And The Winner Is…

Pięć! Cztery! Trzy! Dwa! Start! Nagle rozedrgany tłum podrywa się z miejsca i przyspieszając rusza przed siebie. Głośna, rytmiczna muzyka dudni ponad rzeką głów. Znajome twarze giną w potoku ramion i pleców. Sylwetki zlewają się w jedną masę. Czuję jak instynkt wyrwa mnie z miejsca. Opada napięcie. Zanika lęk. Zostaję sam. Oddech. Ślady stóp.

Za każdym razem, gdy staje na linii startu, jakiegokolwiek biegu zadaję sobie to samo pytanie. Za każdym razem, gdy zawiązując buty w przedpokoju, szykuję się do kolejnego treningu w myślach towarzyszy mi tylko ono. Za każdym razem gdy, stawiam pierwsze kroki, gdy powoli przyspieszam, gdy zaczynam odczuwać rytm serca, gdy powraca świadomość oddechu, gdy zaczynam biec… Zadaję sobie to jedno pytanie: dlaczego? Wystarczy jednak, że minie jakiś czas. Pięć, dziesięć, piętnaście minut. Pół godziny, godzina. Gdy przebiegam linię mety, gdy zatrzymuję stoper i zwalniam kierując się do domu, gdy tonę w uściskach radości przyjaciół lub wpatruję się w swoja zlaną potem twarz w windzie, doskonale znam odpowiedź. W zasadzie samo pytanie, dokładnie to samo które jeszcze przed chwilą, wywoływało we mnie natłok wątpliwości, przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Dlaczego biegam? Co mi to daje? Co mi daje sport? Najwyższa pora by bez emocji znaleźć na nie odpowiedź. Spoglądając z racjonalnego dystansu, utwierdzić się w przekonaniu, że to wszystko ma sens.

A sens ma. Wystarczy tylko, że spojrzę na to jak zmieniło się moje życie, moje emocje, moje relacje, moje znajomości, moja samoświadomość, moje samopoczucie, moja kondycja odkąd zacząłem biegać. Fakty mówią same za siebie. Nie jestem już tym samym człowiekiem, którym byłem gdy pierwszy raz wychodziłem z domu ubrany w techniczną koszulkę, szorty i sportowe buty. Skłamałbym oczywiście twierdząc, że bieganie załatwia wszystko, ale jest obecnie bardzo ważnym i istotnym elementem mojego życia. Stanowi jego nierozerwalną część. Tę część bez której go sobie teraz po prostu nie wyobrażam. Nie zawsze tak było i właśnie to porównanie, spojrzenie na nie z perspektywy czasu pozwala mi odczuwać głęboką satysfakcję i radość. Ale po kolei.

Pomysł na podsumowanie ostatniego roku mojego biegania nie wziął się z sam siebie. Jest efektem zaproszenia lub inaczej mówiąc nominacji jaką otrzymałem do Pawła, autora bloga Bookworm On The Run. Przyznam, że w pierwszym momencie nie wiedziałem jak się do sprawy zabrać. Po chwili jednak przypomniałem sobie o pewnym schemacie, który pomógł mi ostatecznie usystematyzować moje myśli i emocje związane z bieganiem. Tym schematem jest koncepcja ujęcia życia ludzkiego w ramy czterech sfer funkcjonowania: fizycznej, psychicznej, społecznej i duchowej. Zatem do dzieła!

