i smaku pumpernikiel. Nadają się doskonale jako posiłek regeneracyjny po treningu. Nie wyobrażam sobie, by zjeść je same. Bez popicia wodą. Grubość batonów około 2 centymetry, ale można je kroić cieniej. Nawet bardzo cienko. Nawet w kosteczką i zjadać jak cukierki.

1 dojrzały banan
1 dojrzałe awokado
2 łyżki kakao
1 łyżka miodu
szklanka płatków owsianych

Płatki zmielić na mączkę. Awokado i banana zblendować i wymieszać z kakao, miodem i mączką owsianą. Formę do pieczenia, keksówkę wyłożyć papierem do pieczenia. Masę ułożyć w formie, dokładnie ubić i wyrównać. Piec przez 30 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 180 stopni. Po tym czasie wyłączyć piekarnik i zostawić formę w środku na kolejne 30 minut. Baton wyjąć z formy i porcjować.

Najlepsze jet to, że jeszcze tydzień temu nie planowałem większości z tego, o czym teraz piszę. Nie miałem zamiaru zmieniać w moim jadłospisie niczego. Dopiero praca nad tekstem o nutelli, dopiero komentarze, które pod nim zamieściliście, dopiero rozmowy z żoną, dialogi na Facebooku i Instagramie, wszystko to powoli uświadamiało mi konieczność przeprowadzenia zmian. Uświadomiłem sobie, że zmiany nie zajdą same, że mój organizm już nie umie się samodzielnie bronić przed szkodliwymi dla niego substancjami oraz, co szalenie istotne, że mam wybór. Mogę dalej wtłaczać w niego zbyt duże ilości cukru i tłuszczu lub przestać to robić. Pisząc, czytając rozmawiając odebrałem sam sobie komfort braku świadomości tego co sobie robię. A robię sobie od lat po prostu krzywdę. Nie umiejąc przejść wobec tych faktów obojętnie, musiałem zacząć podejmować kroki, które, mam nadzieję, doprowadzą do poprawy moich relacji z moim własnym ciałem.

Od trzech dni piję, jak dawniej, jedną z moich ulubionych herbat: czarną herbatę. Od trzech dni nie piję kawy. Od kilku dni oswajam się ze smakiem nowych dla mnie słodyczy. Od kilku dni oswajam się z myślą, że te zmiany zagoszczą w moim życiu na stałe. Zadomowią się na tyle silnie, że być może, staną się bodźcem do kolejnych stopniowych zmian.

  • Cotakpachnie?

    dziękuję bardzo za wyróżnienie! 🙂 batoniki lepiej smakują nako kulki, bo wtedy łatwo wrzucić je do buzi i zgadzam się, że z każdym dniem sa smaczniejsze 🙂 Apropo wyczuwalności płatków to podejrzewam, że to też może być kwestia rodzaju 🙂

    Bardzo zaciekawił mnie ten Twój nieudany eksperyment ze zdrową nutellą! 🙂

    • To ja Tobie dziękuję za przepis i za wsparcie 🙂 Wyczuwalność płatków rzeczywiście jest kwestia ich rodzaju. Ja robię za takich zwykłych, owsianych z młynem. Chyba błyskawicznych. Ale jakby użyć orkiszowych albo jakiś bardziej wykwintnych to pewnie by smakowało inaczej. Tak jak jest jets dobrze 🙂 A o nutelli pisałem na FB. Wszystko to kwestia złej oceny stanu dojrzenia awokado. Musi być dojrzałe w tym przepisie, a nie może być 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

      • Cotakpachnie?

        tzn chodziło mi o firmę i czy są błyszkawiczne, ja tam kupuję w aldi takie najzwyklejsze za coś około 2zł 500g i bardzo je lubie 🙂

        To prawda, niedojrzałe awokado niestety może zepsuć każdy deser.. dojrzałe ma cudowny orzechowy smak, niedojrzałe smakuje… mydłem 😀

        • Niestety nie umiem podać firmy 🙂 Moja żona kupuje różne i czasami je miesza. Te, z których robię są na pewno owsiane i najprawdopodobniej błyskawiczne 🙂 Mydło?! Mało powiedziane! Straszne mydło 😉 Pozdrawiam!

