A Co Jak Nie Ma w Internecie?

papryka_1

Nie zawsze wszystko można znaleźć w internecie. Niektóre przepisy albo tam nie istnieją, albo są tak głęboko schowane, że nie szanse na ich odnalezienie są niemal równe zeru. Co trzeba zrobić w takich wypadkach? Możliwości jest wiele. Tak naprawdę po odłączeniu od sieci dopiero się zaczynają! Ja wybrałem drogę intuicji i eksperymentu.

Przełom lata i jesieni to w moim domu okres wzmożonej aktywności przetworowej. Parę lat temu moja żona skutecznie zaraziła się bakcylem pakowania w słoiki prawie wszystkiego, co się da. Mamy też dostęp do bardzo smacznych, niedrogich i dobrych jakościowo warzyw. Wspomaga to pasję mojej żony, a mi pozwala na sporadyczne eksperymenty kulinarne. Tym razem na ruszt wziąłem paprykę, której obok pomidorów i cukinii jest w tym okresie w naszym domu naddatek.

Już nie pamiętam czy kiedyś w ogóle jadłem paprykę faszerowaną mięsem i serem pleśniowym, bo o tym eksperymencie tu mowa. Wiem jedno. Sam zamiar zrobienia tej potrawy wywołał u mnie atak aktywności ślinianek, natomiast poszukiwania przepisu spełzły na niczym. Kilkudniowe przeszukiwanie sieci nie przyniosły żadnych rezultatów. Wertowanie w kulinarnych książkach również. Przepisów oczywiście znalazłem wiele, ale żaden z nich nie spełniał moich oczekiwań. W każdym czegoś brakowało lub czegoś było za dużo. Nie odpowiadał mi sposób przyrządzania farszu lub rodzaj użytego sera. Zupełnie nie zgadzałem się z użyciem dodatkowych składników takich jak ryż. Ostatecznie musiałem więc liczyć jedynie na własną inwencje twórczą.

Zacząłem od najprostszej możliwej rzeczy, czyli od kupienia i przygotowania papryki. Jak już wspomniałem, mam dostęp do pewnego źródła warzyw jesiennych. Surowiec, którym dysponowałem, to papryki duże, jędrne, pozbawione otłuczeń oraz przebarwień i oczywiście smaczne. Nie wiem jednak czy ma to aż taki wpływ na ostateczny smak potrawy. Nie próbowałem robić tego dania z papryki kupowanej na rynku czy w markecie. Wiem, że ta którą ja miałem do dyspozycji, była perfekcyjna.

Na jakimś zdjęciu znalezionym w sieci wypatrzyłem, że danie ładnie wygląda gdy papryki nie przygotowuje się w znany mi dotąd sposób. Podobało mi się po prostu to co tam zobaczyłem. Bez zastanowienia postanowiłem więc to skopiować. Zamiast odcinać górną część i nakładać farsz  do całej papryki, warzywo przeciąłem na pół. Wydrążyłem gniazda nasienne i zostawiłem ogonki. Przygotowane w ten sposób miseczki miały mniejszą wielkość, łatwiej się je wypełniało farszem, łatwiej potem nakładało, a ich zawartość przypiekała się na większej powierzchni. Jednym słowem takie przygotowanie papryk wpłynęło korzystnie nie tylko na smak i aromat całego dania, ale i wygodę jego podawania i jedzenia. Niesamowita intuicja!   Farsz, farsz, farsz. No właśnie farsz. Co z farszem? Nie miałem żadnych wątpliwości, że musi, jak sposób przygotowania papryk, odbiegać od znanych mi sposobów. Założenie jest proste. Danie ma być wyśmienite, intensywne i nietuzinkowe. Nie wchodziło w grę żadne mieszanie mięsa z ugotowanym czy surowym ryżem. Nie wchodziło też w grę faszerowanie papryk surowym mięsem z wegetą i pieprzem. Miałem już jako takie wymagania na temat tego dania. Chcąc uniknąć więc rozczarowań postawiłem na sprawdzone rozwiązanie. Od lat sos pomidorowo-mięsny do makaronów przygotowuję w jeden sposób. Wykorzystałem więc swoje doświadczenia, nieco zmodyfikowałem oryginał i uzyskałem zamierzony efekt.

Całość ułożyła się w niesamowity efekt. Mgliste wyobrażenie nabrało realnych kształtów. Przepis na danie, które kiedyś jadłem, zaginął bezpowrotnie. Chcąc go odtworzyć bazowałem bardziej na moich własnych oczekiwaniach niż wspomnieniach. Wystarczyło to jednak, bym zrobił danie, które spełniło moje wyobrażenia, zaspokoiło moje ambicje i dostarczyło mnie i mojej rodzinie nowy sposób na nieco bardziej wykwinty obiad.