SFERA FIZYCZNA

To, że bieganie ma korzystny wpływ na mój organizm jest faktem. Nie będę się rozpisywał o medycznej stronie tej kwestii. Wspomnę tylko słowo o własnych obserwacjach. Przez nadwagę oraz wrodzone problemy z sercem biega mi się bardzo trudno. Mój oddech jest ciężki, szybko się męczę, a tętno świruje. Nie przeszkadza mi to jednak w pokonywaniu kolejnych kilometrów, co procentuje widoczną poprawą. Choć do ideału jeszcze daleko, biega mi się znacznie lepiej niż rok temu. Odczuwam korzystne zmiany. Najlepszym dowodem na to nie są coraz dłuższe dystanse, ale moje samopoczucie po przebiegnięciu z ogromnym wysiłkiem krótkich. Mam tu na myśli na przykład bieganie do autobusu. Pogoń za środkami komunikacji zawsze kończyła się dla mnie kilkunastominutowym stanem preagonalnym. Ostatnio… niczym. Przebiegnięcie kilkudziesięciu metrów z pełną prędkością nie rozwiało nawet włosów na mojej czuprynie. Nie wyrwało serca z klatki piersiowej i nie wypruło żył. Po zamknięciu drzwi autobusu stanąłem jak wryty. Spokojnie chwytając się poręczy. Skupiony na chwycie dłoni, a nie na walce o przetrwanie. Podobny efekt zaobserwowałem chodząc po górach. Choć to zupełnie inny rodzaj wysiłku fizycznego, ogólna poprawa kondycji całego organizmu wpłynęła korzystnie na komfort uprawiania turystyki górskiej. Jest lepiej niż rok temu.

SFERA PSYCHICZNA

W kwestii psychicznej bieganie ma bardzo korzystny wpływ na moje samopoczucie. To frazes, powtarzany bez końca przez wszystkich biegaczy. Ja jednak ma do niego wyjątkowy sentyment. Nie wiążę bowiem z bieganiem żadnych wielkich ambicji. Bieganie jest dla mnie formą relaksu, odprężenia i pozbawionym nierealnych wyobrażeń sposobem na poprawę humoru. To dla mnie nowość. Jak już pisałem o tym wielokrotnie, wiele podejmowanych przeze mnie działań umierało w powijakach, przegrywając z moim perfekcjonizmem i pragnieniem osiągania samych szczytów. Teraz, wiedząc że maratonu nie przebiegnę, że nawet półmaratonu nie przebiegnę, wiedząc że nie pochwalę się przed lepszymi ode mnie znajomymi swoimi życiówkami czuję spokój. Spokój, który jest wynikiem wolności od moich własnych nierealnych oczekiwań. Biegam dla dobrego samopoczucia i je osiągam. Bieganie daje mi dzięki temu ogromną satysfakcję, dużo radości i pozwala oderwać się nie tyle od zewnętrznych problemów, ile ode samego siebie. I to na długo po tym jak opadnie kurz, który unosił się spod moich stóp.

SFERA SPOŁECZNA

Zanim zacząłem biegać miałem bardzo sprecyzowane mniemanie o biegaczach, ich rodzinach, sąsiadach, znajomych, przyjaciołach. Uważałem, że to klika, która posługując się niezrozumiałym dla mnie językiem ciała, wyraża pogardę dla wszystkiego co reprezentuje sobą reszta świata. Teraz, gdy odpalam Facebook’a, włączam Instagram, biegnę do parku, staję na linii startu czy przekraczam linię mety czuję się częścią większej całości. Elementem, który z pozostałymi połączony został pewnym specyficznym rodzajem więzi, opartej na wspólnocie doświadczeń, wrażeń, przemyśleń i emocji. Pojawiają się obok mnie ludzie, z którymi łączy mnie niekiedy tylko to. Bieganie staje się doskonałym sposobem na pogłębienie więzi z ludźmi, z którymi łączyło mnie wszystko tylko nie to. Dzięki wspólnemu przeżywaniu ekscytacji startami w zawodach, dzięki wspólnemu przeżywaniu walki podczas codziennych treningów, dzięki wspólnemu przeżywaniu bólu i radości, dzięki wspólnemu rozwiązywaniu problemów technicznych, czy chociażby dzięki wspólnym zakupom odczuwam niespotykany dla mnie do tej pory poziom więzi zarówno z pozornie obcymi mi ludźmi jak i tymi, których znam od zawsze. Dzięki temu, że nie unikam podczas biegania kontaktu z dużymi grupami ludzi nauczyłem się do nikogo nie porównywać, zyskując dzięki temu ogromny dystans do własnych wyników, wyglądu i sposobu biegania. Zwłaszcza to ostatnie nie było wcale takie łatwe.