  • Dziękuję Ci za ten wpis 🙂 I daktyle, i banany uwielbiam więc trafiłeś z przepisem w dziesiątkę, z przyjemnością przetestuję 🙂 Gdzieś miałem odłożone inne przepisy z jakiegoś forum biegowego, gdy w końcu je znajdę – się podzielę, choć czy takimi nietestowanymi przeze mnie jest sens, to sam nie wiem 🙂

    • Dziękuję 🙂 Nie ma sensu dzielić się nieprzetestowanymi przepisami. Jeżeli masz ochotę wykorzystać te, które masz to będę czekał na opinię. Jeżeli nie mogę z radością przyjąć na siebie rolę testera. Podeślij mi je a ja już zrobię z nich użytek. Oczywiście tylko jeżeli coś stoi na przeszkodzie byś sam je zrobił. Najlepsze w tych batonikach jest to, że mogą całymi tygodniami leżeć i praktycznie się nie psują. Nie podawałem terminów przydatności do spożycia, gdyż nie czuje się kompetentny, ale 2-3 tygodnie przechowywania ich w lodówce to u mnie norma. Jak więc się raz narobisz, to potem będziesz tylko spijał śmietankę 😀 Pozdrawiam!

  • O mamuniu, Ty to nasz inspirujesz każdego dnia! Tak jak już wiesz, ja wczoraj robiłam batony z gryki i amarantusa, ale przepis zawierał dodatkowo olej z orzeszków ziemnych 🙂 Powiem Ci, że Mąż się nimi zajadał, a ja w końcu mogłam sobie przybić piątkę z tego osiągnięcia 🙂
    Zapisuję Twoje przepisy – jak tylko skończą się moje zapasy – biorę się za Twoje 🙂

    • Bardzo dziękuję za uznanie 🙂 Będzie mi bardzo miło jak skorzystasz z podanych przeze mnie przepisów, a ja z radością przyjmę przepis na Twoje batoniki. Opinia męża robi na mnie wrażenie! Pozdrawiam Cię serdecznie!

  • Chyba zakochałam się w tych bananowo-owsianych. <3

    • Serce nie sługa 😀 Odwrotu już nie ma. Trzeba je zrobić i podzielić się ze mną swoimi wrażeniami 😀

  • owsiano-kakaowe brzmią rozkosznie!

    • I są rozkoszne 🙂 Jak pumpernikiel 😀

  • owsiano- bananowe do mnie przemawiają 😀

    • Szczerze? Są rewelacyjne 🙂 Zwłaszcza, ze można w nich podmieniać dodatki ile wlezie 🙂 Ja robiłem ostatnio z żurawiną… mmm… Cud, miód, malina! 🙂 Pozdrawiam!

  • Te kawałki czekolady w bananowych są chyba najlepsze:))

    • Jeszcze nie wiem, ale jak będę robił drugi raz (niedługo) to specjalnie dla Ciebie zrobię trzy wersje: mleczną, deserową i gorzką. Obstawiam, że ta ostatnia będzie najlepsza 🙂 Spodziewaj się opinii w najbliższych dniach! Pozdrawiam!

  • Dzieki bardzo:) już o tym fantazjuję:)

  • Każdym rodzajem bym się zajadała. Nie mogłabym wybrać jednych! Takie pyszności…po prostu batonikowy zawrót głowy 😀 😀 Inspiracji nigdy za dużo 😉

    • Dziękuję serdecznie! To prawda… każdy z nich jest wyjątkowy i wyjątkowo smaczny. Inspiracji nadal szukam, więc cieszy mnie każdy nowy znaleziony przepis 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

  • No i brawo! Trzymam kciuki za tą zdrową ale powolną i metodyczną rewolucję. Najważniejsze ze sam tego chcesz i robisz to w pełni świadomie.Ja bym tylko dała szanse tej kawie i po prostu słodziła ją albo stewią/ksylitolem/miodem ale kupowała tylko taką wysokiego gatunku która nie wymaga słodzenia.
    Ja za to uwielbiam połączenie słonego ze słodkim i te daktylowe na bank zrobię! 🙂

    • Dziękuję 🙂 Kawę odstawiłem bez sentymentów. Na pewno będę eksperymentował z innymi substancjami słodzącymi, ale na teraz pozwalam sobie na jedna-dwie kawy w tygodniu. Po tym jak zacząłem biegać wszystko wydaje mi się możliwe. Zmiana diety, strata wagi to tylko kwestia czasu. Dla mnie zmiany muszą być sukcesywne, inaczej nic z tego. Pozdrowionka!!! 🙂

      • Metodycznie bierzesz się do tego. Ja już widzę ze będzie dobrze. Ale profilaktycznie życzę powodzenia 😉

  • Niestety, u mnie też radykalne zmiany prowadzą do przesady. Z drugiej strony powoli i po prostu (;)) chyba nie potrafię. Albo hop do kotła z wodą, albo zostaję na bezpiecznym brzegu. Problem w tym, że skacząc, nigdy nie wiem, czy na dole nie czeka wrzątek.

    • To prawda… dylemat nie do rozstrzygnięcia. Na szczęście zawsze jest jakieś inne wyjście 🙂 Zawsze jest trzecie rozwiązanie. Ni wiesz jakie? Poczekaj. Na pewno się znajdzie. Kiedy? Wtedy kiedy trzeba 🙂 Pozdrowionka!