Przypomina mi się w tym kontekście ciekawa metoda wychowawcza, stosowana z powodzeniem w mojej rodzinie. Dziecko pozbawione jakichkolwiek gadżetów, dostępu do telewizji, intranetu, pozostawione same sobie bez aktywnego udziału osób dorosłych zaczyna się śmiertelnie nudzić. I wtedy zaczyna się najbardziej wartościowa zabawa. Uruchamiają się takie pokłady kreatywności, o których istnieniu nikt sobie nie zdawał do tej pory sprawy. Czy warto więc od czasu do czasu wzorując się na wychowaniu dziecka wyłączyć internet? Oczywiście. Być może dopiero wtedy powstaną warunki dogodne do włączenia wyobraźni.

Przepis, z którego korzystałem:

5 średnich papryk
0.5 kilo mięsa mielonego
100 gr sera pleśniowego typu Lazur
500 gr przecieru pomidorowego
3 małe cebule
3 średnie marchewki
2 kawałki suszonego pomidora
4 ząbki czosnku
kilka gałązek świeżej bazylii
2 łyżki słodkiej papryki mielonej
łyżeczka ostrej papryki mielonej
pieprz, sól do smaku
olej do smażenia

Papryki przekroić na pół, wzdłuż i pozbawić gniazd nasiennych. Ogonki nieco skrócić, ale ich nie wycinać. Cebulę pokroić w drobną kostkę. Marchewkę obrać i zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Bazylię i czosnek drobno posiekać. Ser pokroić w kostkę o bokach ok. 1 cm. Suszone pomidory pokroić na mniejsze kawałki. W garnku lub dużym rondelku rozgrzać olej. Zeszklić na nim cebulę, często mieszając tak by się nie przypaliła. Do cebuli dodać 3 ząbki posiekanego czosnku i połowę posiekanej bazylii. Podsmażać razem chwilę. Mięso dodawać porcjami i usmażyć. Dodać startą marchewkę i razem chwilkę wszystko podsmażyć. Po kilku minutach wlać 250 gr przecieru pomidorowego. Dodać 1 łyżkę papryki słodkiej i pół łyżeczki papryki ostrej. Dodać suszone pomidory. Posolić i popieprzyć do smaku. Całość dusić pod przykryciem przez godzinę na najmniejszym ogniu, często mieszając, żeby farsz się nie przypalił. Po 30 minutach dodać resztę posiekanej bazylii i spróbować. Jeżeli jest potrzeba to dosolić i dopieprzyć. Gotowy farsz pozostawić do wystudzenia. Przygotować sos. Do 250 gr przecieru pomidorowego dodać szczyptę cukru, sól, pieprz do smaku, łyżkę słodkiej papryki, pół łyżeczki ostrej, ząbek posiekanego czosnku i listek lub dwa świeżej bazylii. Przygotowane papryki napełnić farszem i do każdej połówki dodać kilka kawałków sera pleśniowego. Ułożyć w naczyniu żaroodpornym, podlać przygotowanym sosem i wstawić do piekarnika rozgrzanego do temperatury 180 stopni. Piec bez przykrycia przez 45 minut.

Nie zachęcam oczywiście do ścisłego trzymania się tego przepisu. Papryka przygotowana w ten sposób smakuje mnie i moim najbliższym. Każdy z elementów przepisu można dopasować do sowich potrzeb. Bazylię zamienić na oregano lub kolendrę. Stworzyć własną mieszankę ziół. Zamienić proporcje papryki słodkie i ostrej. Użyć mięsa wieprzowego, wołowego, drobiowego. Dodać kawałki ulubionego sera, a nie koniecznie Lazur. Można tego sera dodać miej lub więcej. Zamiast marchewki, lub dodatkowo do niej, wkroić cukinię. Użyć papryk różnokolorowych, lub jednokolorowych. Jednym słowem nie ograniczać się. W kuchni przecież, liczy się przede wszystkim inwencja twórcza, wyobraźnia i dopasowanie dania do własnych potrzeb. Bez tego nie ma postępu.

  • Potwierdzam. Pycha 😀

  • Ale fajnie piszesz! Niby tylko o gotowaniu ale czlowiek poznaje ciebie! 🙂
    A co do gotowania- ja nigdy nie korzystam z netu bo uwielbiam TWORZYĆ i KOMBINOWAĆ:)
    Aczkolwiek TWÓJ z CHĘCIĄ przetestuje bo wszystkie skladniki bardzo lubie 🙂

    • Artur

      Dziękuję bardzo serdecznie 🙂 Życzę zatem smacznego!