SFERA DUCHOWA

Co to jest duchowość? Najprościej: duchowe jest wszystko to, co nie jest materialne. Jeszcze prościej: bieganie wprowadziło w moje życie nowe wartości, lub znacznie poprawiło jakość już istniejących. Zaczynając od relacji z moimi najbliższymi, z przyjaciółmi i znajomymi, na kontaktach z obcymi kończąc. Zaczynając od sposobu w jaki traktuję siebie samego, osoby z mojego otoczenia, na sposobie w jaki traktuję ludzi z którymi łączy mnie tylko przelotna znajomość. Ma tu na myśli oczywiście przede wszystkim miłość do mojej żony i synka. Dzięki bieganiu znacznie się do siebie zbliżyliśmy, oddalając się jednocześnie od dzielących nas różnic, odnajdując dystans do codziennych problemów. Odkryłem zupełnie nową jakość czegoś co wydawało mi się oczywiste. Miłość bez względu na chwilowe niedogodności, jak dziś nazywam problemy. Bez względu na nasze humory. Bez względu na samopoczucie czy relacje z innymi ludźmi. Dzieląc z nimi pasję i czas uczę się akceptacji, tolerancji, cierpliwości. Uczę się okazywać dumę radość. Uczę się chwalić i bez cienia zazdrości cieszyć z sukcesów. Uczę się dostrzegać wartość każdej chwili, którą ze sobą spędzamy. To samo dotyczy, mogę to śmiało napisać, naszych wspólnych przyjaciół. Osoby niegdyś mi bliskie, stały się jeszcze bliższe. Nowo poznane osoby szybko stają się mi bliskie. Słowo przyjaźń nabrało głębszego znaczenia, opartego na wolności od oczekiwań oraz na zrozumieniu. Stało się bliskie słowu miłość. Przyjaźń wolna od zazdrości, zawiści, poczucia wyższości.

Nie sposób na zakończenie nie wspomnieć o ogromnej szansie pomagania innym jaką daje bieganie. To oczywiście możliwość udziału w biegach charytatywnych. Więcej na ten temat pisze moja żona na swoim blogu we wpisie Business Run Łódź. Od siebie dodam tylko, że o korzyściach nawet nie warto wspominać. Są wręcz oczywiste, łącząc w sobie wszystkie, o których wspomniałem do tej pory.

Ostatnio wiele w naszym biegowym życiu się dzieje. Dołączają znajomi, pojawiają się nowe osoby, pojawiają się perspektywy startu w kolejnych biegach, cyklach. Wszystko zdaje się rozwijać. Widzę to i patrzę z radością. Wiem bowiem, że ten stan nie będzie trwał wiecznie i że w pewnym momencie pojawi się stagnacja, być może regres. Wiem też, że nie mam zamiaru się tym przejmować. Mam świadomość, że doświadczam wyjątkowości i niepowtarzalność. Pod każdym względem. W każdej ze sfer mojego życia. Odczuwam dzięki temu radość i spokój, którą staram się przekładać na moją codzienność. To wspaniałe. Bez oczekiwań i z ufnością patrzę w przyszłość. Tak jakby była już zapisana, a moją jedyną rolą byłoby się pogodzić z tym faktem. Tu. Teraz. Dziś. Czuję spełnienie. Odczuwam to, co  z lekkim niepokojem zaczynam mieć odwagę nazywać szczęściem. Ale nie tym, które mi się należy z samego fakty istnienia. Tym, które jest nagrodą za wysiłek.

Ostatnie metry dzielą mnie od mety. Już dawno zgubiłem znajome twarze. Nawet ich sylwetki rozlały się w tłoku. Przyspieszam i czuję jak puls rozsadza mi skronie. Z trudem łapiąc oddech, z pełna prędkością przebiegam linię mety. Kątem oka zerkam na zegar, który potwierdza jedno: zwycięzcą jestem od samego początku. Samym faktem ruszenia z linii startu. Za metą wpadam w ramiona roześmianej żony. Przyjaciele przekrzykują się wymieniając doświadczeniami. Pierwsze wspólne zdjęcie, kolejne. Niedowierzanie miesza się z radością. Kolejny zaliczony bieg, kolejny medal na piersi, a to wszystko w towarzystwie wspaniałych, bliskich mi osób. Bez względu na wynik. Bez względu na odległość. Powrót do domu to chwila refleksji i zaduma na wspólnie tworzoną historią naszego wspólnego życia i fala radości na jedną cudowną myśl: do następnego razu kochani.

  • To jest to, co wiedziałem od samego początku. Potrafisz cudownie pisać na każdy temat, to jest piękna opowieść – okazuje się, że jesteś również blogerem biegowym 😀 Wielu wspaniałych biegów życzę, zawsze w zdrowiu i zadowoleniu na mecie 😀

    • Dziękuję Pawle! Wiedz, że jesteś jedną z tych wspaniałych osób o których piszę 🙂 Między innymi bez Ciebie moje bieganie byłoby tylko ruchem mięśni 🙂 Dziękuję!

      • To sobie panowie zrobili dobrze (pardon za nieeleganckie określenie 😀 ). Fajnie się Was czyta.

        • Hahahhaa 😀 Czuję się zaszczycony, gdy z mojego powodu dama używa nieeleganckich określeń 🙂 😛

  • Pomyśleć, że kiedy biegałam, myślałam podobnie. Nie daję rady biegać (czasowo i fizycznie), kiedy mam treningi obwodowe, a mam 3xtyg, ale pomału potrzebuję zmiany i chyba wrócę do biegania. Twój artykuł mnie do tego zachęca.
    Dodam jeszcze, że biegałam i będę biegać dokładnie z takich samych powodów jak Ty. Nie dla życiówek, choć nie powiem są przyjemne i motywujące, ale dla dobrego zdrowia i samopoczucia. Bo tak chcę i lubię.

    • Dziękuję 🙂 Bardzo się ciesze, że swoim tekstem odbieram Ci brak powodów do biegania 😀 Pozdrawiam serdecznie!

  • Pięknie przelane emocje, wspaniale wyraziłeś to co każdy sportowiec – tak dobrze słyszałeś czuje biorąc udział w zawodach. Ba, w samych przygotowaniach, treningach i całej tej aurze rywalizacji w sportowym duchu. Bardzo lubię czytać o tych pozytywnych zmianach, u osób które zaczęły się ruszać i się od tego uzależniły. Co prawda ja z bieganiem się nie kochamy najmocniej an świecie, ale czasami też zdarza mi się wciagnąć lajkrę, adidaski i odplynąć. trzymam kciuki za kolejne sukcesy 🙂

    • Dzięki Aniu! W moim wypadku bieganie i sport to efekt dojrzałego wyboru 🙂 Dlatego to miłość i fascynacja. Od wielu osób, które miały kontakt z lekkoatletyką w dzieciństwie lub młodości i były trenowane na zawodników słyszę, że za nic w świecie do tego nie wrócą. Coś w tym jest. Ja kiedyś zaparłem się, że zostanę wirtuozem gitary elektrycznej. Kilka lat samotnych treningów po kilka godzin dziennie odebrały mi jakąkolwiek chęć grania. Dziś nawet nie spojrzę w stronę tego instrumentu. Spaliłem się. Dzięki za kciuki i pozdrawiam!

  • Doskonale wiem o czym tu napisałeś, tylko że ja nie ujęłabym tego tak pieknie. Ech…wzruszyłam się. Serio. 🙂 Lubię Cię czytać. 🙂

    • Dziękuję 🙂 Szczerze i jak zwykle z dużą nieśmiałością 🙂 Pozdrawiam!

  • Bardzo emocjonalny wpis, mnóstwo w nim serca i szczerości. I to jest piękne! To, co Ci daje bieganie, jak jest wyjątkowe i jakie masz dzięki niemu przemyślenia… I jakie korzyści! Ehh, świetny wpis! 🙂